Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Hansel i Gretel: Łowcy Czarownic" {Hansel and Gretel: Witch Hunters} (2013)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

HIG

Reż: Tommy Wirkola

Scenariusz: Tommy Wirkola

Kraj: Niemcy, USA

Czas trwania: 88 minut

 Muszę się przyznać, że zupełnie nie oczekiwałem po tej produkcji niczego dobrego. Po tym bowiem jak w ubiegłym roku dostaliśmy zrobionego z przesadną powagą i rozczarowującego „Abrahama Lincolna Pogromcę Wampirów”, którego jedynymi pozytywnymi aspektami były uroda Mary Elizabeth Winstead, kilka dobrze zrealizowanych scen akcji oraz kapitalna postawa Dominica Coopera przestałem wierzyć, że jakakolwiek reinterpretacja klasyki (obojętnie czy dotycząca postaci historycznej czy też oparta, jak ma to miejsce w tym wypadku, o motywy znanej baśni) będzie mogła zostać przeze mnie uznana za udaną. Krótko mówiąc nie spodziewałem się pozycji stojącej przynajmniej na porównywalnym poziomie co przyjemni w oglądaniu i chyba lekko niedocenieni „Nieustraszeni Bracia Grimm” w reżyserii Terry'ego Gilliama. No cóż! Cieszę się, iż mogę powiedzieć, że się pomyliłem. 

  Jeżeli bowiem przymkniemy oko na takie aspekty jak sztywna jak osinowy kołek kreacja Jeremy'ego Rennera, fakt, iż jedna z wiedźm wygląda zupełnie jak wokalista zespołu „The Rasmus” czy kilka niekoniecznie potrzebne wątków w rodzaju romansu między Hanselem a rudowłosą dziewczyną o imieniu Mina (czyżby nawiązanie do "Draculi"?) albo motywu z (granym przez horrorowego wyjadacza Dereka Mearsa, który na koncie ma między innymi rolę Jasona w remaku "Piątku Trzynastego") pomagającym naszym bohaterom trollem, które tylko utrudniają zrozumienie tego co właściwie dzieje się na ekranie i podejdziemy do zrealizowanej przez Tommy'ego Wirkolę (odpowiedzialnego tak na marginesie za kapitalne "Zombie SS") pozycji na luzie i bez przesadnie wysokich oczekiwań, to rychło okaże się, że stanowi ona kawał dobrego, rozrywkowego, przyjemnego w oglądaniu i na swój sposób uroczego kina, będącego w mojej ocenie przykładem wzorcowego połączenia klimatu (spotęgowanego stworzoną przez Atli Orvarssona muzyką oraz rewelacyjną scenografią), przyzwoitego aktorstwa (szczególnie jeśli chodzi o świetnego jak zawsze Petera Stormare'a (który tak swoją drogą wystąpił przecież także we, wzmiankowanych tu już, „Nieustraszonych Braciach Grimm”), kapitalną w roli złej czarownicy Famke Janssen i znaną choćby z „Uprowadzonej Alice Creed” Gemmy Arterton) czy bezpretensjonalnego czarnego humoru. Że mamy tu do czynienia z tytułem dowodzącym, iż jest możliwym by ukazać tak zdawałoby się karkołomne pomysły jak uczynienie z Jasia i Małgosi pogromców wiedźm w satysfakcjonującym dla widza stylu.

Podsumowując. „Hansel i Gretel” to obraz, który dobrze spełnia swoje zadanie jako niewymagająca „guma do żucia dla oczu”, sposób rozładowania stresu i oferuje przyjemnie spędzone dziewięćdziesiąt minut. Chyba więc nie muszę dodawać, że choć całość wyraźnie ustępuje przywoływanej tu już kilka razy produkcji Terry'ego Gilliama to jednak przypadła mi do gustu i niecierpliwie czekam na zapowiadaną kontynuację

OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci