Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Turyści {Sightseers} 2012 czyli tak nie powinna wyglądać czarna komedia

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Sightseers

Reżyseria: Ben Wheatley

Scenariusz: Alice Lowe, Steve Oram

Kraj: Wielka Brytania

Czas trwania: 88 minut

Mimo, że wychodząc z założenia, iż wrażenia należy dywersyfikować właściwie nie powinienem recenzować dwóch czarnych komedii pod rząd to czuję, że nie mam innego wyjścia. Udało mi się bowiem dotrzeć w końcu do długo oczekiwanej produkcji, która tak swoją drogą dość szybko i raczej niepostrzeżenie przemknęła przez ekrany polskich kin. I choć wcześniej wydawało mi się to niezrozumiałe to po obejrzeniu dzieła Bena Wheatley (reżysera który w 2011 omawianym tu, kapitalnym, niezwykle mrocznym, klimatycznym, przekonująco zagranym i zapadającym w pamięć "Kill List" zrobił mi z mózgu jajecznice i zasłużył sobie na miejsce w moim rankingu najbardziej utalentowanych i najbardziej perspektywicznych reżyserów) zaczynam rozumieć dlaczego

Serwowana nam tu bowiem historia jest dość specyficzna. Zgodzicie się pewnie, że istnieją różne typy odbiorcy filmowych treści i nie każdemu  widzowi tak łatwo jak mnie przychodzi przełknięcie charakterystycznej dla kina niezależnego maniery, niespiesznego tempa akcji czy polegającej na uczynienia naszymi protagonistami, z którymi powinniśmy się przecież identyfikować, Tiny i Chrisa czyli dwójki młodych ludzi (granych przez Alice Lowe i Steve'a Orama, będących jednocześnie  tak swoją drogą autorami scenariusza) z poważnymi moralnymi deficytami, którzy wpadają na pomysł by podczas zwiedzania Anglii zabijać każdego kto z jakichś powodów im się nie spodoba gloryfikowania outsajderów.

Czy więc jest to dzieło zapewniające widzowi filmową ucztę na wzór, przywoływanego tu już "Kill List"? Nie do końca! Bo choć "Turyści" {Których, tak na marginesie,  mimo lekkiego podobieństwa tytułów nie należy mylić z o wiele słabszym "Turistas". Byłby to bowiem błąd o skali porównywalnej chyba tylko z sięgnięciem po  benadziejny twór Erica Englanda o nazwie "Madison County" mając nadzieję, że to kultowy romans z Clintem Eastwoodem i Meryl Streep} to nie jest diametralnie zła pozycja, stojący za nią koncept uważam za niezwykle pomysłowy (choć przyznaję, że podczas seansu miałem nieodparte wrażenie kiedyś widziałem już coś podobnego tylko nie mogę przywołać tytułu), poszczególne sceny zrealizowano w sposób co najmniej przyzwoity, szczególnie jeśli chodzi o sekwencje senne, a całość niewątpliwie znajdzie liczne grono swoich zwolenników to jednak muszę powiedzieć, że obiektywnie rzecz biorąc sporo najnowszemu dziecku Wheatleya sporo brakuje do poziomu osiągniętego przez swojego wielkiego poprzednika. Przede wszystkim dlatego, że nie ma tu tak naprawdę wyrazistych bohaterów, którzy potrafiliby pociągnąć tę historię. Przy całym bowiem szacunku do Alice Lowe i Steve'a Orama, którzy wykonali naprawdę dobrą robotę przy tworzeniu scenariusza to jednak wykreowanych przez nich postaci absolutnie nie mogę zaliczyć do grona charyzmatycznych bo moim zdaniem wypadli bezbarwnie i kompletnie nie potrafili sprawdzić bym traktować bym traktował ich przeżycia i dylematy poważnie.

Podsumowujac. Choć "Turyści" mnie nie specjalnie urzekli to paradoksalnie polecam każdemu widzowi zapoznanie się z tą historią. To, że do mnie nie przemówiła i nie wywarła na mnie jakiegokolwiek wpływu nie zmienia faktu, iż tak jak w przypadku "The Revenant" nie jest ona do końca tym czym wydaje się na pierwszy rzut oka i rozkłada akcenty inaczej niż moglibyśmy przypuszczać.

OCENA: 6/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci