Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Utopiec" (2013) czyli polacy jednak potrafią kręcić horrory.

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Utopiec


UWAGA!

CHOĆ CHCIAŁBYM ABY PONIŻSZY TEKST BYŁ PRAWDĄ I NIE OBRAZIŁBYM SIĘ GDYBY JAKIKOLWIEK TWÓRCA WYKORZYSTAŁ GO JAKO  ŹRÓDŁO INSPIRACJI TO Z GÓRY INFORMUJĘ, ŻE TO CO ZA CHWILĘ PRZECZYTACIE JEST (NIESTETY) WYŁĄCZNIE ŻARTEM PRIMAAPRILISOWYM


Reżyseria: Patryk Vega

Scenariusz: Igor Brejdygant

Kraj: Polska

Czas trwania: 95 minut


Muszę być strasznie opiniotwórczy w polskim środowisku filmowym (Albo strasznie mało spostrzegawczy) bo nie tak dawno jak wczoraj, przy okazji omawiania świetnego koreańskiego "Sleepless" narzekałem na brak dobrego rodzimego przedstawiciela tego szlachetnego gatunku jakim jest horror, kompletnie nie zdając sobie sprawy, że niedługo (Swoją drogą termin wybrano sobie chyba niezbyt fortunnie. Piątego kwietnia bowiem odbędzie się przecież premiera remaku "Evil Dead" czyli szeroko rozpropagowany i przez wielu, w tym przeze mnie, najbardziej oczekiwany filmu roku więc oczywistym jest fakt, że takie wydarzenie całkowicie zagłuszy jakąkolwiek inną produkcję utrzymaną w podobnych klimatach), prawie że tylnymi drzwiami, do polskich kin wślizgnie się produkcja, stworzona przez ,próbującego udowodnić swoją warsztatową klasę po kilku nieudanych wyrobach filmopodobnych w rodzaju "Ciacha",  Patryka Vegę, człowieka kojarzonego dotychczas z  gangsterskim "PitBullem". A ponieważ byłem ciekaw, czy udało mu się zerwać z dotychczasowym wizerunkiem i miałem możliwość by kilka dni temu udać się z koleżanką na przedpremierowy seans (rozumiecie? Takie dwa w jednym!) to nie mogłem nie skorzystać z okazji prawda?

 

I powiem wam, że absolutnie nie żałuje. "Utopiec" bowiem to wydarzenie, którego w polskim kinie jeszcze nie było. Prawdziwa "lektura obowiązkowa" dla każdego kto kocha horrory. Mimo bowiem kilku mankamentów (takich jak chociażby lekko bezbarwna gra, pięknej jak obrazek Karoliny Kominek- Skuratowicz {Tak na marginesie scena kiedy naga kąpie się w jeziorze sprawiła, że wszyscy mężczyźni obecni na sali kompletnie odpłynęli}, zmarnowanego potencjału Kingi Preis i Mariana Dziędziela czy niekoniecznie potrzebny wątek księdza alkoholika {świetny Janusz Chabior}) to trzeba docenić efekt, który udało się Wedze (z niemałą pomocą pomysłowo skonstruowanego przez Igora Brejdyganta (który już przy okazji "Palimpsestu" pokazał przecież, że doskonale się w takich enigmatycznych i poschizowanych klimatach odnajduje) scenariusza) osiągnąć. W końcu to, jak na polskie warunki, naprawdę duża sztuka by z opartej na faktach historii (Wciąż nie mogę uwierzyć w to, że wreszcie nasi twórcy sięgnęli po lokalne tradycje) o serii tajemniczych utonięć do jakich na przełomie XIX i XX wieku doszło w okolicy Tykocina po tym jak miejscowi chłopi zamordowali żydowskiego studenta Israela Tiktinera pod pozorem uwiedzenia i zgwałcenia ( Co było tak swoją drogą "lekką" nadinterpretacją. Jedynym "przestępstwem" bowiem jakiego ten młody chłopak się dopuścił było zakochanie się w niej, zresztą z wzajemnością) pięknej i starannie wykształconej polki, córki lokalnego urzędnika (Rekonstrukcję tych wydarzeń dostajemy zresztą jako swoisty prolog, jeszcze przed początkowymi napisami po czym akcja przenosi się do czasów współczesnych i skupia się na prowadzonym przez młodego, sceptycznie nastawionego policjanta (w którego, z bardzo dobrym skądinąd skutkiem, wciela się, kojarzony przeze mnie chociażby z "Big Love" czy "Drzazg" Antoni Pawlicki)  podejmującego się wyjaśnienia prawdziwej natury wydarzeń (co nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać, bo w tym miejscu prawie każdy skrywa jakieś mroczne tajemnice)) śledztwie w sprawie rzekomej  krwawej "zemsty zza grobu", którą zapoczątkowało pojawienie się w miasteczku tajemniczego nieznajomego (Prawie nierozpoznawalny pod grubą warstwą makijażu Robert Więckiewicz)) stworzyć rasowe, duszne od gęstego klimatu, niepokojące i skomplikowane fabularnie kino grozy demolujące nasze oczekiwania (Ja na przykład nie sądziłem, że można w tak ostry i realistyczny sposób zrealizować sceny przemocy).


 Jednak to nie wszystkie zalety tej produkcji. Dostaliśmy bowiem pięknie sfotografowane przez Karinę Kleszczewską (która w mojej ocenie przebiła to co udało jej się stworzyć przy okazji "Nieruchomego Poruszyciela"), odważne, niepokojące, bezkompromisowe, prawdziwie mroczne, zapadające w pamięć, momentami szokujące i oniryczne (zwłaszcza jeśli chodzi o niezwykle plastycznie ukazaną wizję, jakiej nasz protagonista doświadczył w kościele), urzekająco klimatyczne kino doprawione kapitalną muzyką Bartłomieja Gliniaka, wyposażone w psychologicznie głębokie i świetnie zagrane charaktery (Wyróżnia się zwłaszcza brawurowa kreacja Bogusława Lindy (nawiązującego do stworzonej przez siebie kultowej postaci Franza Maurera w niemniej kultowych "Psach"), który zdecydowanie "kradnie show" jako zdeprawowany ojciec głównego bohatera), interesujące dialogi oraz niezwykle dołujący finałowy twist (Którego wam nie zdradzę, ale zapewniam, że będziecie z wrażenia zbierać zęby z podłogi) 


Podsumowując. Myślę, że nie ma sensu się bardziej rozpisywać. Nie chcę wam bowiem psuć przyjemności bo ten film po prostu trzeba zobaczyć i rozkoszować się każdą minutą tej niesamowitej atmosfery. Powiem więc tylko, że "Topielec" to mój osobisty faworyt do tytułu najlepszej produkcji tego roku i mam nadzieję, że nie jest to "łabędzi śpiew" polskiego kina tylko trwały trend, który dostarczy nam, miłośnikom horrorów jeszcze wiele przyjemności. Chociaż przyznaję, że trudno będzie przeskoczyć tak wysoko zawieszoną poprzeczkę. 


OCENA: 9/10

 

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    No no:) Szukałam na youtube, ale znalazłam tylko trailer więc gdzie szukać?

  • bradesinarus

    Niestety nigdzie! Bo choć chciałby, żeby to co napisałem było prawdą i abym mógł w istocie obwieścić narodziny dobrego polskiego horroru to jednak muszę się przyznać, że ten wpis jest niestety (zainspirowanym tym: horror.com.pl/filmy/recka.php?id=2067) żartem primaaprilisowym.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci