Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Martwa Dziewczyna" {Dead Girl} (2008)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

MD

Reżyseria: Marcel Sarmiento, Gadi Harel

Scenariusz: Trent Haaga

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 100 minut

Jako że dzisiejszy dzień mogę właściwie zaliczyć do udanych (Szczególnie, że udało mi się załatwić kilka spraw, z którymi borykałem się od dłuższego czasu), postanowiłem zastosować wobec siebie wzmocnienie pozytywne, sięgając po jakiś dobry horrorek. "Dead Girl", stanowiącą jedną z tych produkcji do których seansu przymierzałem się od dość dawna,  mógłbym w sumie uznać za całkiem dobry pomysł bo ten obraz ma swoisty urok i klimat, niepokoi, wciąga i jest naprawdę intrygujący. A poza tym występuje tu przecież prześliczna Candice Accola, więc jest na co popatrzeć. Muszę jednak powiedzieć, że czuję się nie do końca usatysfakcjonowany. 

Ale zacznijmy od początku. "Martwa Dziewczyna", za której reżyserię odpowiada m.in. znany nam z "Abecadła Śmierci" (konkretnie z segmentu zatytułowanego "D for Dogfight") Marcel Sarmiento, to historia dwóch nastoletnich chłopaków {Jednego z nich gra Shiloh Fernandez czyli David z tegorocznego remaku "Martwego Zła". I muszę przyznać, że tu sprawdził się znacznie lepiej niż w produkcji Fede Alvareza} przeżywających burzę hormonalną, którzy podczas wałęsania się po opuszczonym szpitalu psychiatrycznym znajdują dziwną kobietę. Jest ona przykuta do łóżka, naga i zachowuje się niczym katatoniczka, nie reaguje na nic. Czy jednak tak do końca jest ona normalną kobietą?

Nie do końca przełożyło się to jednak na tak totalne kino jakim, wg. wszystkich wskazań na niebie i ziemi, jest "Dziewczyna z Sąsiedztwa" (Jeszcze nie widziałem, ale obiecuję wam jak najszybciej nadrobić zaległości). Myślę, że główna "zaleta" takiego stanu rzeczy tkwi w tym, że choć mamy do czynienia z obrazem solidnie wykonanym pod względem kwestii technicznych, świetnie zagranym (zwłaszcza przez Noah Segana oraz wspominanego tu już Shiloha Fernandeza), dysponującym jednym z najlepszych zakończeń jakie w życiu widziałem i znacznie lepszym od takiego dajmy na to "Supermarketu" (choć, prawdę mówiąc, nie jest to w sumie jakieś wielkie osiągnięcie), to po raz kolejny w podobnych produkcjach zostajemy obdarowani bohaterami, których nie sposób polubić. Nie wiem kiedy wreszcie twórcy filmowi zrozumieją, że nie tędy droga? Czy to naprawdę taki wielki problem pójść śladem Ti Westa i rozpisać protagonistów, z którymi- przypominam- powinniśmy się chcieć identyfikować, tak by nie byli maksymalnie irytującymi pajacami.

Podsumowując. Mimo wszystko warto zapoznać się z tą pozycją bo stanowi ona niezwykle ożywczy powiew w wydawałoby się zatęchłej konwencji.

OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci