Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Safe Haven" (2013) czyli Lasse Hallstrom w krainie banału

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Dawno nie miałem czasu, żeby tak po prostu usiąść i obejrzeć kilku filmów, które nie będą rasowymi horrorami. W rezultacie moja lista tytułów do obejrzenia zrobiła się niebezpiecznie długa. Pora coś z tym zrobić.

SH

Reżyseria: Lasse Hallstrom

Scenariusz: Leslie Bohem, Dana Stevens

Kraj: USA

Gatunek: Melodramat, Thriller

Czas trwania: 115 minut

Naprawdę chciałbym móc napisać, że obraz wyreżysowany przez Lasse Hallstroma mi się podobał. Ale to nie byłaby prawda. Gorzej. W mojej ocenie "Safe Haven" to jedno z większych rozczarowań roku.

Wiem, że nie jestem fanem melodramatów i dla mnie każdy tytuł z tego gatunku musi się starać by nie zostać uznanym za obraz ze wszech miar przeciętny, ckliwy,  banalny i momentami nużący (Najczęściej jednak, to jaka będzie moja ocena i że film nie będzie miał mi za wiele do zaoferowania mogę przewidzieć już przed seansem. A przecież żaden ze mnie Nostradamus) . Przyznaję również, iż jest to pozycja przyzwoicie zagrana (razi tylko słaba dyspozycja aktorów dziecięcych (ale to, można powiedzieć, norma przy wszelkich produkcjach. Na palcach jednej ręki można policzyć dzieci, które niczym Haley Joel Osment w niezapomnianym "Szóstym Zmyśle", robią dobre wrażenie i nie irytują) oraz beznadziejna kreacja Davida Lyonsa jako absolutnie nieprzekonującego i pozbawionego osobowości antagonisty), sympatyczna i posiadająca kilka fajnych motywów (Takich jak intrygujący początek, który mógł zwiastować kompletnie inny gatunkowo, mroczniejszy obraz. postanowili zastosować chyba najbardziej przewidywalne rozwiązania fabularnych) a gdyby zdecydowano się wyrzucić kiczowate i pasujące jak pięść do nosa zakończenie (które pewnie w zamiarze miało być niezmiernie zaskakujące) to moja ocena mogłaby być o jedno oczko wyższa.

Tyle tylko, że wbrew średniej na internetowych portalach,  nadal jest to produkt, który byłby w stanie sprokurować byle wyrobnik. Od twórcy z bądź co bądź uznanym nazwiskiem, który dał nam kapitalnego "Co gryzie Gilberta Grape'a" czy bardzo dobrą "Czekoladę powinno się chyba oczekiwać czegoś więcej. Jest to szczególnie rażące jeśli spojrzymy na niezłego "Intruza", którym Andrew Niccol pokazał, że obdarzony talentem reżyser potrafi stworzyć coś ciekawego nawet wtedy kiedy nie dysponuje mocnym materiałem źródłowym.  

Podsumowując. Wiem, że powinno się unikać takiego sformułowania ale "Safe Haven" to film nie dla każdego. To produkcji  dla wielbicieli takiego gatunku, (szczególnie tych płci żeńskiej) oraz dla miłośników twórczości Nicholasa Sparksa (Jeżeli przyjąć za miernik jego pisarskich dokonań poziom tego filmu, to dziwię się, że w ogóle ma on jakichkolwiek miłośników) . Ja nie jestem ani jednym ani drugim, więc mnie całość nieszczególnie przypadła do gustu.

OCENA: 5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci