Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Supermarket" (2012)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Supermarket

Reżyseria: Maciej Żak

Scenariusz: Maciej Żak

Kraj: Polska

Gatunek: Thriller

Czas trwania: 84 minuty

Nie będę ukrywał, że od jakiegoś czasu przymierzałem się do tej produkcji. Nie tylko bowiem pomysł na fabułę wydał mi się interesujący (Zresztą zwróccie tylko uwagę na niezwykle obiecujący zwiastun) ale przede wszystkim dlatego, że jak kania dżdżu spragniony jestem dobrych, atmosferycznych i trzymających w napięciu dreszczowców a w ostatnim czasie niejednokrotnie mogliśmy się przekonać ( choćby na przykładzie "Big Love","Ogrodu Luizy", "Wina Truskawkowego" czy "Palimpsestu"), że wbrew powszechnie panującej opinii polscy twórcy potrafią kręcić produkcje, które nie muszą mieć kompleksów przed dziełami pochodzącymi z innych krajów. Że zdarzają się rodzime, współczesne obrazy posiadające urzekający klimat, pomysłową fabułę i przemyślaną konstrukcję. Niestety "Supermarket" absolutnie do nich nie należy

Muszę powiedzieć, że widziałem już chyba zbyt wiele tytułów bym, przy całej mojej sympatii do takiego kina, zachwycił się historyjką wymyśloną i zrealizowaną przez Macieja Żaka, reżysera do tej pory kojarzonego raczej z średniej jakości komediami romantycznymi pokroju "Ławeczki" (i szczerze powiedziawszy to przy tym gatunku powinien pozostać bo Konrad Niewolski czy Wojciech Smarzowski to on nie jest i na tworzeniu mocnego, męskiego kina zna się mniej więcej tak jak tapir na fizyce kwantowej). Nie znajduję bowiem żadnych argumentów pozwalających mi na stwierdzenie, że mamy do czynienia z dobrym i angażującym produktem. Co z tego, że w obsadzie  znajdują się tu aktorzy z uznanymi nazwiskami w branży (Tacy jak Tomasz Sapryk, Przemysław Bluszcz, Izabela Kuna czy Marian Dziędziel) skoro scenariusz nie daje im jakiegokolwiek pola manewru bo postacie, które są zmuszeni odgrywać (z lepszym (jak w przypadku Mariana Dziędziela) czy gorszym (jak Izabela Kuna) skutkiem) to jakieś byty nieczytelne, pozbawione osobowości i kompletnie jednowymiarowe? Co z tego, że od strony technicznej film prezentuje się pozytywnie (warto zwrócić uwagę na świetne zdjęcia Jana Holoubka i niezłą muzykę Mariusza Szypury, który błysnął przy okazji, wspominanego już w tym wpisie, odrobinę niedocenionego "Big Love") jeśli fabuła, która powinna być najważniejszym składnikiem filmowego dania, jest kompletnie niewiarygodna i sprawia wrażenie jakby twórcy pogubili się w tym co właściwie chcą nam przekazać więc zaczęli eksperymentować i łapać zbyt wiele srok za ogon. Tu pobawili się w dekonstrukcję narracji na wzór "Podejrzanych", tam wrzucili jakiś nieudolnie sklejony romans ( w pewnym sensie rekompensowane jest to jednak tym, że w rolę "obiektu zainteresowań" wciela się "przyjemna dla oka" Justyna Schneider. Szkoda tylko, że przy okazji nie ma ona ciut więcej aktorskiego talentu), nawiązanie do peerelowskiej przeszłości czy policzek dla kapitalizmu w postaci karykaturalnie złego szefa (Bardzo "przetelefonowana" kreacja Przemysława Bluszcza, który miota się tu jak nekrofil w kostnicy). Jakby tego było mało to jeszcze gdzieś usiłowano upchnąć wątek konfliktu pokoleniowego.  Można się więc było spodziewać, że w rezultacie wyszedł im kompletny bałagan, nad którym nikt zdawał się nie panować i gdzie trudno znaleźć jakikolwiek sens i właściwie wcale nie zdziwiłbym się gdyby w pewnym momencie pojawiły się rekiny (które jak dobrze wiemy lubią grasować w supermarketach)

Podsumowując. Ciężko jest być fanem polskiej kinematografii. Tylko u nas bowiem na każdą produkcję relatywnie dobrą (taką jak wspominany tu już "Big Love" czy rewelacyjne "Pokłosie") musi chyba obligatoryjnie przypaść pozycja tak zła  i nieudolnie zrobiona,  że aż oczy bolą kiedy się na to patrzy. "Supermarket" bowiem to  nieudolnie zrobiony produkt, po który warto sięgnąć chyba jedynie dla rewelacyjnego Mariana Dziędziela. Choć nawet w takim wypadku lepiej będzie obejrzeć jakikolwiek inny film z jego udziałem (Np. kapitalne "Wino Truskawkowe") a tę produkcję zostawić w świętym spokoju na śmietniku historii. Czyli tam gdzie jej miejsce. 

OCENA: 3/10 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci