Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"No One Lives" 2012 czyli wracamy do dłuższych recenzji

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

NOL

Reżyseria: Ryuhei Kitamura

Scenariusz: David Cohen

Kraj: USA

Czas trwania: 86 minut

Nie chcę się tłumaczyć, ale czuję, że przez ostatni tydzień trochę tego bloga zaniedbałem. Niby coś tu się ukazywało, ale możliwości dostępu do internetu nie pozwalały bym pisał szerzej (z drugiej strony to myślę, że może dobrze się stało. Filmy, które przez ten czas obejrzałem nie skłaniały mnie bowiem do jakiś obszernych wynurzeń i miałbym problem z napisaniem ciekawej notki na ich temat.). Obiecuję, że to się zmieni. A teraz przejdźmy do tematu.

 

Współczesne horrory stają się coraz bardziej skonwencjonalizowane. Poza kilkoma bowiem wyjątkami, nazwiskami takimi jak np. Rob Zombie, Srdjan Spasojević, Vincenzo Natalii, Ti West czy Chan-wook Park, większość twórców zdają się bowiem hołdować zasadzie, że po wielokroć powtarzane schematy, kolejne niewiele się od siebie różniące klony tej samej fabuły (w której jedynym liczącym elementem stało się wyłącznie wymyślenie jak najbardziej oryginalnych, i jak najkrwistszych sposobów uśmiercania głównych bohaterów. Zwłaszcza pięknych, młodych i dysponujących osobowością kawałka kartonu) to najkrótsza droga do portfela potencjonalnego widza, który (cytując klasyka) „najbardziej lubi te piosenki, które zna”. Tymczasem świeżość w tym gatunku jest niewątpliwie potrzebna i każdy jej przejaw staje się produktem wyczekiwanym jak kropla deszczu w czasie wyjątkowo długiej suszy. Jak dla osoby chorobliwie nieśmiałej, odwaga, by podejść, umówić się na kawę lub tylko porozmawiać przez krótką chwilę z dziewczyną, która bardzo się nam podoba, i o której nie możemy przestać myśleć (Uwierzcie, że choć próbuję się maskować, to bardzo dobrze znam ten ból. Ale może tu skończę ten wywód. Nie chcę wszak by zrobiło się zbyt osobiście).

 

W mojej ocenie, obejrzany przeze mnie wczoraj, „No One Lives” ( Film stworzony przez reżysera „Nocnego Pociągu z Mięsem”) to dowód, że takie posunięcie jest jak najbardziej możliwe. Że bazując na utartych schematach można zapewnić widzowi satysfakcjonujący seans. Bo choć trzeba przyznać ogólną ideę przyświecającą scenarzyście podczas pisania trudno uznać za wyjątkowo oryginalną (Wszak z podobnym motywem odwrócenia wektorów mieliśmy do czynienia chociażby w "Wyspie Strachu” z Timothy Olyfantem czy ostatnio w „Tall Manie” (do pewnego stopnia). Tak na marginesie wyznam, że wyżej wymienione dzieła trochę lepiej poradziły sobie wg mnie z budowaniem suspensu i fabularny twist, mimo iż nie do końca przemyślany, wywiera w ich przypadku zdecydowanie mocniejsze wrażenie) to jednak poprawne wykonanie sprawia, że z (zapowiadającej się na kolejną niesłychanie krwawą i sztampową rzeźnię), fabuły o psychopatach szlachtujących ludzi dla naszej przyjemności zrodziło się dobrze zagrane (szczególnie jeśli chodzi o kreacje dwóch osób: Niesłychanie przekonującego jako czarny charakter Luke'a Evansa oraz , kojarzoną przeze mnie do tej pory z niespecjalną dyspozycją w ubiegłorocznym „Silent Hill: Revelations” Adelaide Clemens), doprawione świetną muzyką Jerome'a Dillona. autentycznie zaskakujące (przy zachowaniu oczywiście pewnych proporcji i spojrzeniu na ten obraz przez pryzmat gatunkowej konkurencji) kino, które powinno zadowolić nawet fanów ekranowej brutalności (bo na sztucznej krwi i mięsnych podrobach nikt tu nie miał zamiaru oszczędzać). Niewielkie pretensje mógłbym mieć co najwyżej do tego, że pod koniec akcja zaczyna ciągnąć się jak przemówienie prelegenta na dwudziestym zjeździe PZPR, i że nasi „bohaterowie” nie specjalnie przekonują nas do tego aby przejmować się ich losem, ale przecież wiem, że „You can't always get what you want”

 

Podsumowując. Uważam, że „No One Lives” przy wszystkich swoich wadach, powinien stanowić pewnego rodzaju elementarz, z którego przyszli twórcy horrorów będą uczyć się jak balansować między opowiadaną historią a, obowiązkową w tego typu obrazach, wyolbrzymioną przemocą. Jak wysilić umysł, pokusić się o coś świeżego i stworzyć bezpretensjonalny slasher, który usatysfakcjonuje nawet najbardziej wymagającego widza

 

OCENA: 7/10

 

 



© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci