Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Phantom" (2013)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

phantom

Reżyseria: Todd Robinson 

Zanim przejdziemy do właściwego tematu najpierw krótkie oświadczenie (Wbrew pozorom potrzebne do zrozumienia całości). Nie pamiętam czy wspominałem wam już o tym jak wielkim szacunkiem darzę rewelacyjny film Johna McTiernana (Reżysera, spod którego ręki wyszły, tak na marginesie, takie klasyki jak "Szklana Pułapka", "Predator" czy "Sekcja 8")  "Polowanie na czerwony październik", i że należy on do ścisłego grona moich ulubionych filmów. Zresztą chyba każdy kto widział ten obraz zgodzi się, że nawet w dzisiejszych czasach to absolutne dzieło sztuki bardzo dobrze się prezentuje. Jest niesłychanie klimatyczne, znakomicie zrealizowane, kapitalnie zagrane (Szczególnie jeśli chodzi o Seana Connery, który kreacją Marca Ramiusa jednoznacznie udowodnił , że w swoim czasie słusznie należał do ścisłego aktorskiego topu) i dysponujący genialną, majestatyczną jak pałac kultury ścieżką dźwiękową skomponowaną przez niezapomnianego Basila Poledourisa (Sami posłuchajcie jak to podniośle brzmi). Tytuł, który nigdy mi się nie nudzi i mogę go oglądać za każdym razem kiedy jest wyświetlany w naszej rodzimej telewizji (albo po prostu puścić sobie z płyty, której posiadanie było dla mnie wręcz obowiązkiem, jak tylko nabiorę na niego ochotę ).

Zresztą. Nawet gdybym nie był wielkim fanem "Czerwonego Października" (trochę dziwna fascynacja jak na osobę nie pochodzącą z miasta z portowymi tradycjami)  to wystarczyłoby abym przypomniał sobie takie produkcje jak chociażby "Karmazynowy Przypływ", "Okręt" czy, odrobinę niedocenione w mojej ocenie, "Ciśnienie" by móc stwierdzić, że fabuła mająca miejsce na pokładzie okrętu podwodnego nieomal gwarantuje w moich oczach  satysfakcjonujący poziom.

Dlatego nie może dziwić, że kiedy tylko usłyszałem, iż w tym roku wychodzi obraz z gwiazdorską obsadą (Występują w nim przecież tacy aktorzy jak Ed Harris, William Fichtner czy David Duchowny) nawiązujący do głębinowego kina, wiedziałem, iż muszę go obejrzeć. A skoro wspomniałem wam już, że przymierzałem się do tego tytułu od kilku dni to nadszedł czas aby wreszcie zrealizować swoje zamierzenie. Czy było warto? Tak nie do końca

No cóż. Choć "Phantom" nie przynosi ujmy gatunkowi, jest sprawnie zrealizowany i całkiem nastrojowy (przynajmniej jeśli chodzi o sceny dziejące się na pokładzie) to trzeba jasno powiedzieć, że nie wyszedł z tego obraz nawet w połowie tak dobry jak "Czerwony Październik" czy choćby w ułamku procenta tak klaustrofobiczny jak "Das Boot" (Zważywszy na klasę zaprezentowaną przez powyższe tytuły, jakoś wcale mnie to nie dziwi. Swoją drogą jeżeli ktoś jeszcze nie widział obrazu Wolfganga Petersena to zdecydowanie polecam. To naprawdę wstrząsające przeżycie). Gorzej. Film Todda Robinsona wygląda przy wyżej wymienionych tytułach jak mało udana kopia (Ba! Nawet koncept fabularny (w jakimś tam stopniu zainspirowany tragedią "Komsomolca) jest całkiem podobny jak w dziele McTiernana. Tam przecież mieliśmy również do czynienia z rosyjskim okrętem podwodnym który dzięki jakiemuś technologicznemu ustrojstwu stał się niewykrywalny dla amerykańskich radarów i mógł rozpętać trzecią wojnę światową ) Dlatego oglądając to, co scenariusz ma nam do zaoferowania trudno oprzeć się wrażeniu, że intryga w nim zawarta została już przez poprzedników (ze szczególnym uwzględnieniem Tony'ego Scotta i wspomnianego tu już kilkakrotnie McTiernana) zdecydowanie lepiej poprowadzona (Przede wszystkim w tamtych produkcjach nie występuje David Duchovny, którego cenię za kultową kreację  Foxa Muldera w genialnym "The X Files", ale tym razem muszę powiedzieć, że kompletnie się wyłożył na powierzonej mu roli sowieckiego agenta KGB.

Zresztą trzeba wyraźnie powiedzieć, że aktorstwo to jest paradoksalnie najsłabszym elementem tej produkcji. Już nawet mniejsza o Duchovnego, ale po takich nazwiskach jak Fichtner (który był absolutnie fantastyczny w "Piekielnej Zemście") czy Harris można byłoby bowiem oczekiwać jakiegoś poziomu. Tymczasem ich kreacje są wyjątkowo blade, zagrane bez jakiegoś wyraźnie widocznego zaangażowania i zupełnie pozbawione życia (a przecież nie jest to film o żywych trupach)  zupełnie jakby zależało im wyłącznie na pobraniu honorarium a finalny produkt zupełnie ich nie obchodził)

Podsumowując. Nie spodziewałem się po "Phantomie" powtórzenia poziomu i klimatu zaserwowanych nam w genialnym "Czerwonym Październiku". Myślałem raczej,  że obecność  kilku uznanych aktorów sprawi, iż nie będzie to kolejny konfekcyjny średniak, którego można bez większego bólu oglądać jako przystawkę do niedzielnego obiady. No cóż byłem w błędzie. Robinsonowi wyszedł bowiem film, którego ocena spada w moich oczach im dłużej myślę o tym co widziałem na ekranie.

 

OCENA: 5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci