Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"The Eugenist" (2013) czyli schemat goni schemat

bradesinarus

 

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

te

Reżyseria: Tariq Nasheed

Scenariusz: Tariq Nasheed, Aaron Stronghoni

Kraj: USA

Czas trwania: 71 minut

"The Eugenist" opowiada historię grupki niespecjalnie rozgarniętych i kompletnie nie interesujących młodych ludzi (czyli schemat numer 1), którzy na skutek włażenia tam gdzie nikt ich nie zapraszał (schemat numer 2. Tym razem chodzi o budynek zamkniętej przed wieloma laty szkoły) musi się zmierzyć z owocami nieudanych eksperymentów (schemat numer 3) czyli jakimiś zombie- mutantami, stworzonymi przez szalonego naukowca "prawie Armin Mueller- Stahla" do spółki z "prawie Davidem Cronenbergiem".

Już kilkakrotnie miałem możliwość się przekonać (chociażby przy okazji genialnego "The Cube", klimatycznej "Absentii, zaskakującego "Dead End" czy bardzo dobrego "Pontypool". Ba!  Za przykład obrazu, który wyciąga absolutne maksimum z posiadanego przez siebie potencjału może być uznany również recenzowany tu nie tak dawno "Static"), że niskobudżetowe kino grozy nie musi oznaczać beznadziei i marnej jakości. Iż utalentowany twórca potrafi przekuć ograniczenia w zalety i stworzyc ciekawe dzieło. Niestety Tariq Nasheed zdecydowanie nie należy do grona utalentowanych twórców.

"The Eugenist" bowiem to, mimo poważnej konkurencji ze strony "Góry Śmierci", jeden z najgorszych filmów tego roku (z szansami na czołówkę rankingu najsłabszych horrorów jakie kiedykolwiek widziałem.) Nie tylko bowiem nie prezentuje on niczego interesującego (No chyba, że mówimy o wykonanych przez Grzegorza Kowalskiego napisach początkowych, stanowiących moim zdaniem najlepszy element całej produkcji) to na dodatek cierpi on chyba na wszystkie możliwe grzechy niskiego budżetu. Dostajemy więc: Mało angażującą i potwornie przewidywalną fabułę, cechującą się brakiem jakiejkolwiek innowacyjności i sprowadzającą wyłącznie do powielania schematów; beznadziejne aktorstwo, które krzyk uznaje za jedyną formę wyrażania ekspresji; topornie i bez wdzięku napisane dialogi (już pomijam fakt, że czasami, w wypowiadanych przez "bohaterów" zdaniach brakuje elementarnej logiki. Przykładowo blondynka {chyba nie myśleliście, że będę pamiętał imiona postaci, które mnie zupełnie nie porwały?} pyta w pewnym momencie swych towarzyszy "skąd się wzięły te kreatury?" A niby skąd oni mogą o tym wiedzieć?); beznadziejne efekty specjalne (ewidentnie komputerowy ogień); absolutny brak klimatu niepokoju; głupie zakończenie, które usiłuje być odkrywcze (Żeby wam za dużo nie zdradzać powiem, że rozwiązanie serwowane nam przez duet scenarzystów to ni mniej ni więcej tylko odwrócenie sytuacji jaka miała miejsce w finale chociażby "Domu Żywych Trupów"); zero jakichkolwiek charyzmatycznych indywiduów; kompletnie nie zróżnicowane charakterologicznie postaci (zamiast tego wszyscy aktorzy to jedna, wielka, nierozróżnialna masa). 

No cóż. Wbrew powiedzeniu, że "Są zombie, jest zabawa" po raz kolejny potwierdza się fakt, iż żywe trupy nie są jednak w stanie uratować każdej produkcji. Szczególnie kiedy okazuje się ona być niespecjalnie potrzebna, niezbyt emocjonująca (mimo, że na ekranie coś tam się niby dzieje) i zbyt mało oryginalna. Jedyne co mogę zatem zrobić to przestrzec wszystkich kinomaniaków by nie szli tą drogą, bo prowadzi ona wyłącznie do krainy beznadzieji

OCENA 3/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci