Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Zagadka" {Riddle} (2013)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Riddle

Reżyseria: John O. Hartman, Nicholas Mross 

Podejrzewam, że marny dzień sobie wybrałem na oglądanie filmów (albo raczej złe filmy). No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zanim usiadłem do oglądania recenzowanej tu dziś produkcji i zmusiłem się aby wytrwać do końca (co przyznaję, iż nie było takie łatwe zważywszy na zaprezentowane w nim stężenie emocji), przymierzałem się do chyba tuzina innych tytułów (wśród których znalazły się takie dzieła jak m.in: Stake Land, Alice in Murderland, Phantom, Red Dawn {wersja 2012} czy Vampire Warriors)? Żadnemu z nich nie udało się jednak przełamać mojego marazmu i żadnego nie obejrzałem dłużej niż przez kilka minut. Dlaczego z "Riddle" było inaczej?

No cóż. Jedynym wyjaśnieniem, które przychodzi mi do głowy jest to, iż musiałem w końcu napisać o czymś a nie było ciekawych zwiastunów aby móc wypełnić lukę (Tak na marginesie to nie do końca prawda. Mógłbym przecież umieścić trailer "The Prisoners", który wydaje się obiecywać ciekawe widowisko)  więc nie mogłem sobie pozwolić na niekończące się poszukiwanie odpowiedniego tematu. I wybrałem ewidentnie źle. 

"Riddle" bowiem to kompletnie nie udany film. Nie widziałem żadnego innego filmu duetu Hartmann- Mross (trudno aby było inaczej skoro, jeśli wierzyć IMDb jest to ich pierwsze wspólne dzieło) więc  nie wiem czy są oni kompletnymi beztalenciami nie potrafiącymi porządnie poprowadzić fajnej fabuły, czy też trafił im się wyjątkowo słaby materiał, na którym musieli pracować. Po obejrzeniu ich wytworu nie wróżę im jednak zrobienia długiej i szczególnie spektakularnej kariery. Kiedy bowiem twój film, który rzekomo miał być psychologicznym horrorem jednak wcale tego po nim nie widać, nie wywołuje jakichkolwiek emocji (poza kompletnym znużeniem) to wiedz, że coś się dzieje. 

A z takim właśnie przypadkiem mamy tu do czynienia. Bo choć pozornie wszystko jest w porządku (Coś tu się niby dzieje, w opowiadanej historii widać jakiś tam potencjał (mniejsza z tym , że podobne motywy były wałkowane przez kino już trybiliard razy), momentami budowany jest naprawdę "przyjemny", intrygujący klimacik (Co z tego, że kojarzący się z "Silent Hill" czy "Twin Peaks". To przecież żaden grzech czerpać wzorce z tak dobrych produkcji. Gorzej, że za rzadko mamy z nim do czynienia), aktorzy starają się stworzyć postacie choć w niewielkim procencie obdarzone życiem (Nie może chyba dziwić, że szczególnie dobrze prezentują się starzy "wyjadacze ekranu" czyli Val Kilmer i William Sadler) a Elizabeth Harnois wygląda odpowiednio kusząco jak na przeznaczoną jej przez twórców funkcję "eye candy" (choć co do jej warsztatu aktorskiego można mieć poważne zastrzeżenia)) ale sensu to za wiele w tym nie ma, kreatywność ograniczyła się do plakatu a w ostatecznym rozrachunku całość jest równie wciągająca i interesująca co oglądanie gry reprezentacji Polski w piłce nożnej. Ba! Twórcy ewidentnie nie umieją zachować spoistości własnego dzieła, więc trzeci akt wygląda jak sztuczna doczepka.  

Podsumowując. Choć na ogół bardzo lubię podobne produkcje, to w tym wypadku muszę stwierdzić, że "Riddle" to słaby film, który na dodatek ogląda się jednym okiem bo nie dzieje się w nim nic interesującego. Obraz, któremu bardzo wiele brakuje do wdzięku zaprezentowanego przez wczorajszy "Topór 3". Dlatego serdecznie wam ten tytuł odradzam.  

OCENA: 4/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci