Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Armia Frankensteina" {Frankenstein

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

RR

Reżyseria: Richard Raaphorst

Po wczorajszym ponownym seansie pomysłowego australijskiego horroru "The Loved Ones" ze świetnym klimatem i kapitalną kreacją Robin McLeavy, dziś nadeszła pora na coś podobnie angażującego, a jednocześnie z zupełnie innej beczki. Powiecie, że to niemożliwe. A jednak udało mi się coś takiego znaleźć. Ale zanim przejdę do meritum najpierw małe wprowadzenie:

Kilka lat temu, w czasach kiedy nie miałem jeszcze swojego bloga i nie mogłem dzielić się z wami swoimi płytkimi jak kałuża przemyśleniami na temat obejrzanych filmów, w przepastnych czeluściach internetu natrafiłem na pewien zwiastun. Nie wiem czemu, choć podejrzewam, że sporą rolę odegrał tu fakt, że lubię produkcje o zombie-nazistach w rodzaju świetnego fińskiego "Zombie SS", ale "Worst Case Scenario", dzieło mało znanego Richarda Raaphorsta, zaintrygowało mnie i wydawało mi się potencjalnie interesujące. Niestety. Z powodu kłopotów produkcyjnych (związanych, jak to zwykle bywa w takich przypadkach, głównie z kwestiami finansowymi) prawdopodobnie nigdy nie przekonam się czy finalny rezultat okazałby się satysfakcjonujący (Pewnie nie, ale udany "Iron Sky", na który również przyszło nam długo czekać, a który przypominam gościł nawet na ekranach polskich kin, pokazało przecież, że nie zawsze opłaca się wątpić w powodzenie jakiegoś projektu tylko dlatego, że przeżywa on przejściowe trudności). Najwyraźniej jednak sam reżyser był do tego stopniu przekonany o sile oddziaływaniu swego pomysłu i nie chciał go tak łatwo odpuścić, bo dostaliśmy "Frankenstein's Army". 

I choć to już drugi w tym roku, po niesławnym i ekscytującym jak oglądanie wyścigu ślimaków na dystansie dwudziestu kilometrów "Frankenstein Theory" Andrew Weinera, obraz zrealizowany w konwencji foundfootage i zawierający tego kultowego potwora już w tytule (a w przypadku wspominanego wyżej gniota wyłącznie tam) jednak tym razem muszę powiedzieć, że film mi się podobał. Raaphorstowi udało się bowiem zrealizować całkiem ciekawy, trzymający w napięciu (szczególnie jeśli chodzi o sceny w podziemnych korytarzach, które przywodzą na myśl świetny "Bunkier SS"), przyzwoicie zagrany horror, który może nie jest przesadnie ambitny i nie zadaje ważnych pytań (Co tak "dobrze" zdało przecież egzamin w "Prometeuszu") jednak niezaprzeczalnie zapewnia dobrą rozrywkę, ma swój niepowtarzalny urok oraz zawiera pomysłowo wykonane i zróżnicowane pod względem wyglądu potworki (dodatkowym plusem jest fakt, że nie postawiono na jakieś CGI szkarady tylko usiłowano nadać taki oldschoolowy nastrój poprzez zastosowanie efektów praktycznych. I faktycznie spełnia to swoją rolę.)

Tak swoją drogą i zupełnie nie apropos, ale muszę na koniec wspomnieć, iż obserwując "Frankenstein Army" nie mogłem pozbyć się uczucia żalu, że prawdopodobnie nie doczekamy się raczej "Hardkoru 44" (którego los jakoś dziwnie pasuje do dzisiejszego wpisu bo jest niezwykle zbliżony do casusu przywoływanego tu już "Worst Case Scenario"). Wielka szkoda albowiem uważam ( co już zresztą pisałem w poświęconej temu projektowi odrębnej notce), że mogliśmy mieć do czynienia z czymś unikatowym. Zrobioną przez jednego z najbardziej kreatywnych polskich twórców (Tomasza Bagińskiego) i osadzoną w klimatach steampunkowych kompletną redifinicją powstania warszawskiego. Zamiast tego dostaniemy  Miasto 44", które nie dość, że już na etapie kampanii promocyjnej wygląda źle i laurkowo to (jakby tego było mało) za kamerą stoi Jan Komasa, autor co najwyżej przeciętnej "Sali Samobójców")  

 Podsumowując. Tak jak już mówiłem. "Frankenstein's Army" nie należy do jakoś specjalnie głębokich filmów i posiada elementy, które niewątpliwie dałoby się zrobić lepiej (Choćby taki trzeci akt, kiedy całość traci na tempie akcji i niebezpiecznie zbliża się do granicy przynudzania), ale z uwagi na swój dziwaczny wdzięk i dość nietypowy koncept (Ile razy bowiem mieliśmy okazję obcować na ekranie naszych monitorów ze stworzoną przez nazistowskich naukowców w celu wygrania drugiej wojny światowej armią z piekła rodem) całość przypadła mi do gustu i dość niespodziewanie dołączyła do grona najlepszych produkcji roku

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci