Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Nieściszalni" {Sound of Noice} 2010

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Nieściszalni

Reż: Ola Simonsson, Johannes Stjärne Nilsson 

Scenariusz: Ola Simonsson, Johannes Stjärne Nilsson 

Dobrze! Skoro wczorajszym pokazem (Powiem tylko jedno. Kto nie był niech żałuje, bo ominęła go chociażby okazja zobaczenia mojej interpretacji Czarodziejki z Księżyca) zakończyła się tegoroczna odsłona warsztatów improwizacji kabaretowej ( W moim odczuciu zdecydowanie za szybko. Bo choć w tym roku zabrakło mi takich spontanicznych komediowych perełek, jakimi były ubiegłoroczna "paraolimpiada" czy "miejsce po kaktusie" {Zdaję sobię oczywiście sprawę, że to taki humor sytuacyjny, który bez całej "otoczki" będzie niezrozumiały i mało śmieszny dla kogoś nie w temacie} to jednak fakt , że jako grupa zdązyliśmy się ze sobą niesamowicie zżyć dał w rezultacie tak fajną atmosferę, której będzie mi szczerze brakować. Do tego stopnia, że aż chciałoby się zakrzyknąć za bohaterem "Fausta" "Chwilo trwaj, jesteś piękna") to nieuchronny znak, że trzeba powrócić do wyrażania swoich opinii o filmach. I może na początek zajmijmy się produkcją, o której moją opinię zdążyliście już w zarysie najbardziej ogólnym z możliwych poznać.

"Nieściszalni", kolejny już w tym roku plenerowy seans filmowy organizowany przez niezawodny BOK to szwedzko-francuska produkcja, która kilka lat temu zrobiła furorę na Warszawskim Festiwalu Filmowym, czego wynikiem było zdobycie nagrody publiczności. Skłonił mnie on jednak do pewnej refleksji. W moim odczuciu stało się tak jak najbardziej zasłużenie, jednak muszę przyznać, że seans dzieła duetu Simonsson- Nilsson skłonił mnie do pewnej refleksji.

 Chyba każdy bowiem przyzna, że o ile kiedyś wystarczyło żeby film był po prostu dobry, aby na dłużej pozostać w umysłach odbiorców o tyle dziś sama wysoka jakość to zdecydowanie za mało. Teraz, w czasach, w których wszystko już było, liczą się wyłącznie tytuły, które albo są ekstremalnie brutalne (jak „Serbski Film” czy „Martyrs”), ktoś umarł w trakcie ich kręcenia („Kruk”), wyróżniają się niekonwencjonalnym pomysłem (przykładowo rewelacyjna „Opona” Quentina Dupieux) lub kapitalną formą wykonania („Holy Motors”, „Spring Breakers” czy „Wkraczajac w pustkę). Wydawać by się więc mogło, że obraz opowiadający o bandzie perkusistów, terroryzujących miasto za pomocą muzyki przez swoją przynależność do tej drugiej kategorii powinien mi się wydawać dziełem kompletnym, którym będę zachwycony. Przecież były tu wszystkie potrzebne składniki: sympatyczni bohaterowie, inteligentny humor (Twórcy "Druhn" może się to wydawać dziwne, ale uważam, że powinien się uczyć, że nikt nie musi załatwiać swoich potrzeb fizjologicznych do wanny aby było śmiesznie i zabawnie), zakręcony pomysł wyjściowy, kreatywność, kilka komediowych perełek (scena koncertu w szpitalu zdecydowanie rządzi w tym względzie) i uroczą atmosferę. A jednak muszę uczciwie przyznać, że mimo wysokiego poziomu nie jestem w stu procentach ukontentowane. Zabrakło mi tu bowiem jakiegoś błysku. Szczypty szaleństwa zmieszanej z przytłaczającym tempem akcji. Cała historia poprowadzona została w moim odczuciu zadziwiająco asekurancko (Szczególnie zakończenie było chyba trochę zbyt „mainstreamowe”). Ba! Momentami miało się wręcz wrażenie, że gdyby twórcy się odważyli na większy luz to ta produkcja tylko by na tym zyskała Tymczasem, niejako w opozycji do moich żądań dostaliśmy produkcję dobrą, której jednak zdarzało się momentami przynudzać. W sumie szkoda no ale cóż. Nie co dziennie może być niedziela prawda?

Podsumowując. 

Choć osobiście nie jestem w stuprocentach usatysfakcjonowany, to jednak przyznaję, że "Nieściszalni" to naprawdę dobra propozycja na seans, który zdecydowanie nie będzie stratą czasu. To kawał dobrego kina, które mogę polecić każdemu 

OCENA: 7/10



© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci