Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Sęp" (2013)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Sęp

Reżyseria: Eugeniusz Korin

Scenariusz: Eugeniusz Korin

Trudno byłoby przegapić taki film jak "Sęp". Tytuł, który wszem i wobec reklamowany był jako pierwszy polski thriller na poziomie hollywoodzkim.  Obraz, którego zwiastuny wyglądały ciekawie a fabuła (opowiadająca o tajemniczych zaginięciach groźnych przestępców) dawała nadzieję na porządne kino. Gdyby tylko była to prawda. Jednak po raz kolejny w ostatnim czasie dała o sobie znać podstawowa maksyma: to co wygląda dobrze na papierze (papier jak wiadomo wszystko zniesie. Nawet nazwanie "Igrzysk Śmierci" wybitnie oryginalną satyrą na konsumpcjonizm. Tak! Bo przecież "Battle Royale" nigdy nie istniało) niekoniecznie sprawdza się w rzeczywistości, jeśli autorom brakuje chociażby szczątków talentu i gatunkowego wyczucia. 

Nie będę bowiem ukrywał, że "Sęp" mi się nie spodobał i po jego seansie kompletnie straciłem wiarę w to, że naszym kraju kiedykolwiek doczekamy się porządnego kina akcji (No chyba, że zabierze się za nie Konrad Niewolski), za które nie będziemy musieli się wstydzić. Tym bardziej więc nie rozumiem tych wszystkich wysokich ocen na Filmwebie , porównań do kapitalnej "Infiltracji" i ogólnej średniej oscylującej w granicy ośmiu. Czy myśmy w ogóle widzieli te same filmy? Przecież mamy tu do czynienia z banalną w gruncie rzeczy produkcją, która chyba tylko na polskim gruncie jest czymś oryginalnym, bo jeśli spojrzymy szerzej to naszym oczom ukarze się rzecz co najwyżej przeciętna. Propozycja niesłychanie zachowawcza, przewidywalna i w bezczelny sposób kopiująca wzorce, które we wszystkich innych kinematografiach świata, już dawno stały się passe. Pozycja, której najlepszym elementem, takim który pozostanie w głowie po jej obejrzeniu (co chyba nie za dobrze świadczy o aktorach, choreografii scen akcji, zdjęciach czy scenariuszu) jest bezapelacyjnie muzyka zespołu "Archive" . Obrazowi Korina (Którego z twórcą genialnych "Spring Breakers" łączy chyba tylko podobnie brzmiące nazwisko, bo kreatywności, lekkości i umiejętności zaciekawienia widza mógłby się od niego uczyć) brakuje ciekawego pomysłu (A przecież jak dowodzi przykład chociażby "The Cube", "Funny Games" czy holenderskiego "Zniknięcia" dobry koncept pozwala odwrócić uwagę od niedoróbek), klimatu oraz nawet mimo zaangażowania plejady uznanych nazwisk takich jak Seweryn, Baka, Grabowski, Fronczewski, Olbrychski, Dereszowska, Przybylska, Małaszyński  braku wyrazistych, głębokich kreacji aktorskich. Warto też wspomnieć o tym, że intryga nie wciąga a postacie są tak mało interesujące, zróżnicowane i potwornie płytkie (szczególnie nasz protagonista, grany przez Michała Żebrowskiego, który jeszcze w żadnym filmie nie przekonał mnie, że potrafi grać inaczej niż tak sztywno jakby tkwił po szyje w gipsie). Ba! Choć reżyserowi tego dzieła wydawać się może co innego, to nie jest on niestety Christopherem Nolanem i nie posiada jego umiejętności wyrafinowanego mylenia tropów oraz tworzenia inteligentnego kina rozrywkowego.   

Podsumowując. Choć "Sęp" ma swoje przebłyski i widać, że próbowano osiągnąć jakiś skutek (dobrymi chęciami jednak piekło jest wybrukowane) to jednak polskie kino nie tkwi jeszcze w tak dramatycznym dołku, abyśmy mieli fetować takie produkcje jak ta, którą zaproponował nam Eugeniusz Korin. Obejrzeć oczywiście można, ale większych wrażeń nie ma sensu się spodziewać.

OCENA: 5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci