Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Tajemnica Westerplatte" (2013) czyli omijać szerokim łukiem!

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

TW

Reżyseria: Paweł Chochlew

Kilka lat temu, w czasach kiedy jeszcze czytałem takie rzeczy i przywiązywałem do nich o wiele więcej uwagi niż teraz, przez łamy prawicowej prasy (podobnie jak to miało miejsce w ubiegłym roku przy okazji, notabene świetnego, "Pokłosia") przetoczyła się prawdziwa lawina histerii. Dziennikarze tychże mediów na podstawie  rzekomo wybitnie skandalicznego i obrazoburczego scenariusza jaki miał napisać mało znany (to akurat się do dziś nie zmieniło i prawdę powiedziawszy  patrząc na jakość tej produkcji nie sądzę, że kiedykolwiek się zmieni) scenarzysta i reżyser Paweł Chochlew, tworzyli z zapałem godnym lepszej sprawy teksty, w których prześcigali się wręcz w kreowaniu coraz bardziej odjechanych teorii  o tym obrazie i nadawaniu mu coraz bardziej demonicznych cech. W ich opinii było więc rzeczą absolutnie karygodną, że PISF, którego celem miało być dbanie o wysoki poziom rodzimej kinematografii, dofinansowało film, który zrównuje z ziemią polską martyrologię niczym alianckie bombowce Drezno, który plami mundur polskiego żołnierza, który niszczy narodowy etos bohaterskiej załogi Westerplatte potrafiącej przez siedem dni stawiać czoła przeważającym siłom wroga (co w mojej ocenie zasługuje na autentyczny podziw i absolutnie zasłużone słowa uznania dla tych ludzi czego nikt ani nic, nawet ukazywane w tym filmie drobne chwile słabości im nie odbierze) oraz być największym skandalem tego roku. Ponieważ jednak uważam, że o wartości każdego tytułu najlepiej jest przekonać się na własne oczy (A poza tym od zawsze interesuje mnie historia, szczególnie ta dotycząca Drugiej Wojny Światowej) to postanowiłem, mimo szczerych obiekcji, przełamać się i obejrzeć to dzieło. I wiecie co? Naprawdę nie rozumiem o co było tyle hałasu.

Już nawet abstrachuję od faktu, że w rzeczywistości (tej autentycznej, nie zaś tej, w której najwyraźniej żyją autorzy wspominanych tu już bredni) "Tajemnica Westerplatte" absolutnie niczego nie odmitologizowuje i nie odbrązawia. W sumie szkoda. Gdyby twórcy faktycznie "mieli jaja" i zamiast wykazując daleko idące kunktatorstwo robiąc miałką i kompletnie pozbawioną charakteru laurkę oblaną gęstym patriotycznym sosem zdecydowali się opowiedzieć po jednej ze stron i na zrealizowali film stanowiący autentyczną, a nie tylko życzeniową polemikę z legendą, wówczas ich produkcja wzbudzała by przynajmniej jakieś emocje. Tymczasem oni zdecydowali się na wariant ostrożny skierowany praktycznie do nikogo. Jedynym rezultatem takiego podejścia mogło być tylko jedno. Narażenie się obu stronom sporu: Dla "postępowców" są za mało skażeni "dekonstruktywizmem historycznym" i zbyt mocno gloryfikują polski nacjonalizm. Dla "konserwatystów" zaś {czego przedsmak pokazywałem już we wstępie} wszelkie próby nadania realizmu filmowym wydarzeniom w rodzaju ukazania egzekucji dezerterów, załamania nerwowego dowódcy czy pijaństwa {faktów, które dla nikogo choć trochę zainteresowanego tematem nie stanowią jakiegoś novum, a raczej pokazują jak w rzeczywistości wygląda wojna} są absolutnie nie do przełknięcia.

Przede wszystkim jednak efekt ich działań jaki możemy podziwiać na ekranie (Na szczęście w moim przypadku chodzi wyłącznie o ekran komputera bo nie wiem czy wytrzymałbym oglądanie tego w kinie. I tak, z powodu tych przeepickich emocji musiałem oglądać ten film na dwie raty bo gdzieś tak w połowie przysnąłem) jest po prostu żenująco słaby. Tak wiem! Można mi zarzucić niekonsekwencję, patrzenie przez pryzmat wysokobudżetowych produkcji hollywoodzkich, z którymi chyba żadna inna kinematografia nie ma szans konkurować na polu finansowym i realizacyjnym (Choć rosjanom, jak pokazują przykłady choćby "9 kompanii" jakoś się to udaje) czy wytknąć, iż wiele razy piętnowałem jeżdzenie po produkcjach po których jeżdżą praktycznie wszyscy jako rozgrywkę lekką łatwą i przyjemną. Tylko co z tego?

Czy ważny temat naprawdę ma sprawiać, że gdy widzę kompletną nieudolność, adekwatny do posiadanego budżetu poziom umiejętność realizatorskich, sztywną jak osinowe kołki grę aktorską (praktycznie żadnej kreacji nie mogę uznać za chociażby zadowalającą. A przypominam, że występuje tu kwiat polskiego aktorstwa z Janem Englertem, Michałem Żebrowskim i Andrzejem Grabowskim na czele, więc teoretycznie można byłoby oczekiwać wysokiej jakości. Tymczasem wymienieni tu panowie prezentują się tak jakby zależało im wyłącznie na gaży bo muszą spłacić jakiś kredyt albo kupić nowy samochód. ), sceny batalistyczne, które wywołują śmiech na sali (szczególnie, że jakość wykonania efektów specjalnych pasuje raczej do wyrobów ze "sławnej" wytwórni "Asylum") a całość wygląda jak przydługie i niezbyt interesujące przedstawienie Teatru Telewizji to mam wydłubać sobie oczy i udawać, iż wszystko jest w najlepszym porządku? Przyjąć, że w Polsce nie da się zrobić lepszego kina batalistycznego i rozkoszować się produktem, który bez dwóch zdań jest jedną z najsłabszych produkcji roku? Przykro mi panie Chochlew ale to tak nie działa. 

Podsumowując. Teraz żałuję, że nie tak dawno narzekałem na brak w moim tegorocznym repertuarze filmów ewidentnie złych. "Tajemnica Westerplatte" to produkcja, której przetrwanie to istna droga przez mękę. Tak potwornie męcząca i nudna, że nawet muzyka Jana A.P. Kaczmarka nie jest w stanie jej pomóc. Ba! W porównaniu z dziełem Pawła Chochlewa nawet  "Sęp" wygląda jak arcydzieło. Serdecznie odradzam jakikolwiek kontakt.

OCENA: 3/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci