Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Wieczór z found footage

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

 Czy nie mówiłem  już wiele razy jak bardzo nie przepadam za filmami w konwencji found footage? Szczególnie, że nawet fakt, że czasami można natrafić na dobre produkcje zrobione w tej stylistyce (takie jak "Kronika", "Last Horror Movie" czy "Cloverfield") nie zmienia tego, iż aby tego dokonać trzeba przebrnąć przez tonę bezwartościowego, bardzo niskobudżetowego, źle zagranego, wypranego z pomysłowości czy ciekawych postaci,  nudnego i kompletnie nie angażującego  śmiecia (takiego z jakim dzisiaj mamy do czynienia) A mimo to z jakiegoś masochistycznego powodu wciąż je oglądam, by ponarzekać jak bardzo mi się nie podoba to co widzę, jak bardzo się wynudziłem i jak bardzo nie lubię tego podgatunku. Wow! Zdecydowanie nie jestem normalny. 

1. Absence (2013)

Absence

Reż: Jimmy Loweree

Scenariusz: Jimmy Loweree

"Absence", historia młodej dziewczyny (granej przez Erin Way będącej jedynym powodem, dla którego nie wyłączyłem w połowie bo tylko ona próbuje tu cokolwiek robić) próbującej ustalić dlaczego jej ciąża zniknęła pewnego dnia w tajemniczych okolicznościach,  jest najlepszym przykładem powodów, dla których staram się unikać takich produkcji. Debiutanckie dzieło Jimmiego Loweree to bardzo słaby, bezsensowny i kompletnie nudny film, którego jedynym logicznym przeznaczeniem mogłoby być co najwyżej zastosowanie jako dofinansowywany przez NFZ środek leczenia bezsenności. Nie chcę się chwalić, ale przy tym obrazie nawet mój "Devil's Project" wydaje się być arcydziełem. A przecież kręciłem go telefonem komórkowym przy zerowym budżecie i nieistniejącym scenariuszu. To zdecydowanie o czymś świadczy. 

OCENA: 2/10 

***

2. Prank (2013)

Prank

Reżyseria; Yiuwing Lam

Scenariusz: Yiuwing Lam

"Prank" to film bez wątpienia lepszy od poprzednika. Nie szczególnie znacząco (zwłaszcza, że podobne wątki były już wielokrotnie przez filmowców poruszane a fabuła trochę kupy się nie trzyma) ale w odróżnieniu od poprzednika przynajmniej widać tu zarys jakiegoś konceptu,  w motywację bohaterów do pewnego momentu można uwierzyć (bo nie powiem aby dało się ich polubić) a zakończenie jest całkiem zaskakujące. Nie rozumiem tylko jednego  Co takiego specjalnego jest w tej historii o szkolnych popychadłach, którzy pewnego dnia postanawiają zemścić się za doznane zniewagi, czego nie można byłoby pokazać (ze znacznie lepszym moim zdaniem skutkiem) tradycyjnymi metodami? 

 OCENA: 4/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci