Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Filmowy Remanent część 32. (Magia, Byzantium)

bradesinarus

Porzućcie wszelką nadzieję, wy którzy tu wchodzicie!

Dziś mała promocja. Dwa filmy w cenie jednego. 

1. Magia (Magic Magic)

Magic Magic

Reżyseria: Sebastian Silva

No cóż. Choć sam film trudno nazwać udanym i jakoś przesadnie angażującym thrillerem (Szczególnie, że twórcy wpadli na niezbyt fortunny pomysł by w roli złego charakteru obsadzić Michaela Cerę, który jakkolwiek by się nie starał to dla mnie zawsze pozostanie Scottem Pilgrimem. Mało tego. Sama historia była nie szczególnie interesująca a tempo akcji było tak leniwe, że momentami przynudzało) ale miał on jeden pozytyw sprawiający, że seans mogę ogólnie uznać za udany: W końcu dane mi było bowiem zobaczyć Emily Browning, którą osobiście bardzo lubię, bo (sądząc po jej przepełnionych niewymuszonym wdziękiem i naturalnością ekranowych kreacjach) wydaje się być przesympatyczną i niezmiernie czarującą dziewczyną (w dodatku potrafi całkiem nieźle śpiewać) w jakiejś „normalniejszej” wersji

Nawet nie wiecie jak bardzo się z tego powodu cieszę. Po kilku produkcjach z jej udziałem, takich jak m.in. „Sucker Punch” czy „Nieproszeni Goście” byłem wszak autentycznie przekonany, iż ta utalentowana aktorka aktorka zostanie już do końca świata zaszufladkowana jako idealna odtwórczyni „dziewczyn z problemami”. A tu proszę! Są jeszcze filmowcy (co prawda nie w Hollywood, ale w Chile) którzy nie widzą w niej tylko pacjentki odziału zamkniętego.

Jeśli mam być szczery to dla samego filmu nie wypadło to zbyt szczęśliwie i chyba lepiej dla ogólnego klimatu byłoby zamienienie aktorek rolami i wykorzystanie sprawdzonego już kilka razy wariantu zamiast kombinowania z nowymi rozwiązaniami. Juno Temple bowiem jakoś nie szczególnie przekonująco wypadła w roli zamkniętej w sobie i wyalienowanej społecznie dziewczyny, która po przyjeździe do innego kraju zaczyna pogrążać się w świecie własnych urojeń.

Na zakończenie pozwolę sobie strawestować cytat z bardzo dobrego polskiego filmu „Poszukiwany, poszukiwana” i stwierdzić, że choć przyjemnie było zobaczyć inne wcielenie Emily Browning to jednak ogólna „zawartość magii w „Magii” jest na poziomie niezadowalającym.

OCENA: 5/10

***

2. Byzantium

Byzantium

Reżyseria: Neill Jordan 

Kiedyś słowo „wampir” coś znaczyło. Ludzie bali się go i unikali głośnego wypowiadania tego zwrotu aby nie budzić złych mocy. Dziś jednak, od momentu kiedy Stephanie Meyer wywołała swym „Zmierzchem” (Tak swoją drogą popularność tego cyklu jest dla mnie wciąż ogromną zagadką) prawdziwą lawinę opowieści o „książętach nocy”, możemy stwierdzić niewątpliwy przesyt, kompletne skonwencjonalizowanie pojęcia i całkowitą utratą pierwotnego znaczenia (Zresztą z tym samym zjawiskiem mamy do czynienia w przypadku Zombie, które w dzisiejszych czasach w niczym nie przypominają swoich budzących lęk pierwowzorów).

I choć większość ludzi ma już serdecznie dość i mdli ich na sam dźwięk słowa „wampir” to jednak pamiętajmy, że poza totalnym kiczem, czystą grafomanią i niezaprzeczalną tandetą (Czyli, nie oszukujmy się, zdecydowanej większości wszystkiego co powstaje współcześnie na ten temat czego symbolem jest, wspominany tu już, „Zmierzch”) w gronie około wampirycznych tytułów znajdują się również pozycje absolutnie godne uwagi. Takie jak chociażby klimatyczny „Pozwól mi wejść”, zwariowane „Nienasycone” czy zabawny „Postrach Nocy”. (Zresztą chętnym do zapoznania się z ciekawymi produkcjami z tego nurtu polecam moją własną listę „Najlepszych filmów o wampirach”).

Dlaczego o tym piszę? Bo muszę przyznać, że obejrzane dziś „Byzantium” (najnowszy film Neilla Jordana, twórcy „Wywiadu z Wampirem” czyli obrazu, który stał się dla mnie inspiracją do stworzenia, wspomnianego tu przed chwilą, rankingu) jest w moim pojęciu nie tylko solidnie wykonaną, satysfakcjonującą produkcją, ale przede wszystkim bardzo stara się zasłużyć na moje względy i sprawić bym nie miał jakichkolwiek powodów do narzekań.

Gra aktorska stoi więc na naprawdę dobrym poziomie (wyróżnia się zwłaszcza Caleb Landry Jones, który już po raz drugi w tym roku, po kapitalnym występie w „Antiviralu” udowadnia, że posiada nieprzeciętny talent i ekranową charyzmę); strona wizualna (za, którą odpowiadał Sean Bobbitt czyli autor zdjęć do genialnego "Wstydu") jest wysmakowana; fabuła, nawet pomimo nieśpiesznego tempa akcji, wydaje się posiadać głębię, wciąga i daje dość oldschoolowy posmak (warto również podkreślić, że nie scenariusz nie skupia się wyłącznie na ukazywaniu krwawych scen ale mamy tu logicznie poprowadzoną, niegłupią historię); panujący tu klimat, potęgowany przez udanie dobrany przez Javiera Navarette soundtrack, jest co najmniej przyzwoity oraz całkiem mroczny; postacie nie są kawałkami kartonu bez właściwości a do odegrania głównych ról kobiecych zatrudniono Saoirse Ronan (której kreacja uratowała już w tym roku "Intruza" przed popadnięciem w totalną przeciętność i podążenie drogą "Zmierzchu") i Gemmę Arterton (kapitalną w "Uprowadzonej Alice Creed" i czarującej w tegorocznym "Hansel i Gretel Łowcy Czarownic") czyli aktorki, będące żywym potwierdzeniem tego, że uroda i kompetencja mogą jednak iść w parze.

I szczerze mówiąc tak misternie przygotowany zabieg zwrócenia mojej uwagi w dużym stopniu się powiódł. Zapewniam, że gdyby tylko całość była trochę bardziej wyrazista i mocniej zapadała w pamięć oraz usunięto pewne niedoróbki (w postaci np. ewidentnie kiczowatych efektów specjalnych przy okazji scen w „jaskinii”), które psują nastrój i odwracają uwagę od opowiadanej historii to nie miałbym najmniejszych oporów przed nazwaniem tego obrazu jednym z najlepszych filmowych doświadczeń 2013 roku i doradzaniem wam jego obejrzenia.

Podsumowując. Zdaję sobię sprawę, że „Byzantium” nie każdemu przypadnie do gustu tak jak mnie. Nie jest bowiem szczególnie straszny i brakuje w nim widowiskowych scen krwawej rzeźni, szaleńczego tempa akcji, imponującego licznika trupów, Kate Beckinsale w lateksie, wyrazistego czarnego charakteru i wampirów sparklących się w słońcu niczym bożonarodzeniowa choinka (Nie żeby tego ostatniego ktokolwiek potrzebował do szczęścia). Zapewniam jednak, że jeśli pozwolimy mu się zauroczyć, to z seansu wyjdziemy w pełni usatysfakcjonowani.

OCENA: 8/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci