Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Hiszpański Weekend część 1. "Przyjaciel" {Adivina quién soy} (2006)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

pp

Reżyseria: Enrique Urbizu

Dziwny tytuł nadany tej notce ma swoje proste wytłumaczenie.

Kilka dni temu, drogą kupna za dwadzieścia jeden złotych (przeglądanie koszy z tanimi płytami DVD czasem ma zatem swoje plusy) wszedłem bowiem w posiadanie aż trzech produkcji spośród wszystkich składających się na "6 filmów, które nie dadzą ci zasnąć"- hiszpańską serię horrorów (stanowiących taką tamtejszą wersję "Mistrzów Horroru") zrealizowanych przez najbardziej utalentowanych filmowców z półwyspu Pirenejskiego specjalizujących się w kinie grozy (Takich jak: Twórca "Hiszpańskiego Cyrku" Alex de la Iglesia, Odpowiedzialni za [Rec] Paco Plaza i Jaume Balaguero, Scenarzystę ośmiu produkcji Alejandro Amenabara (m.in. omawianej tu kiedyś "Tezy" czy "Otwórz Oczy") Mateo Gil oraz Enrique Urbizu, którego największym osiągnięciem jak do tej pory był udział w pisaniu scenariusza do niezłych "Dziewiątych Wrót" Romana Polańskiego). Skoro więc już od pewnego czasu przymierzałem się do tej serii, to pozwolę sobie urządzić mały maraton i przez kilka najbliższych dni (jeżeli oczywiście wszystko pójdzie po mojej myśli i nie wydarzy się nic nieprzewidzianego, co zmusiłoby mnie do zmiany planów) umieszczać swoje opinie na temat kolejnych obejrzanych produkcji z tego cyklu. 

A ponieważ dobry start jest rzeczą niezmiernie ważną (Pozwala bowiem wczuć się w klimat i w ogóle) to zacznijmy może od obrazu, który już od momentu zobaczenia okładki zainteresował mnie najbardziej. (Głównie tym, że tekst umieszczony na opakowaniu zwiastował ostrą psychodelę, intertekstualność i rozliczne nawiązania do klasyki horroru, zwłaszcza do kultowej "Teksańskiej Masakry Piłą Mechaniczną" Tobe'a Hooper'a. Czytając mojego bloga dobrze wiecie, że jestem niezmiernie łasy na tego typu motywy). Chodzi mi tu o "Przyjaciela" czy raczej, jak chce angielski tytuł, "Prawdziwego Przyjaciela" w reżyserii Enrique Urbizu.

No cóż. Muszę powiedzieć, że film nie do końca mnie usatysfakcjonował. Jasne! Snuta przez Urbizu historia dziesięcioletniej dziewczynki, która po "śmierci" ojca zanurza się w świat mrocznych fantazji serwowanych przez kino grozy i tworzy sobie wyimaginowanego przyjaciela na obraz i podobieństwo znanego wszystkim kinomaniakom Leatherface'a jest całkiem wciągająca, dobrze zagrana (Szczególnie przez, wcielającą się w rolę naszej bohaterki, Nereę Inchausti, która może nie tworzy kreacji podobnej do tego co zaprezentował Haley Joel Osment w niezapomnianym "Szóstym Zmyśle" to jednak przynajmniej jej dyspozycja nie drażni i nie wywołuje rządzy mordu, który  tak często niestety występuje u mnie w przypadku ekranowych popisów innych dziecięcych protagonistów) oraz posiada niezaprzeczalny urok, wdzięk i immersyjność.

Oglądając ten film miałem po prostu wrażenie zmarnowanego potencjału na coś znacznie lepszego. Przepraszam, ale taka fabuła jaką dostajemy aż prosiła się moim zdaniem o wykreowanie prawdziwie dusznego, mrocznego i psychodelicznego klimatu porównywanego z tym, który udało się osiągnąć choćby Adrianowi Lynowi w genialnej "Drabinie Jakubowej", Christophowi Gansowi w "Silent Hill", Jayowi Lee w "Alyce" czy, z innej beczki, twórcom gry "Condemned: Criminal Origins". Tymczasem w przypadku "Przyjaciela" finalny efekt wygląda trochę tak jakby osobom odpowiedzialnym za jego wygląd zabrakło talentu lub środków (a najpewniej i tego i tego. Przecież podobny zabieg udał się polskiemu duetowi Zasada- Jemioł przy okazji świetnego i chyba trochę niedocenionego "Dla Ciebie i Ognia"

Podsumowując. Jak zatem widzicie nie jestem w stu procentach zadowolony z poziomu zaprezentowanego przez przyjaciela. Mimo wszystko mam jednak nadzieję, że następne produkcje z cyklu "Sześć Filmów, które nie dadzą ci zasnąć" udowodnią, że są godne swojego miana.

OCENA: 6/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci