Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Kobieta z Deauville {La Disparue de Deauville} (2007)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

KZD

Reżyseria: Sophie Marceu

"Kobieta z Deauville" to historia Jacques'a (granego przez wyjątkowo bezbarwnego Christophera Lamberta, który swoją beznadziejną, niebywale sztywną i kompletnie pozbawioną charyzmy niweczy wszelkie podejmowane przez panią reżyser starania by nadać tej produkcji choćby pozory mrocznego nastroju. Ponieważ jednak doceniam jego niezapomnianą dyspozycję w "Nieśmiertelnym" i nie mam serca do tego by zupełnie go dołować, muszę  wspomnieć o tym, iż nawet gdyby do głównej roli zatrudniono Vincenta Cassela to przy tak słabym scenariuszu, który absolutnie nie daje aktorom pola manewru, rezultat pewnie byłby zbliżony do tego co w istocie otrzymaliśmy). Detektywa, który po powrocie do pracy z półrocznego pobytu w szpitalu psychiatrycznym dostaje, pozornie mało istotne, śledztwo dotyczące tajemniczego zaginęcia właściciela pałacu Deauville. Na miejscu spotyka enigmatyczną kobietę (wciąż zjawiskowa Sophie Marceau), która nie dość, że łudząco przypomina pewną znaną aktorkę, to na dodatek może być kluczem do rozwiązania dręczącej naszego bohatera zagadki.   

I pewnie normalnie omawianie trzeciego owocu reżyserskiego wcielenia jednej z najwybitniejszych współczesnych aktorek (Przynajmniej jeśli chodzi o grunt europejski) zacząłbym, ni z gruchy ni z pietruchy, od wspomnienia czytanych w tym momencie kryminalnych opowieści rosyjskiej pisarki Aleksandry Marininy (Interesujących głóenie z powodu bohaterkę. Bo choć Anastazję Kamieńską trudno nazwać sympatyczną i może nie jest to postać na miarę niezapomnianej Lizbeth Salander, ale i tak (z jakichś dziwnych powodów) potrafiła sprawić, że czytelnik się z nią utożsamia. (Jeżeli zatem szukacie idealnej lektury na aktualne upały to zdecydowanie polecam sięgnięcie po "Grę na cudzym boisku", która nie dość, że posiada niebywały urok, zaskakuje i wciąga bez reszty to na dodatek główny wątek kręci się koło filmów z gatunku "Snuff", co nie jest bez znaczenia jeśli wziąć pod uwagę tematykę tego bloga)po czym niewątpliwie przeszedłbym do stwierdzenia niepokojącego faktu, iż coś za często w ostatnim czasie na swojej filmowej drodze napotykam na produkcje francuskie (Oczywiście  jeśli przypomnieć sobie chociażby rewelacyjne "Holy Motors", bardzo dobre "Livide" czy brutalne "Najście" to chyba raczej powinienem być wdzięczny zakręconym drogom losu, że podtykają mi pod nos tak dobre tytuły). Znając siebie pewnie zacząłbym się tłumaczyć, rozwodzić nad powodami takiego stanu rzeczy i  musiałbym napomknąć, że nie wynika on z faktu rzekomej fascynacji tamtejszym kinem (Bo, mimo kilkukrotnego zaprezentowania przez nie wysokiego poziomu (Szczególnie jeśli chodzi o, wybitny moim zdaniem, "Basen" w reżyserii Francois Ozona z genialną kreacją Ludivine Sagnier), to przecież nawet nie bardzo je lubię) czy jakichś ukrytych motywów w rodzaju kompensacji głęboko skrywanej namiętności (Skąd wam w ogóle przyszedł do głowy taki pomysł?).  Jednak w tym wypadku jest inaczej. 

Tym razem bowiem najważniejszy jest fakt, że nic nie boli mnie tak, jak oglądanie nudnych, źle zagranych, kompletnie nie angażujących (Co jak na thriller, gatunek do którego "Kobieta z Deauville" niewątpliwie aspirowała, jest grzechem śmiertelnym) i zupełnie aklimatycznych filmów, które kompletnie nie umieją wykorzystać tkwiącego w nich potencjału. Bo przecież jeśli spojrzymy choćby na zaprezentowany tu przeze mnie krótki zarys fabularny to niewątpliwie każdy dostrzeże, iż można było to zdecydowanie lepiej poprowadzić.

Podsumowując. Nie oglądałem poprzednich filmów wyreżyserowanych przez Sophie Marceu ale po tym co widziałem w "Kobiecie z Deauville"  nie specjalnie mnie ciągnie aby to nadrobić. Mało tego! Uważam, że powinna ona skupić się wyłącznie na graniu bo po drugiej stronie kamery jakoś sobie nie radzi.

OCENA: 5/10   

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci