Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Polowanie na Łowcę {Frozen Ground} (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

FG

Reżyseria: Scott Walker

Scenariusz: Scott Walker

Jako, że „kino żywi się krwią” a kamera uwielbia wszelkiego rodzaju psychopatów i zwyrodnialców czyniąc ich niemal ikonami popkultury (Cudownie ukazał to zjawisko Olivier Stone w swoich kapitalnych „Urodzonych Mordercach”) było tylko kwestią czasu kiedy filmowcy na poważnie zainteresują się „działalnością” Roberta Hansena, który w latach osiemdziesiątych porywał prostytutki i urządzał sobie prawdziwe „polowanie na ludzi” (Zresztą wydaje mi się, że już kiedyś o tym panu wspominałem przy jakiejś zupełnie innej okazji).

Nie zdziwił mnie zatem zupełnie fakt, że całkiem niedawno na ekrany amerykańskich kin wszedł poświęcony tej sprawie film, w którym główne role zagrali John Cusack (Robert Hansen) oraz Nicholas Cage (ścigający go agent FBI). A ponieważ nigdy nie ukrywałem tego, iż od chwili pierwszego seansu „Milczenia owiec” jestem wielkim fanem takiej tematyki, a ponadto lubię występujących tu aktorów (poza nazwiskami wymienionymi wyżej również Radhę Mitchell (muszę powiedzieć, że jej talent nie został tu należycie wykorzystany. Bo czy ktoś może mi wyjaśnić jaki jest seans obsadzania aktorki o bądź co bądź uznanym nazwisko w charakterze postaci pojawiającej się na ekranie na góra dwie minuty?) oraz desperacko usiłującą zerwać z wizerunkiem „gwiazdki Disneya” Vanessę Hudgens, która w tej produkcji gra jedyną dziewczynę jakiej udało się uciec prześladowcy i doprowadzić do jego aresztowania ) to postanowiłem go obejrzeć. Czy było warto? Tak nie do końca.

„Frozen Ground” bowiem to w mojej ocenie kino co najwyżej średnie. Oczywiście zdarzają mu się momenty przyzwoite (takie jak choćby przesłuchanie Roberta Hansena, chłodne zdjęcia, klimatyczna muzyka, doskonale współgrające z treścią surowe krajobrazy Alaski czy całkiem niezła kreacje Nicholasa Cage'a oraz Vanessy Hudgens (jak na jej możliwości rzecz jasna. Bo jeśli porównamy je choćby z tym co pokazała Judie Foster w „Taksówkarzu” albo z dyspozycją Natalie Portman w „Taksówkarzu” to panna Hudgens wypadnie bladziutko i jakby z całkiem innej aktorskiej galaktyki)) dzięki którym moja ocena będzie zapewne ciut wyższa niż obiektywnie być powinna, ale brakuje tu nie tylko napięcia ale przede wszystkim za pomocą mikroskopu elektronowego należy szukać jakiegokolwiek elementu, który sprawiłby, że obraz ten pozostanie w pamięci na ciut dłużej niż tylko do napisów końcowych. (Zdecydowanie nie pomaga w tym fakt, że nawet czarny charakter (postać, która w każdym innym filmie poświęconym tej tematyce, stanowi niepodważalny atut) w wykonaniu, niezbyt przekonującego tym razem i chyba nie za dobrze czującego się w roli antagonisty, Johna Cusacka wydaje się wyjątkowo bezbarwny i nie specjalnie przerażający.

Podsumowując. Wydawać by się mogło, że tematyka seryjnych morderców to samograj. Iż wystarczy wybrać odpowiednią historię i film praktycznie kręci się sam dając w rezultacie obraz na podobieństwo genialnego „Zodiaca”. Przykład „Frozen Ground” udowadnia jednak, że wcale takie proste. Bo choć sam w sobie nie należy on do dzieł, których obejrzenie jakoś szczególnie bym odradzał, to jednak nie należy się tu spodziewać oszałamiającej kreatywności, talentu i wciągającego scenariusza.

OCENA: 5/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci