Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Świąteczny Dwupak (Pacific Rim, Upstream Color)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

1. Upstream Color (2013)

UC

Reżyseria: Shane Carruth

Jak zapewne zdążyliście już zauważyć (chociażby na przykładzie moich entuzjastycznych wrażeń po seansie kapitalnej fińskiej „Sauny”) lubię dobrze zrobione, bazujące na niedopowiedzeniu, nastrojowe i pozytywnie zakręcone kino. Dlatego chyba nie zdziwicie się kiedy powiem, że „Upstream Color” mnie kompletnie zauroczył i stał się poważnym kandydatem do tytułu najlepszego filmu bieżącego roku.

Jest to bowiem produkcja minimalistyczna, intrygująca, inteligentna, zaskakująca, nieprzewidywalna, dobrze zagrana (szczególnie przez, znaną nam już ze świetnego „A Horrible Way to Die”, Amy Seimetz) i zmuszająca do myślenia, której twórcą jest reżyser odpowiedzialny za „Primera” czyli tytuł, jaki niewątpliwie będę musiał kiedyś obejrzeć bo na podstawie zasłyszanych tu i ówdzie opinii oraz widzianych fragmentów mam podstawy by przypuszczać, iż prezentuje jeszcze wyższą jakość i obok hiszpańskich „Zbrodni Czasu” stanowi jedną z najbardziej niezwykłych i niesłychanie pomysłowych opowieści o podróżach w czasie)

Podsumowując. Z całego serca polecam „Upstream Color”- żywy dowód na wyższość kina niezależnego, w którym wciąż jeszcze można znaleźć w miarę oryginalne idee i utalentowanych twórców nad wysokobudżetowymi produkcjami hollywood sprowadzającymi się do bycia kopią kopii.

OCENA: 9/10

*

2. Pacific Rim (2013)

Pacific Rim

Reżyseria: Giullermo del Toro

Zdecydowanie najbardziej widowiskowa produkcja tego roku. Tyle tylko, że jestem już chyba za stary na to by do pełni szczęścia wystarczyło mi oglądanie wielkich robotów walczących z gigantycznymi potworami. Według mnie znacznie znacznie lepiej byłoby gdyby nie były to drugie „Transformersy” i pod płaszczykiem wizualnej orgii imponujących efektów specjalnych (stanowiących wzorcowe wykorzystanie współczesnych możliwości technicznych) oraz zapierającego dech w piersiach poziomu rozwałki (choć przyznaję, że w końcówce zaczyna to być nużące) nie kryła się emocjonalna pustka, banalna fabuła, drętwe dialogi i pozbawione osobowości postacie.

Powiem nawet więcej. Seans „Pacific Rim” zrobił coś czego nigdy bym się nie spodziewał. Sprawił mianowicie, że zacząłem doceniać ubiegłorocznego „Prometeusza”, który (mimo posiadania oczywistych wad i faktu, że niesłychanie mnie rozczarował {głównie dlatego, że spodziewałem się nawiązania do klaustrofobicznego klimatu genialnego „Obcego” a nie jakiejś pseudofilozoficznej dywagacji o początkach życia na ziemi}) na tle dzieła stworzonego prezentuje się jako dzieło znacznie dojrzalsze i usiłujące opowiedzieć jakąś historię. Zadaje ono ponadto ważne pytania i posiada rewelacyjną kreację Michaela Fassbendera. Tu mamy tylko rozwałkę a reszta jest milczeniem

Podsumowując. Czy warto dać szansę „Pacific Rim”. Moim zdaniem tak. Podobnie jednak, jak to miało miejsce w przypadku „Avatara” (Choć tam był jeszcze wyrazisty czarny charakter w postaci świetnego Thomasa Langa) pod warunkiem, że nie będziemy mieli zbyt dużych wymagań i zadowolimy się imponującą stroną wizualną. Po twórcy świetnego „Labiryntu Fauna” można się chyba było spodziewać zdecydowanie więcej.

OCENA: 6/10

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • jan.szczepan

    Dodam tylko, że Pacific Rim okazał się najbardziej dochodowym IP 2013 w całej kinematografii. Widać, że koncept się przyjął, choć mi osobiście film nie urwał głowy. Było więcej lepszych AAA od tego. Co nie zmienia faktu, że hajs się zgadza - sprzedaż spółki Universal podobno zostało odroczone na jakiś czas...ciekawe jak się ten problem rozwiążę.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci