Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Udręczeni {Haunting in Connecticut} (2009)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

GDKP

Reżyseria: Peter Cornwell

Pozwolę sobie na moment zawiesić rozpoczęty wczoraj cykl poświęcony hiszpańskiej serii "6 filmów, które nie dadzą ci zasnąć" (Lekkie nadużycie bo przynajmniej po pierwszym z nich spałem słodko jak bóbr) żeby podzielić się z wami jednym z największym pozytywnych zaskoczeń ostatnich dni. 

Nazwijcie mnie bowiem osobą niewrażliwą na subtelność, ale poza nielicznymi wyjątkami niespecjalnie przemawiają do mnie obrazy opowiadające o nawiedzonych domach, egzorcyzmach i tym podobnych bzdurach (Jestem bowiem człowiekiem twardo stąpającym po ziemii i hołdującym dawno usłyszanej zasadzie "Ghost's don't kill people. People kill people"). Zresztą takie wyznanie w sumie nie powinno być dla was jakimś specjalnym zaskoczeniem. W końcu, o ile dobrze pamiętam, wspominałem o tym już kilka razy (Ostatnio choćby przy okazji "Obecności", o której tak swoją drogą zdania nie zmieniłem i nadal uważam, iż jest to produkcja zdecydowanie przereklamowana. Wyprzedzając trochę faktu mogę powiedzieć, że "Udręczeni" pod względem klimatu i immersyjności biją na głowę dzieło spłodzone przez "mistrza horroru" Jamesa Wana). Można by się zatem było spodziewać, że omawiany tu dzisiaj tytuł (Powstały, podobnie zresztą jak przywoływana tu już dzisiaj "Obecność" na podstawie autentycznej historii) również niezbyt przypadnie mi do gustu. A jednak tak się nie stało. 

Oczywiście można powiedzieć, że "Udręczeni" nie grzeszą przesadną oryginalnością, że cechują je typowe dla współczesnych produkcji grozy, aspekty (takie jak przesadna wiara w niezawodność scremerów kosztem misternego budowania nastroju oraz zastępowanie niedopowiedzeń wykładaniem wszystkiego "kawa na ławę") czy, że nie jest to obraz szczególnie straszny. Tylko co z tego kiedy wszystko jest tak umiejętnie wykonane a sama historia jest nie tylko ciekawa i wciągająca, ale przede wszystkim trzymająca w napięciu oraz bardzo dobrze poprowadzana?  A przecież to nie wszystkie zalety dzieła Petera Cornwella.

Ogólnie rzecz biorąc mamy tu bowiem do czynienia z dobrze zagraną ( warto zauważyć, że (poza świetnym jak zawsze Eliasem Koteasem i kojarzoną z występu w kultowym "Candymanie" Virginią Madsen) mamy tu do czynienia ze zdecydowanie najlepszą kreacją Kyle'a Gallnera spośród tych, które do tej pory miałem okazję oglądać), doprawioną klimatyczną muzyką Roberta J. Krala odpowiedzialnego m.in. za oprawę, genialnego moim zdaniem, serialu "Miracles" (Który notabene gorąco polecam bo stanowi on jeden z najlepszym seriali grozy ostatnich lat. Zresztą w swoim czasie w odpowiedniej notce umieściłem trailer więc możecie sami się przekonać, że wygląda to ciekawie i zachęcająco) oraz posiadającej momenty onirycznej atmosfery przywodzącej na myśl "Koszmar z Ulicy Wiązów" (To skojarzenie nasunęło mi się pewnie z powodu wspominanego tu już Gallnera, który jak pamiętamy grał ważną rolę w, omawianym przeze mnie na blogu i nie do końca udanym remaku) propozycją, której zdecydowanie warto dać szansę. 

Podsumowując. Nie będę ukrywał faktu, że wyreżyserowani przez Petera Cornwella "Udręczeni" (Jako ciekawostkę i swoisty easter egg podam, że w pewnym momencie tego filmu na ekranie telewizora możemy zobaczyć fragmenty "Ward 13" (Tu macie jej zwiastun)czyli nagrodzonej na licznych festiwalach krótkometrażówki stworzonej przez tego australijskiego reżysera, która w jednoznaczny i bezsprzeczny sposób pokazuje, że czuje on takie klimaty) bardzo mi się podobali. Przyznam się również, że mimo istnienia tegorocznego sequelu (którego jeszcze nie oglądałem, ale mam nadzieję, że to się dzisiaj zmieni) jakoś nieszczególnie mnie ciągnie do tego aby sprawdzać jak producenci zarzynają tak dobry tytuł. Nie tylko bowiem jak przez smoleńską mgłę widzę możliwość logicznego kontynuowania historii opowiedzianej przez Cornwella (która dla mnie znalazła tu swój definitywny koniec) to w dodatku fakt, że (z tego co zdążyłem się zorientować) w dwójce nie powraca nikt z oryginalnej ekipy zaangażowanej w ten projekt na kilometr śmierdzi mi ordynarnym wykorzystaniem popularności tego kapitalnego tytułu i przypomina o casusie niesławnej i ogolnie rzecz biorąc potrzebnej jak rybie rower "Celi 2". Sami zatem widzicie, że to absolutnie nie może się udać. 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci