Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Zabójcy {Assassins} (1995)

bradesinarus

Porzućcie wszelkie nadzieje, wy którzy tu wchodzicie!

Assassins

Reżyseria: Richard Donner

Scenariusz: Brian Helgeland, Lana Wachowski, Andy Wachowski

Wiecie co? Przy okazji takich produkcji jak "Zabójcy", aż wstyd się przyznać, iż dopiero teraz, mimo wielu szans zabrało się za ten film.  Nie tylko bowiem jest to naprawdę dobra produkcja, która autentycznie wciąga, posiada niezaprzeczalny wdzięk i wysokie tempo akcji (Do tego stopnia, że kompletnie nie zwraca się uwagi na liczne niedociągnięcia. Zresztą trudno żeby było inaczej. W końcu całość reżyseruje twórca "Zabójczej Bronii", "Supermana" i "Teorii Spisku" a jednym ze scenarzystów, oczywiście obok rodzeństwa (dawniej braci) Wachowskich, jest człowiek odpowiedzialny za rewelacyjne "Tajemnice Las Vegas" czy, wspomnianą tu już, "Teorię Spisku". Jakby zatem nie patrzeć są to osoby, które już niejednokrotnie dowiodły, że rozumieją tego typu klimaty i  potrafią tworzyć dobre, angażujące kino akcji).

Przede wszystkim jednak, głównym powodem, dla którego powinienem zainteresować się dziełem Richarda Donnera może być fakt, iż po raz kolejny, po starciach Nicholasa Cage'a z Johnem Trawoltą (świetne "Bez Twarzy" Johna Woo), Clinta Eastwooda z Johnem Malkovichem ( "Na linii ognia") czy Ala Pacino z Robertem de Niro (znakomita "Gorączka" Michaela Manna) mamy w nim do czynienia z konfrontacją charyzmatycznych aktorów o uznanej reputacji. Tym razem przyszła kolej na pojedynek między Antonio Banderasem a Sylwestrem Stallone. 

I choć muszę powiedzieć, że Sly wypada całkiem dobrze jako doświadczony morderca na zlecenie (Co nie było takie trudne. Wszak choć nie jest on może najlepszym aktorem na świecie, to w takim gatunku, w którym wymagane jest od niego przecież kreowanie wciąż tej samej postaci, sprawdza się znakomicie i daleko w tyle zostawia, moim zdaniem znacznie przereklamowanego,  "gwiazdora kina akcji" Arnolda Schwarzenegger'a, którego jedyną udaną kreacją był moim zdaniem morderczy cyborg w "Terminatorze" (Głównie dlatego, że nie musiał się tam odzywać. Notabene dochodzę do wniosku, że jestem chyba jedynym człowiekiem, który uważa, że jedynka była znacznie ciekawsza i bardziej klimatyczna niż stanowiąca wyłącznie pokaz możliwości ówczesnej techniki dwójka) to jednak całe show zdecydowanie kradnie Banderas, który jako filmowy villain nie dość, że wypada przekonująco i autentycznie zapada w pamięć to na dodatek  prezentuje taką energię, że ma się wrażenie iż za moment eksploduje albo wypali dziurę w ekranie. 

Podsumowując. Jeśli jeszcze nie widzieliście "Zabójców" to uważam, że jak najszybciej powinniście nadrobić zaległości bo to naprawdę kawał porządnego i dobrze zagranego kina akcji 

OCENA: 8/10


© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci