Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Bling Ring (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

BR

Zróbmy sobie małą przerwę od horrorów (oraz mrocznym dramatom poświęconym wstrząsającej tematyce) i w ramach odprężenia przyjrzyjmy się diametralnie innemu gatunkowi. A powód ku temu jest prozaiczny. Dzisiaj miałem bowiem okazję by w końcu obejrzeć "The Bling Ring" czyli opartą na faktach opowieść o grupce młodych ludzi włamujących się do domów Hollywoodzkich gwiazd by w ten sposób zrealizować choć przez chwilę samemu poczuć się sławnym. I muszę powiedzieć, że niestety jestem rozczarowany. 


Przyznaję, że naprawdę chciałbym móc napisać, że "Bling Ring" bardzo mi się podobał. I to nawet nie dlatego, że jestem jakimś wielkim fanem twórczości Sophii Coppoli (Choć muszę przyznać, że niezaprzeczalnie urocze "Między Słowami", w którym chyba najlepsze role w całej swej karierze zagrali Bill Murray i Scarlett Johansson bardzo przypadło mi do gustu. Do tego stopnia, że gdybym kiedykolwiek wpadł na pomysł stworzenia rankingu najlepszych filmów jakie kiedykolwiek widziałem, to "Lost in Translation" miałoby realne szanse na zajęcie na takiej liście bardzo wysokiego miejsca). Po prostu nie lubię podążać ślepo za ogólnie przyjętymi trendami i w sytuacji, kiedy niemal wszyscy wokół krytykują jakiś film  (Tak jak to miało miejsce chociażby w przypadku, skądinąd świetnego "Jeźdzca znikąd") albo kiedy wszyscy zachwycają się jakimś obrazem do tego stopnia, że aż zaczyna to przypominać zbiorowy gwałt (Casus "Obecności", której fenomenu do dziś nie potrafię zrozumieć bo w mojej ocenie jest ona dziełem co najwyżej przyzwoitym) ja, dzięki swojej przekornej oraz niezwykle nonkonformistycznej naturze staram się wyrobić swoje "votum separatum" (Oczywiście nie za wszelką cenę. Kiedy widzę bowiem, że jakiś film (np. fenomenalny wg. mnie "Obcy") faktycznie zasługuje na swoją reputację to nie usiłuję być na siłę oryginalny tylko nawet przez chwili nie waham się "płynąć z prądem" i właściwie docenić wykonaną przez twórców pracę). Niestety tym razem nie może być ono jakoś nadmiernie pozytywne.


Nie chcę bynajmniej powiedzieć, że "Bling Ring" to koszmarnie zły film, którego oglądanie  serdecznie odradzam bo (podobnie jak przy seansie niesławnego "Madison County", które wciąż jest dla mnie wzorcem z Sevres koszmarnego kina) grozi ono koniecznością kontaktu z bijącą z ekranu nudą, scenariuszową głupotą, drewnianym aktorstwem czy koniecznością wysłuchiwania sztywnych dialogów, od których usychają uszy. Tego wszystkiego na szczęście tu nie uświadczymy. Wręcz przeciwnie. Bo choć do poziomu kapitalnego "Spring Breakers", z  którym tak na marginesie niektórzy recenzenci byli łaskawi porównywać dzieło Sophii Coppoli, "Bling Ring" nawet na moment się nie zbliżyło, to pod względem technicznym naprawdę nie ma się do czego przyczepić. Film został bowiem zrealizowany sprawnie i z dużym wyczuciem (dzięki czemu wydarzenia na ekranie mają odpowiednie tempo, akcja wciąga, ścieżki dźwiękowej przyjemnie się słucha a podczas oglądania ani przez chwilę się nie nudzimy) oraz występują tu tak ładne dziewczyny jak Katie Chung, Taissa Farmiga czy Emma Watson więc przynajmniej jest na czym oko zawiesić (Tak wiem, że takie przedmiotowe traktowanie kobiet i sprowadzanie ich wyłącznie do roli ładnej choć niekoniecznie użytecznej ozdóbki jest rzeczą prymitywną, do której zdecydowanie nie powinienem się przyznawać. Tylko co ja mogę poradzić na to, że sama Coppola sprowadziła swoje bohaterki wyłącznie do takiej roli nie dając im nawet pozorów interesującej osobowości. Pewnie to był celowy zabieg mający na celu ukazanie stanu psychicznego amerykańskich nastolatków ale jeśli mam być szczery to zdecydowanie lepiej pod względem tzw. "character development" prezentowała się choćby grana przez Isidorę Simijonovic Jasna w serbskim "Klipie" czy Meg (Blythe Auffarth)  ze wstrząsającej "Dziewczyny z Sąsiedztwa" niż jakakolwiek postać z omawianej tu dziś produkcji).

Z drugiej jednak strony warto pamiętać o tym o czym tak swoją drogą nawet ja bardzo często zapominam, czyli iż sama forma (choćby była nie wiadomo jak urocza i pociągająca) nie powinna nam przesłaniać płytkiej jak kałuża treści (A w tym wypadku tak się niestety dzieje), i że od niektórych twórców z powodu posiadanego przez nich talentu można wymagać więcej niż od innych.  

Dlatego rozumiecie chyba, że nie mogę milczeć kiedy widzę, że z historii, która niewątpliwie miała potencjał do tego by stać się podstawą naprawdę dobrej produkcji (Może nawet czymś znajdującym się na poziomie porównywalnym z wybitnym "Social Network" Davida Finchera) wyszedł film, który trudno nazwać udanym i określić inaczej niż mianem dzieła o niczym. Nie wyróżniającej się z tłumu, absolutnie przeciętnej wydmuszki.  

 

Podsumowując. Oczywiście nie odradzam nikomu oglądania "Bling Ring". Jest to bowiem naprawdę umiejętnie zrealizowany obraz, który pod względem warsztatowym faktycznie może się podobać. Po prostu w mojej ocenie od reżyserki kapitalnego "Między Słowami" można było oczekiwać czegoś zdecydowanie lepszego i bardziej pozostającego w głowie. Mam nadzieję, że to chwilowy kryzys twórczy i następnym filmem udowodni, iż "Lost in Translation" nie było tylko wypadkiem przy pracy. 

 

OCENA: 6/10

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Jak dla mnie bardziej 4/10 w porywach do 5/10. Wszystkie udane sceny były w trailerze, zapowiadał coś może nie odjazdowego, ale historię nietypową, a niestety lwia część filmu to po prostu nuda. Nudny film o nudnych nielatach zafascynowanych nudnymi gwiazdeczkami.Plus za Emmę, jak zawsze śliczna.
    A spring breakers, mimo iż też jakiegoś zachwytu we mnie nie wzbudził jakoś jakby miał 'więcej do powiedzenia'.

  • bradesinarus

    Może nieco wyższa ocena w moim przypadku jest zaletą tego, iż nie oglądałem trailerów (Jakoś nie czułem potrzeby) ale co do meritum to się z tobą w stuprocentach zgadzam. "Bling Ring" to kompletnie nieinteresujący film o niczym. No cóż! Widocznie pani Coppola nie jest jednak tak dobrym twórcą bo jak pokazuje choćby przykład "House of the Devil" utalentowany reżyser potrafi zrobić ciekawy film nawet z najbardziej wyświechtanych klisz.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci