Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Dziewczyna z sąsiedztwa" {The Girl Next Door} (2007)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

TGND

Reżyseria: Gregory Wilson

Mimo, że "Dziewczynę z sąsiędztwa" trudno jest nazwać rasowym horrorem bo jest ona raczej mrocznym dramatem podobnym (w swojej wymowie i sposobie przedstawienia stopnia okrucieństwa i zezwierzęcenia do jakiego na skutek sprzyjających okoliczności jest w stanie posunąć się rzekomo cywilizowany człowiek w stosunku do innego człowieka)do takich produkcji jak "Eksperyment", "The Divide" czy "Władcy Much" (Choć z drugiej strony nie ma jednolitej definicji horroru więc fakt przynależności jakiegoś tytułu do kina grozy zależy w dużej mierze od indywidualnych preferencji i kryteriów jakie bierzemy pod uwagę przy określaniu gatunkowej przynależności danego obrazu. Jeśli więc film autentycznie przeraża i szokuje to chyba można go zaliczyć do grona straszaków nawet jeśli nie do końca spełnia podstawowe paradygmaty tego gatunku, choćby poprzez brak obligatoryjnej obecności sił paranormalnych) to jednak muszę przyznać, iż ten film jest taki jaki powinien być prawdziwy film grozy.

Jest to bowiem niewątpliwie obraz, który sprawia przygnębiające wrażenie (Zwłaszcza jeśli pamiętamy, że nie jest to jedynie wymysł zwichrowanego umysłu twórców, ale u podstaw scenariusza, leżała głośna sprawa Sylvii Likens wykorzystana również przez, podobno znacznie słabszą od opisywanej tu produkcji, "Amerykańską Zbrodnię"), posiada umiejętnie budowany nastrój, mroczny klimat oraz, mimo braku uznanych nazwisk w obsadzie, naprawdę dobrą grę aktorską (Jednakże, nie sposób zauważyć, że choć grająca tytułową dziewczynę z sąsiedztwa Blythe Auffarth wypada naprawdę przekonująco i wiarygodnie to na pierwszy plan wysuwa się prawdziwie antypatyczna, przerażająca ale jednocześnie niesłychanie fascynująca Blanche Baker, która w roli Ruth Chandler zaprezentowała dyspozycję jaką można postawić w jednym szeregu z fenomenalną kreacją Louise Fletcher w niezapomnianym "Locie nad Kukułczym Gniazdem". I naprawdę dziwi mnie fakt, iż nie została ona nawet nominowana do Oscara.). Dzieło, które zrobiło na mnie kolosalne wrażenie i zapadło w pamięć zdecydowanie mocniej od wielu nominalnych przedstawicieli tego gatunku (Na czele z, moim zdaniem niesłychanie przereklamowaną "Obecnością"). Ba! Jeśli mam być szczery to muszę przyznać, że nawet niesławne "Salo" nie poruszyło mnie do tego stopnia do jakiego udało się to tej ekranizacji zainspirowanej prawdziwymi wydarzeniami słynnej książki Jacka Ketchuma . Myślę, że dzieje się tak dlatego, że ukazana przez Piera Paolo Pasoliniego brutalność i przerysowana patologia poprzez brak postaci, których losem możemy się przejmować stają się celem samym w sobie co sprawia, że ekranowe wydarzenia przyjmuje się tak jak w dowolnym "teen slasherze" czyli w sposób nieomal bezemocjonalny. Tymczasem tutaj, podobnie zresztą jak w przypadku rewelacyjnego "Martyrs" Pascala Laugiera czy genialnego "Serbskiego Filmu" mimo posiadania naprawdę mrocznego wydźwięku to nie krew, mocz czy sperma ale opowiadana historia wydaje się wieść prym) 

Sam nie wiem czy właściwie powinienem się przyznawać do tego, że "Dziewczyna z sąsiedztwa" mnie wręcz zachwyciła (Choć z powodu przygnębiającego klimatu w najbliższym czasie nie zamierzam powtórzyć seansu). Nie wiem bowiem czy czerpanie satysfakcji z oglądania cudzego cierpienia na ekranie jest normalne i  czy nie powinienem się leczyć. Szczególnie, kiedy takie opinie dotyczą tytułu, który bardzo mocno pracował na to abym określił je mianem jednej z najbardziej wstrząsających, nieprzyjemnych w oglądaniu i poruszających produkcji jakie zdarzyło mi się obejrzeć.

Podsumowując. Wydawać by się mogło, że w dzisiejszych czasach nie znajdziemy już dobrych horrorów. Że oglądanie dużej ilości krwistych i niesłychanie brutalnych filmów przytępia zmysły i znieczula na siłę odziaływania takich produkcji jak stworzona przez Gregory'ego Wilsona (Aż dziwne, że po takim sukcesie nie stworzył on żadnego obrazu wartego uwagi) "Dziewczyna z Sąsiedztwa". Nic z tego! Zatem jeśli macie ochotę na wyrazisty obraz, po którym poczujecie się nieprzyjemnie to ten film jest dla was! 

OCENA: 9/10

Komentarze (10)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Mogę polecić Ci też książkę "Dziewczyna z sąsiedztwa" Jacka Ketchuma. Ogólnie jego twórczość jest dość creepy. Spodobałby Ci się:)

  • bradesinarus

    Skoro mówisz, że mi się spodoba to znaczy, iż będę musiał kiedyś sięgnąć po twórczość tego pana. Tylko czy po obejrzeniu filmu czytanie książki ma jeszcze sens?

  • ilsa333

    To bardzo wierna ekranizacja, więc wszytko co mamy w filmie jest też w książce, więc, może odczekaj jakiś czas od seansu? Albo poczytaj inne książki tego autora,dobry jest zbiór opowiadań "Królestwo spokoju", czy książka "Jedyne dziecko". Ketchum zainteresuje każdego kto lubi mocne horrory, Stephen King mówi o nim, że jest 'najstraszniejszym facetem w Ameryce'.

  • quentiin

    Film nędzny. Gdyby nie "creepy" temat nie warto by było go oglądać. "Amerykańska zbrodnia" dużo lepsza :P

  • bradesinarus

    @ quentiin
    Patrzę, że kwestia tego, który film jest lepszy zależy od bardzo osobistych przekonań. Bo choć przyznaję, że nie oglądałem "Amerykańskiej Zbrodni" więc nie mogę tych dwóch produkcji porównać i definitywnie stwierdzić, która z nich podobała mi się bardziej (Pewnie będę musiał kiedyś to zrobić jednak póki co nie zamierzam się za to zabierać. Szczególnie, że z tego co do tej pory słyszałem wynika iż jedyną zaletą " An American Crime" nad "Dziewczyną z sąsiedztwa" są znacznie bardziej znane nazwiska w obsadzie) to jednak mimo wszystko nie nazwałbym jednak "Dziewczyny z sąsiedztwa" nędznym filmem. Jasne! Być może moja ocena jest nieco zawyżona (ale tylko trochę) jednak obraz Gregory'ego Wilsona może się spodobać gdyż niezaprzeczalnie zmusza do myślenia, posiada mroczny klimat, zapada w pamięć i jest całkiem nieźle zrobiony.
    @ ilsa333
    Aha! To teraz już wszystko wiem i pewnie sobie coś wybiorę, żeby samemu ocenić czy Jack Ketchum to faktycznie taki dobry pisarz. Dzięki!

  • ilsa333

    Ja oglądałam obydwa filmy i jestem zdania, że obydwa są bardzo dobre. Nie różnią się tylko obsadą. "Dziewczyna z sąsiedztwa" to adaptacja książki, która z kolei jest autorską wizją Ketchuma autentycznej historii. Tam mamy Megan maltretowaną przez ciotkę, a narratorem opowieści jest jeden z oprawców, David. W "Amerykańskiej zbrodni" mamy film oparty nie na książce lecz na samej historii zbrodni na Sylvii. Jest mniej brutalny, narratorką jest sama Sylvia- plusem jest ciekawe zakończenie.

    'Creepy temat' mamy w zasadzie i w jednym i drugim, więc to raczej nie jest kryterium różnicujące. Ja mimo wszytko skłaniam się do historii z "Dziewczyny z sąsiedztwa", bardziej daje w psyche:)

    Bagienniku, jak byś był zainteresowany, nie książką lecz filmem na podstawie twórczości Ketchuma to masz jeszcze jego adaptację w "Red" z 2008 i "The Woman" z 2011. Tych książek akurat nie czytałam, ale filmy, przynajmniej "Red", jest dobry.

  • quentiin

    @bradesinarus
    Widzę, że źle zrozumiałem, że widziałeś "Amerykańską...". "Niewyraźnie tak tu, k...a, napisane!" :) A jeśli nie widziałeś to trochę trudno się sprzeczać. Osobiste przekonania, gust - wiadoma sprawa - nie neguję, że Ci się "Dziewczyna..." podobała ;) Ale gust nie ma żadnego wpływu na fakty:
    - obsada, bez porównania gorsza w "Dziewczynie...", aktorzy amatorzy właściwie
    - realizacja, bez porównania gorsza, bardzo telewizyjna, teatralna prawie
    - podejście do tematu - "Amerykańska..." oparta jest na faktach, "Dziewczyna..." ma fakty za nic, chora wyobraźnia autora dokłada do i tak bulwersującej historii jakieś zwyrodniałe tortury, byle szokować. Nieważne, że za tym kryje się prawdziwe cierpienie, podkręćmy je, obrzydźmy na maksa to jeszcze bardziej da widzowi po mordzie. Nie tędy droga.

    Dziwisz się, że reżyser DzS nie nakręcił nic więcej. Cóż w tym dziwnego? Zrobił nędzny film i tyle go widzieli.

  • quentiin

    I jeszcze just for the record:
    Nigdzie nie pisałem, że "creepy temat" jest "kryterium rozróżniającym" ;)

  • bradesinarus

    @Quentiin
    Czyli jednak muszę przyśpieszyć seans "Amerykańskiej Zbrodni". Choć z drugiej strony jak tak na sobie teraz patrzę na nazwisko reżysera to fakt, że z filmografii Tommy'ego O'Havera nie wynika by poza wspomnianą produkcją miał w swej karierze jakikolwiek inny kontakt z trzymającym w napięciu kinem nie wróży zbyt dobrze bo może świadczyć, iż zupełnie nie czuje on takich klimatów. Ale O.K. Dzisiaj obejrzę w końcu "American Crime" i się wypowiem, która z tych wizji tego samego zdarzenia podobała mi się bardziej. Pozdrawiam!

  • quentiin

    Sorry, że tak z upartością maniaka, ale muszę :) To nie są "wizje tego samego zdarzenia", bo "Dziewczyna..." to w dużej mierze fikcja. Co za tym idzie "Amerykańska...", trzymająca się faktów, z którejś tam strony ma gorzej. Bo gdzie reżyser DzS chciał i mógł zaszokować bardziej, tam reżyser AZ nie mógł sobie na to pozwolić. Innymi słowy: AZ to film oparty na faktach, a DzS niskobudżetowy exploitation.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci