Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Iron Doors" (2010)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

ID

Reżyseria: Stephen Manuel

Scenariusz: Peter Arneson

Kraj: Niemcy

Gatunek: Fantasy, Horror

Czas trwania: 80 minut

Absolutnie nie mogę zrozumieć jakimi kryteriami kierują się ludzie oceniający na "Filmwebie". Ja rozumiem, że każdy może mieć inny gust i w ogóle. Ale na boga! Chyba tylko dążeniem do posiadania popularnego gustu można wytłumaczyć dlaczego produkcje co najwyżej przeciętne (Takie jak chociażby tegoroczna "Obecność" czy "Sala Samobójców") są wynoszone pod niebiosa i traktowane tak jakby miały co najmniej leczyć raka, podczas gdy naprawdę wartościowe pozycje są albo zbyt mało znane (Przypadek fińskiej "Sauny", polskich "Drzazg" lub australijskich "Szaleństw Młodości") albo spotyka je fala niczym nie umotywowanego hejtu (Patrz "Spring Breakers", "Pontypool", "Innkeepers", "Big Love" czy "Iron Doors") . A przecież to naprawdę nie są aż tak złe filmy jak mogłaby wskazywać niska średnia ocen. 

Weźmy przykładowo, wspomniane tu już, "Iron Doors". Wiem, że choć osobiście bardzo lubię wykorzystany w nich motyw z bohaterem budzącym się w środku tajemniczego pomieszczenia, z którego usiłuje się wydostać i ustalić jak się tam w ogóle znalazł, nie jest jakoś przesadnie oryginalny (jego swoistą wersję wykorzystał nawet Robert Ludlum w słynnej "Tożsamości Bourne'a" a od czasu genialnego "The Cube" powstało chyba ze sto (jeśli nie więcej) podobnych fabuł. Można w tym miejscu wymienić choćby przyzwoitą "Ukrytą Tożsamość" z Valem Kilmerem i Amy Smart oraz kultową już "Piłę"(chodzi mi tutaj oczywiście o pierwszą i zarazem chyba najlepszą część tej serii).

Dla mnie jednak liczy się jednak sposób w jaki zostało to zrealizowane. A pod tym względem "Iron Doors" mogłyby stanowić poradnik dla początkujących twórców niskobudżetowego kina jak za relatywnie niewielkie pieniądze zrobić obraz, który będzie ciekawy, wciągający, trzymający w napięciu, niegłupi, minimalistyczny (nie dość, że mamy tu tylko dwójkę bohaterów to na dodatek aż do ostatniego ujęcia film pozbawiony jest efektów specjalnych), nasycony klaustrofobicznym nastrojem, nie dający prostych odpowiedzi ale niczym, wspominana tu już, świetna "Sauna" zostawiająca każdemu widzowi swobodę w kwestii interpretacji przedstawionych wydarzeń oraz zapewniający całkiem satysfakcjonujący seans. Że aby uniknąć płodzenia takich abominacji jaką niewątpliwie była niesławna "Nawiedzona Polska" wystarczy mieć dobry pomysł, odrobinę talentu (Szczególnie jeśli chodzi o występujących na ekranie aktorów. Tu warto zwrócić uwagę zwłaszcza na Axela Wedekinda, który nie dość, że wypada świetnie w roli głównego bohatera bo jest przekonujący i całkiem charyzmatyczny to na dodatek wygląda jak niemiecka wersja Sharlto Copleya czyli pamiętnego Wikusa z bardzo dobrego "Dystryktu 9" Neilla Blomkampa. Ale to pewnie ja jak zwykle mam jakieś dziwne skojarzenia) oraz umiejętność obrócenia ograniczeń na swoją korzyść. 

Podsumowując. Przyznam się szczerze, że mimo iż "Iron Doors" ma zbyt mały potencjał by jakoś szczególnie zapaść mi w pamięć to jednak całkiem dobrą produkcję. Jeśli zatem nie przerażają was obrazy bazujące głównie na klimacie i atmosferze, w których zapierającej dech w piersiach akcji jest tyle co kot napłakał to moim zdaniem powinniście dać szansę obrazowi stworzonemu przez niemieckiego (choć urodzonemu w Dublinie) reżysera. Raczej się nie zawiedziecie

OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci