Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Kick- Ass 2" (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

NB

Reżyseria: Jeff Wadlow

W 2010, kiedy na ekrany polskich kin wchodził pewien skromny film stworzony przez mało znanego reżysera nic nie zwiastowało tego, że niemal cały świat oszaleje na punkcie tej pozornie mało oryginalnej opowieści o młodym chłopaku, który pewnego dnia postanawia przeistoczyć się w superbohatera i podjąć walkę z przestępczością.

Dziś wiemy, że „Kick Ass” (bo o nim mowa) w reżyserii Matthew Vaughana nie dość, że kompletnie mnie oczarował, był jedną z najlepszych komiksowych ekranizacji w historii (Jednak mimo wszystko nie mogę uznać tej produkcji za absolutny „numero uno”. Ten tytuł jest bowiem w mojej ocenie zarezerwowany wyłącznie dla fantastycznego „Scott Pilgrim vs. The World”. I uwierzcie, że wcale nie tylko dlatego, że w jednej z głównych ról wystąpiła moja ulubiona aktorka czyli prześliczna, czarująca i niezmiernie utalentowana Mary Elizabeth Winstead) oraz stanowił kawałek bezpretensjonalnego, wzorowo zrealizowanego i kapitalnie zagranego (Wiem, że powinienem ograniczać liczbę dygresji bo przy tym tempie ich stopień złożoności osiągnie, tak jak już to nieraz bywało, poziom skomplikowania genialnej „Incepcji” (Wiecie! „Sen we śnie we śnie”). Nie mogę się jednak powstrzymać przed tym by nie zauważyć, że mimo świetnych kreacji Nicholasa Cage'a, Marka Stronga i Aarona Taylor- Johnsona na plan pierwszy niewątpliwie wysuwa się tu absolutne aktorskie objawienie (Przynajmniej jeśli chodzi o mnie) czyli rewelacyjna Chloe Moretz, która kompletnie zdominowała ekran a brawurowo odegrana przez nią Hit Girl na stałe weszła do kanonu superbohaterskich postaci. Tym, którzy nadal nie są jednak przekonani co do tego, że w tej młodej dziewczynie tkwi naprawdę imponujący potencjał oraz warto będzie zwrócić uwagę na jej następne projekty (Takie jak np. czekająca nas jeszcze w tym roku „Carrie” czyli remake kultowego filmu (Aż wstyd się przyznać, ale osobiście go nie widziałem. Trzeba będzie chyba kiedyś nadrobić zaległości) na podstawie bestsellerowej powieści Stephena Kinga) polecam obejrzenie, jeśli jakimś cudem tego nie zrobili, „Pozwól mi wejść” czyli jednego z tych nielicznych współczesnych obrazów o wampirach, które prezentują jakąś wartość i faktycznie można je zaakceptować) kina to na dodatek zapewniał masę nieskrępowanej frajdy oraz w dość bezczelny sposób poczynał sobie z opowieściami o superbohaterach. Wobec takiego dictum powstanie sequelu było tylko kwestią czasu.

Przyznaję, że „Kick Ass 2” mimo wszystko nie był tytułem na który jakoś specjalnie czekałem. Wobec bowiem co najwyżej chłodnych recenzji i faktu, że za kamerą nie stoi Vaughan uznałem, że jedynka była dla mnie wystarczająca i nie miałem ochoty psuć sobie pozytywnego wrażenia nieudaną kontynuacją. Jednak, jak to mówią, „You can't always get what you want” i z uwagi na to, iż żaden z dwóch multipleksów w moim pięknym mieście (Dzięki ci o Heliosie absolutny monopolisto!) nie ma w swoim repertuarze oczekiwanego przeze mnie najnowszego filmu Adama Wingarda (twórcy opisywanego tu niedawno „A horrible way to die”) zatytułowanego „Następny Jesteś Ty” postanowiłem nie rezygnować z zaplanowanego seansu i zastosować się do staropolskiej maksymy głoszącej, że „jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma”. Muszę powiedzieć, że z perspektywy czasu nie żałuję podjętej decyzji bo bawiłem się przednie.

Swoją drogą kompletnie nie rozumiem dlaczego większość widzów uparła się wieszać na tym obrazie psy. To znaczy zdaję sobię sprawę z tego, że „Kick Ass 2” ma swoje wady, że fabuła czasem zgrzyta jak nienaoliwiony mechanizm (szczególnie podczas tych wszystkich scen z licealnymi kłopotami Mindy, które wyglądają jak żywcem wyjęte z jednej z tych głupkowatych komedii romantycznych dla nastolatków), że za mało jest scen z piękną Lyndsy Fonsecą, że mamy wrażenie jakbyśmy po raz kolejny oglądali to samo (zwłaszcza scena otwierająca będąca powieleniem otwarcia części pierwszej) , że w pewnym momencie fabuła staje się sztywna jak nieboszczyk i tak samo zabawna, że grany przez Christophera Mintz- Plasse czarny charakter (przez grzeczność i chęć uniknięcia problemów z cenzurą pozwolę sobie nie pisać jego ksywki) jest przerysowany do granic możliwości a przede wszystkim, że efekt końcowy znacznie ustępuje kapitalnej jedynce (Moim zdaniem dzieje się tak przede wszystkim dlatego, iż zabrakło tu rozmachu scen akcji oraz tej świeżości, która niewątpliwie cechowała pierwowzór). Wiem też, że można wątpić w to czy zastępujący Matthew Vaughana Jeff Wadlow (notabene sprawny fachowiec twórca, przyzwoitego przecież „Kłamstwa” ze świetną Lindy Booth, która po znajomości znalazła swoje miejsce, jako „Night Bitch” (z całkiem niezłym zresztą skutkiem) również w omawianej tutaj pozycji) był "właściwym człowiekiem na właściwym miejscu" i potrafił wykorzystać cały potencjał, jaki ta historia niewątpliwie posiadała, by stworzyć tak angażujące dzieło jakim niewątpliwie był poprzednik. Tylko co z tego?

Choć, w przeciwieństwie do omawianego tu nie tak dawno "Jeźdzca znikąd", nie jest to produkcja, do której chciałbym jakoś szczególnie mocno wrócić to jednak muszę zauważyć, że ogólne wrażenie jest jak najbardziej pozytywne i "Kick Ass 2" to film absolutnie godny polecenia. Mamy tu bowiem do czynienia z dziełem sprawnie wykonanym, lekkim (szczególnie pod względem dialogów, które nie brzmią sztywno jak pieńki ociosane przez szalonego drwala tylko autentycznie potrafią rozbawić) i dobrze się go ogląda (Zwłaszcza jeśli chodzi o genialną Chloe Moretz, która nadal doskonale bawi się swoją rolą a oglądanie jej wyczynów na ekranie to czysta przyjemność)   

OCENA: 7/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci