Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Requiem dla snu {Requiem for a dream} 2000

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

RDS

Reżyseria: Darren Aronofsky

Wiecie, że pierwotnie miał się tu znaleźć zupełnie inny wpis? Niby jaką to ma teraz wartość ale aż do wczoraj byłem święcie przekonany, że skoro udało mi się uzyskać zaproszenie na zlot Filmweb Offline, na który od dawna bardzo chciałem pojechać to wreszcie będę miał pretekst by, przezwyciężając swój paniczny lęk przed światem, ruszyć się wreszcie z domu a potem podzielić się z wami swoimi wrażeniami po przyjemnie spędzonym czasie m.in. na projekcji ciekawie się zapowiadającego (a sądząc po zasłyszanych tu i ówdzie opiniach film faktycznie spełnia te zapowiedzi) "Labiryntu" z Hugh Jackmanem i Paulem Dano. Ba! Planowałem nawet zaszaleć i nagrać dla was krótką wideorelację. Niestety. Dręczące mnie od kilku dni przeziębienie, o którym zdążyłem wam już wspomnieć, ponownie dało o sobie znać i zamiast spędzić wczorajszy dzień na wygodnym fotelu kinowym z nieskrywanym żalem musiałem pozostać w ciepłym łóżku.


Mimo wszystko jest jednak pewna, niewielka wprawdzie i kompletnie naciągana ale zawsze,  zaleta takiego stanu rzeczy. Otóż mogłem wreszcie obejrzeć "Requiem dla snu". Obraz, do  którego przymierzałem się już kilkanaście razy jednak jak do tej pory nigdy nie udało mi się dotrwać do końca. Tym razem ta sztuka się powiodła.


I muszę powiedzieć, że biorąc pod uwagę otaczającą produkcję Darrena Aronofsky'ego (tak na marginesie dodam, że od czasu "Czarnego Łabędzia" jest on jednym z moich ulubionych reżyserów) falę zachwytów oraz swoisty nimb wyjątkowości czy wręcz genialności to "Requiem dla Snu" delikatnie mnie rozczarowało.


To znaczy żeby wszystko było jasne. Absolutnie nie twierdzę, że film mi się nie podobał. Wręcz przeciwnie. Uważam, że jest to naprawdę dobre, dające do myślenia, wzorowo wykonane pod względem formy (Matthew Libatique po raz kolejny udowodnił, iż naprawdę zna się na swojej robocie, i że faktycznie jest jednym z najbardziej utalentowanych operatorów pracujących w "fabryce snów" a niektóre kadry z pewnością przejdą do kanonu sztuki filmowej) i świetnie zagrane (Tak! Nawet przez Jareda Leto i przepiękną Jennifer Connely. Choć chyba nie będę oryginalny jeśli powiem, że moim zdaniem  na szczególne słowa uznania zasługuje przede wszystkim wybitna Ellen Burstyn, której kreacja jest wręcz fenomenalna i sprawia, że Oscarowa przegrana tej aktorki z nagrodzoną za "Erin Brockowitch" Julią Roberts brzmi jak ponury żart) dzieło dysponujące hipnotyzującą muzyką Clinta Mansella, gęstym, niezwykle przygnębiającym klimatem oraz wieloma ostro poschizowanymi scenami odzwierciedlającymi coraz bardziej zwichrowaną psychikę bohaterów opętanych i systematycznie niszczonych przez narastające uzależnienie czy ukazującymi kolejne, prowadzące aż na samo dno, upokorzenia jakich są gotowi doznać by zaspokoić głód i usatysfakcjonować pragnienie. Pod tym względem jeden z najlepszych, najbardziej depresyjnych i niewątpliwie przerażających nie horrorów jakie w życiu widziałem  

 

Grunt jednak w tym, że nie szukałem kolejnego obrazu ludzkiego upodlenia do jakiego mogą doprowadzić narkotyki (To dostałem choćby w, tak swoją drogą co najwyżej przeciętnym, "My, dzieci z dworca Zoo") ale czegoś co rzuci mnie na kolana i na zawsze zapisze się w mej pamięci. Czegoś co, podobnie jak to miało  miejsce w przypadku wspominanego tu już "Czarnego Łabędzia", (którego notabene nadal będę uważał za dzieło kompletne i najlepszy jak do tej pory film Darrena Aronofsky'ego) sprawiłoby bym mimo ciężaru ukazywanych treści kompletnie wsiąkł i nie potrafił ani na moment oderwać wzroku od ekranu. Czyli jednym słowem czegoś co mógłbym bez chwili zawahania nazwać arcydziełem kinematografii. A takim tytułem "Requiem dla Snu" z pewnością nie jest.   

 

Podsumowując. Nie wiem. Być może to kwestia nadmiernych oczekiwań wywołanych niemal powszechnym zachwytem albo wynik pewnego uodpornienia na takie tematy wynikającego z oglądania zbyt dużej ilości mrocznych filmów penetrujących ciemne strony ludzkiej egzystencji czyli produkcji w rodzaju wstrząsającej "Dziewczyny z Sąsiedztwa", szalonego "Wkraczając w Pustkę" czy szokującego swą dosłownością "Serbskiego Filmu" ale "Requiem dla Snu" mimo, że naprawdę dobre (Wielu innych twórców mogłoby zabić dla osiągnięcia choćby tak wysokiego pułapu) to jednak trudno mi uznać za dzieło prawdziwie wybitne i  absolutny przejaw prawdziwego geniuszu. 

 OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci