Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Seed skazany na śmierć" {Seed} (2007)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Seed

Reżyseria: Uwe Boll


Zdaję sobie sprawę, że "Seed" w gruncie rzeczy nie jest niczym specjalnym i poza, miejscami, mrocznym klimatem oraz kilkoma scenami kiedy twórcy (niewątpliwie biorąc przykład z Ruggero Deodato i innych przedstawicieli włoskiego kina kanibalistycznego lat siedemdziesiątych) usiłują szokować pokazywaniem autentycznej przemocy wobec zwierząt brakuje tu jakiejkolwiek kreatywności (Ale czy naprawdę można się temu dziwić? W końcu jest to produkcja samego Uwe Bolla, który nie bez powodu stał się niejako synonimem złego kina. Choć jeśli mam być szczery to mnie osobiście bardzo przypadł do gustu wyreżyserowany przez niego, cudownie zwariowany "Postal" czyli idealny przykład "guilty pleasure"), która mogłaby wyróżnić ten obraz z grona innych bliźniaczo podobnych produkcji.


Nie doświadczymy tu więc ciekawych kreacji aktorskich (Wszyscy aktorzy, no może poza przyzwoitym Willem Sandersonem czy nie do końca właściwie wykorzystanym Michaelem Eklundem grają tu koszmarnie i są kompletnie pozbawieni ekranowej charyzmy), jakoś szczególnie oryginalnej fabuły (Jak w każdym słabym horrorze jest ona bowiem wyłącznie pretekstem do ukazywania krwawej rzezi dokonywanej przez antagonistę), pomysłowych scen gore (Chyba, że za taką uznamy "scenę z młotkiem") czy trzymającego w napięciu nastroju. Ba! Nawet sam Seed, mimo starań grającego tę rolę Willa Sandersona, nie jest na tyle wyrazistą postacią by móc postawić ją w jednym szeregu choćby z Victorem Crowleyem ze świetnej moim zdaniem serii (O dorównania kultowemu Jasonie nawet nie ma sensu marzyć)   


Paradoksalnie jednak kiedy porówna się "Seeda" chociażby do omawianego tu wczoraj "The Bling Ring" to nawet mimo faktu, że te dwie produkcje reprezentują diametralnie inne gatunki filmowe (Można nawet powiedzieć, że są przybyszami z całkowicie odmiennych galaktyk) to niewątpliwie stwierdzimy, że film Bolla jest przynajmniej w jednym aspekcie lepszy od dzieła Sophii Coppoli. Nie usiłuje on bowiem udawać, iż jest czymś więcej niż w rzeczywistości. Nie aspiruje do miana artystycznej produkcji ukazującej obraz życia współczesnych nastolatków tylko wali prosto z mostu, że chodzi mu o nic innego jak tylko zapewnienie widzowi krwawej rozrywki.

 

Podsumowując. To naprawdę dziwne uczucie kiedy film zrealizowany przez człowieka szyderczo nazywanego "Edem Woodem współczesnej kinematografii" choć w jednym aspekcie usatysfakcjonował mnie bardziej niż dzieło uznanej reżyserki. A jednak w tym wypadku coś takiego ma miejsce za co warto podnieść ocenę o jeden czy dwa punkty. 

OCENA: 5/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci