Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Carrie" (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Carrie

Reżyseria: Kimberly Peirce

Jak zapewne dobrze wiecie, jeśli chodzi o horrory to jestem tradycjonalistą i wierzę tylko w krew, mrok, stal, psychologiczną głębię, zaskakujące (ale nie do przesady) zwroty akcji oraz interesujących bohaterów. Czyli jednym słowem w produkcje takie jak chociażby rewelacyjny "Maniak" Francka Khalfouna, klaustrofobiczne "Coś", genialne "Siedem" Davida Finchera czy fenomenalne "Milczenie Owiec". Z tego zaś wynikać może zaś wynikać tylko jedno: wszelkie tytuły, którym, mimo używania chwytów z gatunkowego warsztatu kina grozy (zwłaszcza kiedy, tak jak np. niezbyt udana "Obecność" czyli w mojej ocenie jeden z najbardziej przereklamowanych filmów roku, poruszają wszelkiego rodzaju wątki paranormalne), zdecydowanie bliżej do dramatu niż pełnoprawnego kina grozy  muszą się bardzo postarać, by, podobnie jak to miało miejsce w przypadku "Stokera" czy przyzwoitych "Udręczonych" zasłużyć na moje względy.


Ponadto muszę przyznać, że (mimo szczerych chęci i solennych deklaracji wywołanych tym, że  z powodu udziału w niej Chloe Moretz, opisywana dziś pozycja należała do najbardziej oczekiwanych tytułów roku) jakoś nie udało mi się przed zapoznaniem się z nową wersją  istorii Carrie White zaprezentowaną przez Kimberly Pierce (reżyserkę, nagrodzonego Oscarem dla Hilary Swank za najlepszą rolę pierwszoplanową, dramatu "Nie czas na Łzy") przeczytać stworzonego przez samego Stephena Kinga literackiego pierwowzoru oraz obejrzeć legendarnego filmu Briana de Palmy (Notabene czuję, że w końcu będę musiał. I to nie tylko z powodu rangi tego obrazu powszechnie uznanego za jednego z klasyków gatunku czy dlatego, że dzisiaj omawiana pozycja mnie do tego zachęciła. Powód jest zdecydowanie bardziej prozaiczny. Otóż dla mnie dużo ważniejszy pozostaje w tym wypadku fakt, iż jest to obraz stworzony przez człowieka odpowiedzialnego za kapitalnych "Nietykalnych"),  rozsławionego fenomenalną kreacją Sissy Spacek. Nie mogę więc powiedzieć czy uwspółcześnienie fabuły przyniosło zamierzony efekt ani porównać, kto lepiej poradził sobie z zawartym w materiale źródłowym potencjałem i która aktorka wypadła bardziej przekonująco w roli zahukanej nastolatki obdarzonej telekinetycznymi mocami objawiającymi się w momencie emocjonalnego pobudzenia (Czyli coś co tak na marginesie bardzo zgrabnie pokazała Marina de Van w świetnym, tegorocznym (choć jak wspominałem we wpisie niewątpliwie inspirowanym dzisiaj omawianą historią)  "Dark Touch", w którym bardzo dobrą dyspozycję aktorską pokazała Marie Missy Keating). Czy wobec tego istniał więc choć cień szansy, iż jedynym powodem, dla którego warto było obejrzeć "Carrie" nie była wyłącznie świetna Moretz ale, że to dzieło posiada również inne atuty? No cóż! Dzisiejszy seans absolutnie nie rozwiał moich wątpliwości a nawet je pogłębił.  


Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli. Nie chcę bynajmniej sugerować, że "Carrie" jest jakoś wyjątkowo złym filmem, który mi się kompletnie nie podobał. Nie byłaby to bowiem prawda.


Wszak mimo niezbyt wciągającego klimatu, braku napięcia (wyraźnie widać, że o ile pani Pierce odnajduje się w dramatach tak absolutnie nie czuje kina grozy), dość przewidywalnej fabuły i, poza świetną Judy Greer, pozbawionych osobowości oraz absolutnie nie przekonujących bohaterów drugoplanowych, których losem ciężko jest się przejmować (a chyba takie było zamierzenie, co szczególnie było widoczne podczas wieńczącego całość "balu") dzieło Kimberly Pierce raczy nas całkiem wiarygodnie przedstawioną sferą psychologiczną (W sumie logiczne, skoro do tej pory reżyserka zajmowała się wyłącznie kręceniem produkcji, które skupiały się głównie na tym elemencie) przywoitą ścieżką dzwiękową Marca Beltramiego a przede wszystkim dysponuje jednym niezaprzeczalnym atutem w postaci wspominanej tu już wielokrotnie, Chloe Moretz.

 

Bo choć nie wiem jak chciałbym tego uniknąć to nie mogę przecież nie zauważyć z jak dobrą kreacją mamy tu do czynienia. Dyspozycją absolutnie dominującej ekran (Stara się jej dorównać co najwyżej kapitalna w roli matki- religijnej fanatyczki Julianne Moore jednak najzwyczajniej w świecie nie dała rady), którą ta młoda dziewczyna, po raz kolejny (po "Kick Assie" i "Pozwól mi wejść") tworząc fenomenalną postać i dając popis wyśmienitego aktorstwa, niezbicie udowadniła, że to właśnie ona a nie przereklamowana Jennifer "potrafię grać tylko jeden typ charakteru" Lawrence jest najbardziej utalentowaną aktorką młodego pokolenia. Szczerze mówiąć to o ile przed seansem miałem pewne wątpliwości czy akurat Moretz jest najlepszym możliwym obsadowym wyborem (Notabene podobnie jak w przypadku Rooney Mary w "Dziewczynie z Tatuażem") tak post factum doprawdy nie wyobrażam sobie kogokolwiek innego w tej roli (A nadmienię, że jako potencjalne kandydatki na główną  bohaterkę brano pod uwagę m.in. Emily Browning, Shailene Woodley czy Lily Collins) i teraz to Sissy Spacek ma w moich oczach niebotycznie wysoko zawieszoną poprzeczkę oczekiwań, by sprostać swej legendzie "najlepszej Carrie White". 

 

Podsumowując. No cóż. Mimo faktu, że "Carrie" trudno uznać za udany film czy za najlepszy tegoroczny remake (Tu bez wątpienia przoduje "Martwe Zło") to jednak uważam, że dla fenomenalnej kreacji Chloe Moretz (Coś czuję, że mimo poważnej konkurencji ze strony Katherine Isabell czy Jessici Chastain właśnie rozstrzygnęła się kategoria "Najlepsza aktorka" w moim podsumowaniu bieżącego roku) zdecydowanie warto dać mu szansę. 

 

OCENA: 7/10

Komentarze (2)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Czyli pognałeś do kina:) Ja jeszcze rozważam, te rozreklamowane horrory są ostatnio takie żałosne...że strach. Też lubię, małą Chelse, ale bardziej w tym filmie stawiałam na Julinne Moore.

  • bradesinarus

    No pognałem. Ale w sumie to sam nadal nie wiem czy dobrze zrobiłem bo chyba lepiej byłoby go obejrzeć w tzw. "domowych pieleszach". Wszak nie jest to żadne nadzwyczajne dzieło, które koniecznie trzeba obejrzeć na dużym ekranie.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci