Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Dark Touch" (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

DT

 

Reżyseria: Marina de Van


Przyznam się szczerze, iż głównym powodem, dla którego zabrałem się za tę produkcję był fakt, że odpowiadała za nią Marina de Van czyli francuska reżyserka, autorka głośnego "Pod moją skórą" , z którym tak swoją drogą również będę musiał się kiedyś zmierzyć, bo słyszałem o nim niezwykle pozytywne opinie. Chciałem więc po prostu przeprowadzić mały rekonesans i sprawdzić czy nie porywam się przypadkiem "z motyką na słońce" próbując obcować z wytwórem artystki, której styl jest bełkotliwy, najzwyczajniej w świecie nudny i po prostu kompletnie do mnie nie przemawia. Jednak muszę powiedzieć, że seans nie rozwiał moich wątpliwości.


Bo choć "Dark Touch" niewątpliwie posiada swoisty urok oraz jest znacznie bardziej interesującym i bez wątpienia lepiej zagranym dziełem niż można by tego oczekiwać po zapoznaniu się z ocenami większości internautów, którzy go najwyraźniej nie zrozumieli (Casus znakomitych moim zdaniem "Innkeepers"  czy przereklamowanej "Obecności" pokazuje zresztą, że nie był to ani pierwszy ani ostatni raz kiedy moje wrażenia w dość znaczący sposób odbiegają od opinii wyrażanych przez całą resztę widzów) a w dodatku doprawione zostało nastrojową muzyką Christophe'a Chassola oraz skupia się bardziej na wywołaniu uczucia niepokoju, niż na szokowaniu jak najbardziej wymyślnymi scenami zabójstw i typowym dla francuskiego kina grozy epatowaniu okrucieństwem (Bo choć kilka takich momentów się tu znalazło (np. scena śmierci rodziców głównej bohaterki) to jak na dłoni widać, że nie one były tu najważniejsze. I w sumie bardzo dobrze! Zauważyłem bowiem, że od pewnego czasu zacząłem zwracać uwagę na produkcje wyposażone w takie aspekty jak interesująca fabuła pełna zaskakujących rozwiązań, brak happy-endu, urzekająca atmosfera, ciekawi bohaterowie oraz nie pozbawione psychologicznej głębi i zmuszające do myślenia). Lecz nawet mimo faktu, że dzieło Mariny de Van spełnia wyżej wymienione kryteria i całkiem nieźle się je ogląda to jednak  muszę przyznaję, iż po skończonym seansie nie czuję pełnej satysfakcji.

    

I już nawet pomijam fakt, iż (ogólnie rzecz biorąc) jestem zadeklarowanym fanem filmów o seryjnych mordercach i nie przepadam za taką paranaturalną tematyką czy to, że "Dark Touch" brakuje jakiejś większej oryginalności a wszystkie elementy zastosowane do skonstruowania tej opowieści już niejednokrotnie widzieliśmy (Weźmy choćby główny motyw filmu. Chyba zgodzicie się z tym, że historia niezrozumianej przez świat dziewczyny (notabene świetnie zagranej przez Marie Missy Keating, która, z jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego powodu, przypominała mi żeńską wersję Haleya Joela Osmenta ) obdarzonej mocami telekinezy, które ujawniają się w momencie emocjonalnego pobudzenia powodując zniszczenia nieodparcie kojarzy się ze stworzoną przez Stephena Kinga "Carrie"). W końcu żyjemy w epoce recyklingu idei, więc takie podobieństwa nie powinny nas specjalnie dziwić, gdyż są praktycznie nie do uniknięcia. 


Dużo ważniejsze wydaje mi się bowiem wrażenie, iż potencjał tkwiący w tej historii nie został jednak należycie wykorzystany. Że przy niewielkim nakładzie sił można było zrobić zdecydowanie lepsze dzieło, które w znacznie mocniejszy sposób będzie oddziaływać na nasze zmysły. 


Podsumowując. Jeśli zastanawiacie się teraz czy, wobec tego wszystkiego co przed chwilą napisałem,  warto sięgnąć po tę pozycję to odpowiedź brzmi: Jak najbardziej! Zwłaszcza gdy ktoś, tak jak ja, woli "atmosferę niż noże i siekierę" 


OCENA: 7/10

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci