Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka Piłka: "Wolf Creek" (2005)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

WC

Reżyseria: Greg McLean


Przyznam szczerze, że choć kilka ostatnio obejrzanych produkcji okazało się naprawdę satysfakcjonujących (Choćby niezwykle klimatyczne "Istnienie"), to po prostu znudziły mi się już wątki paranormalne (których nigdy nie byłem przesadnym fanem) i nabrałem ochoty na porządny, krwawy i trzymający w napięciu film, w którym źródłem zagrożenia jest drugi człowiek.


Jednak po seansie "Wolf Creek", o którym notabene słyszałem wiele niemal entuzjastycznych recenzji, sytuujących obraz Grega McLeana w gronie absolutnych klasyków gatunku (Notabene w tym roku podobno wyszła druga część, której jednak nie mam zamiaru oglądać) mogę powiedzieć tylko tyle, że to rzekomo oparte na faktach dzieło  nie okazało się niestety takim tytułem jakiego oczekiwałem. Bo choć ma ono swoje dobre strony (Takie jak chociażby rewelacyjny jako prześladowca John Jarratt (Aktor, kojarzony do tej pory z enigmatycznym "Piknikiem pod wiszącą skałą" Petera Weira), całkiem niezły klimat i kilka mocnych scen) to jednak trudno tu mówić o jakimś szczególnie wstrząsającym obrazie (Zwłaszcza, ze nasi protagoniści nie należą do nazbyt ciekawych czy w jakikolwiek zapamiętywalnych postaci a schematyczność fabuły i jej podobieństwo do setek podobnych historii jakimi, dodajmy, że w hurtowych ilościach, raczeni jesteśmy każdego roku wręcz poraża) 

 

Dlatego chyba nie może dziwić, że Australia już zawsze będzie mi się raczej  kojarzyć z miejscem powstania tylko jednego dobrego, całkiem oryginalnego horroru, którym jest "The Loved Ones" ze swoim odjechanym nastrojem, wciągającą historią oraz niezwykle przekonującą w roli czarnego charakteru Robin McLeavy. Co prawda to i tak o jedną produkcję więcej niż w przypadku kina grozy w naszym pięknym kraju, które może się poszczycić co najwyżej kilkoma obiecującymi krótkometrażówkami w rodzaju "Gdzie Diabeł mówi Dobranoc" czy "Project Zombie" jednak nie ten fakt nie jest raczej powodem do dumy. 

 

Podsumowując. Nie mam oczywiście zamiaru odradzać wam obejrzenia "Wolf Creek" szczególnie, że, jak już wspomniałem, w osobie kapitalnego Johna Jarratta posiada on przynajmniej jeden aspekt przemawiający za takim rozwiązaniem. Radzę po prostu nie nastawiać się na jakieś szczególnie satysfakcjonujące przeżycie bo można się bardzo rozczarować. 


OCENA: 6/10

 

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • ilsa333

    Podobno Tarantino był zachwycony tym filmem. Ja podzielam Twoją opinię.

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci