Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

The Seasoning House (2012)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

SH

Reżyseria: Paul Hyett

 

 Nie będę ukrywał, iż dla mnie "The Seasoning House" stanowi bez wątpienia jedno z największych pozytywnych zaskoczeń roku i niezaprzeczalny dowód, iż czasem doprawiony talentem pomysł może zdziałać znacznie więcej niż uznane nazwisko.Spod ręki reżyserskiego debiutanta, (Od którego polscy twórcy, uważający, iż znacznie lepiej jest nakręcić kolejną głupkowatą komedię pseudoromantyczną niż  zaryzykować stworzenie urzekającego mrocznym klimatem horroru, powinni się uczyć) znanego do tej pory co najwyżej z roli ofiary w "Doomsday" Neilla Marshalla (twórcy, którego notabene bardzo lubię, gdyż to właśnie on był przecież odpowiedzialny za klaustrofobiczne "Zejście" i emanujące czarnym humorem "Dog Soldiers") wyszło bowiem coś, co zawstydza większość kolegów po fachu. 


Wiem, że niewiele to zmieni w kwestii oceny (Wszak nie oszukujmy się. Fakt drobnych różnic nomenklaturowych absolutnie nie wpływa na poziom gry aktorskiej (Dodam wszak, że mimo świetnych kreacji Seana Pertwee (czyli m.in. Smith z "Ukrytego Wymiaru" czy sierżant Wells ze, wspomnianych już, "Dog Soldiers") i Kevina Howartha (rewelacyjnego Maxa z "Ostatniego Horroru")  całą śmietankę uwagi spija młodziutka, niespełna osiemnastoletnia Rosie Day, której udało się stworzyć tak przekonującą postać, że na jej ekranowe losy nie sposób patrzeć bez emocjonalnego zaangażowania. Zdecydowanie widać więc, że chyba warto będzie zapisać sobie w pamięci jej nazwisko i zwrócić uwagę na dalszy ekranowy rozwój , gdyż tak błyskotliwa kreacja w debiucie na wielkim ekranie znamionuje naprawdę spore możliwości, które tu zostały tylko zasygnalizowane) albo na moc odziaływania,  która jeśli mam być szczery w pewnych momentach znacznie przewyższa efekt, który całościowo udało się osiągnąć Gasparowi Noe w głośnym "Nieodwracalne") jednak dla własnej satysfakcji muszę zacząć od tego, iż gatunkowe zaszeregowanie tej produkcji jest dość kłopotliwe.


Bo choć nie brakuje tu gęstego klimatu, brudu (Zresztą, po filmie opowiadającym historię kobiet zmuszanych do prostytucji trudno spodziewać się by ktokolwiek przy zdrowych zmysłach zdecydował się na zastosowanie wymuskanych i sterylnie czystych zdjęć. Tak więc choć robota wykonana przez Adama Etheringtona może nie powala na kolana pod względem walorów estetycznych i nie sprawia by poszczególne obrazy zapadały w pamięć to jednak niewątpliwie została ona umiejętnie zrealizowana), przygnębiającej tematyki, brutalnych scen i okrucieństwa (które, w przeciwieństwie do filmów z gatunku "torture porn", nie jest tylko najważniejszym elementem, któremu podporządkowana jest fabuła i niewątpliwym celem samym w sobie, ale w budowaniu nastroju wydaje się pełnić niemal tak samo ważną rolę jak zatrudnieni aktorzy) to jednak z powodu braku jakichkolwiek elementów paranormalnych, w mojej ocenie będących elementem konstytutywnym każdego szanującego się horroru, dziełu brytyjskiego reżysera ( swoją drogą podobnie zresztą  jak to miało miejsce w przypadku, omawianej tu nie tak dawno, wstrząsającej "Dziewczyny z Sąsiedztwa") zdecydowanie bliżej jest do dramatu połączonego z sensacją na wzór "Szklanej Pułapki" niż pełnokrwistego przedstawiciela kina grozy. 


Podsumowując. Niewątpliwie "The Seasoning House" długo w mej pamięci nie pozostanie. Żadną miarą bowiem nie jest to najbardziej wstrząsający film jaki w życiu widziałem. Ba! W porównaniu z takimi produkcjami jak "Serbski Film" czy "Najście" dzieło Hyetta wypada dość lajtowo. Mimo wszystko jednak uważam, że jeśli ktoś ma ochotę na zobaczenie dobrze zagranej, wciągającej i wywołującej emocji pozycji, to zdecydowanie powinien po ten film sięgnąć. 


OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci