Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Halloweenowa Noc Filmowa

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Jakiś czas temu słyszałem opinię, że rzekomo nie potrzebuję specjalnej okazji by oglądać horrory wszak nie oglądam niemal żadnego innego gatunku. Przyznaję, że jest w tym trochę prawdy. Jednak wczoraj mieliśmy halloween, święto duchów i upiorów podczas którego grzechem jest nie obejrzeć jakiejś produkcji kina grozy.

 

A skoro przez ostatnich kilka lat (czyli od czasu wygrania darmowej wejściówki na pokazy obydwu części Grindhouse i remaku Halloween, odbywające się tak swoją drogą w nieistniejącym już dziś kinie "Pokój" ) czciłem w jeden sposób: chadzaniem na nocne maratony filmowe to pory kultywować tradycję.  Jednakże w tym roku i tak dokonałem jednej ważnej zmiany.

 

Skoro bowiem uznałem, iż repertuar maratonu organizowanego przez kino Helios nie jest zbyt zachęcający (Wszak wszystkie wyświetlane filmy już widziałem i szczerze mówiąc, może poza świetnym "Istnieniem", nie widzę tam tytułów, które chciałbym zobaczyć jeszcze raz) a konkurencji za bardzo nie widać, więc nie pozostaje mi nic innego jak dobrać sobie kilka tytułów, zasiąść przed ekranem, urządzić sobie własną noc filmową a potem w kilku krótkich słowach (bardzo krótkich, bo wstęp wyszedł nam trochę zbyt długi) je opisać. 

 

1. Zło {Evil} (2012)

Zło

Reżyseria: Peter Bebjak

Kraj: Słowacja

Czas trwania: 80 minut

Zacznijmy od garści filmowej egzotyki. I to dosłownie wszak w postaci "Zła" mamy tu do czynienia bodaj z pierwszym omawianym przeze mnie na tym filmem grozy  którego akcja dzieje się na terenie Słowacji (Oczywiście pomijam tu serię "Hostel", bo kraj w niej przedstawiony ma niewiele wspólnego z prawdziwą Słowacją). Muszę powiedzieć, że choć nie należę do grona entuzjastów kina found footage (Za bardzo kojarzy mi się on bowiem z arcynudnymi i pozbawionymi strzępów kreatywności obrazami w rodzaju "Paranormal Activity" i "Nawiedzonej Polski"), trudno tu mówić o jakiejś przesadnej oryginalności konceptu czy zapamietywalności a bohaterowie niewątpliwie powinni być bardziej interesujący to jednak doceniam, iż naszym wschodnim sąsiadom udało się mnie zaintrygować, opowiedzieć spójną historię, wykreować całkiem niezły klimat i stworzyć solidną produkcję, której niski budżet jest niemal całkowicie niewidoczny.  Polscy twórcy mogą tylko brać przykład 

 OCENA: 6/10

***

2. O miłości i śmierci {Dellamorte Dellamore} (1994)

DD

Reżyseria: Michele Soavi

Kraj: Hiszpania, Niemcy, Włochy

Czas trwania: 105 minut

Żałuję, że dopiero teraz uznałem za właściwe by zabrać się za ten film, bo nie będę ukrywał, iż jestem pod wrażeniem atmosfery tego fascynującego, niepowtarzalnego obrazu inwazji zombie tak odmiennego od niemal wszystkiego co się dzisiaj w tym temacie kręci. Mało tego! Uważam, "O miłości i śmierci" za jeden z bez wątpienia najciekawszych i najbardziej oryginalnych horrorów jakie w życiu widziałem oraz dzieło absolutnie godne polecenia.

Bo choć nie  doświadczymy tu zbyt wielu ekstremalnie brutalnych scen a sam obraz trudno nazwać szczególnie strasznym to jednak nie sposób nie polubić jego urzekającego, odrealnionego, na swój sposób dziwacznego i intrygującego (szczególnie jeśli chodzi o zakończenie) klimatu nasyconego niewymuszonym humorem oraz zaprezentowanego przez twórców  niezwykle  interesującego konceptu by w dość lekki, pomysłowy i inteligentny  sposób opowiedzieć o nekrofilii. Nie sposób nie zauważyć świetnej muzyki Manuela  De Sici, urody i niezaprzeczalnego uroku Anny Falchi oraz bardzo dobrej dyspozycji aktorskiej charyzmatycznego Ruperta Everetta.

Jednym słowem jest to film, który koniecznie trzeba zobaczyć.

OCENA: 9/10  

***

3. Medium (1985)

Med

Reżyseria: Jacek Koprowicz

Kraj: Polska

Czas trwania: 98 minut

Absolutnie nie dziwię się, iż ten film niemal powszechnie uznawany jest za najlepszy polski horror. I to wcale nie tylko dlatego, że z powodu braku powodzenia kina grozy wśród naszych filmowców, obraz Koprowicza nie ma praktycznie żadnej poważnej konkurencji (No może poza niepokojącym "Lokisem" Janusza Majewskiego).

Po prostu mamy tu do czynienia z bardzo dobrym, pomysłowo skonstruowanym, klimatycznym, trzymającym w napięciu i niezmiernie intrygującym obrazem, doprawionym świetną muzyką Krzesimira Dębskiego oraz kapitalnymi kreacjami aktorskimi (Szczególnie w wykonaniu polskiego sobowtóra Donalda Pleasence'a czyli Władysława Kowalskiego) 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci