Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: Moulin Rouge (2001)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

MR

Reżyseria: Baz Luhrmann

Scenariusz: Baz Luhrmann, Craig Pierce


Chyba robię się sentymentalny albo wręcz zakochany. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że choć na ogół nie przepadam za opowieściami o miłości i nie jestem jakimś wielkim fanem musicali, które w  normalnie staram się je omijać szerokim łukiem (Przyznaję, że ostatnim oglądanym przeze mnie filmem tego typu, było chyba "Chicago" Roba Marshalla) bo wolę krew i cierpienie, tak w przypadku dzieła stworzonego przez Baza Luhrmanna (Notabene autora  odpowiedzialnego za jeden z najlepszych filmów tego roku czyli cudownego 'Wielkiego Gatsby") i opowiadającego o uczuciu jakie połączyło ubogiego pisarza (niezbyt przekonujący Ewan McGregor) ze słynną paryską kurtyzaną (Nicole Kidman) nie mam innego wyjścia jak tylko przyznać, iż jest ono znakomitym obrazem.


Mimo wszystko nie da się wszak zaprzeczyć, że mamy tu do czynienia z pomysłowym, zachwycającym formą (Zwróćcie uwagę na przepiękne kostiumy i scenografię) i urzekającym atmosferą filmem, który jest na dodatek wzorcowo zrealizowany, zachowuje odpowiednie proporcje między lekkością a wywołującym wzruszenie dramatyzmem (Choć sam finał był jak na mój gust trochę zbyt patetyczny i wymuszony) kapitalnie zagrany (Szczególnie przez znakomitego jako Toulouse-Lautrec Johna Leguizamo, do złudzenia przypominającego Romana Polańskiego  Richarda Roxburgha oraz zjawiskową piękną Nicole Kidman), pełnym szalonego tempa oraz posiadają bohaterów, których nie sposób nie polubić. Jednym słowem stanowił połączenie sporej dawki szaleństwa z popisem wielkiego talentu (Jest bowiem sporym osiągnięciem sprawienie by tak ryzykowny pomysł jak wykorzystanie współczesnych piosenek,  w rodzaju "Roxanne", "Show must go on" czy "Smell Like Teen Spirit" nie robiło wrażenia sztucznych i dość manierycznych wtrętów, ale dzięki udanej aranżacji stanowiły one integralną część całego widowiska).


Podsumowując. "Moulin Rouge" jest dziełem niemal kompletnym. Tytułem, który zdecydowanie warto obejrzeć, bo jego urokowi, porównywalnemu z wdziękiem najpiękniejszej dziewczyny, tylko głupiec kompletnie nieczuły na piękno mógłby nie ulec.  

OCENA: 9/10

 

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci