Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: Sharknado (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Sharknado

Reżyseria: Anthony C. Ferrante

 

"Sharknado" to niewątpliwie jeden z największych fenomenów tego roku. Będący typowym przedstawicielem kina klasy "B" (Wraz ze wszystkimi wyznacznikami tego "gatunku" czyli maksymalnie drewnianym aktorstwem (W tym wypadku wszelkie rekordy bije zwłaszcza Tara Reid), beznadziejnymi efektami specjalnymi, absurdalnym konceptem (Najczęściej stanowiącym wszystko co dana produkcja ma najlepszego do zaoferowania), fabułą bardziej dziurawą niż polskie drogi i dialogami sztywnymi jak kowadło) film, o którym wszyscy mówią i który podczas swej premiery na antenie telewizji SyFy (Nazwa jest oczywiście jak najbardziej adekwatna do poziomu prezentowanych tam pozycji) przyciągnął przed ekrany prawie 1,5 milona Amerykanów. Nic więc dziwnego, że musiałem go obejrzeć.

 

I wiecie co? Choć nadal uważam, że jedynym udanym filmem o rekinach były genialne "Szczęki" w reżyserii Stevena Spielberga, a takie wynalazki jak "Bait" czy "Noc Rekinów" staram się omijać szerokim łukiem, to w przypadku "Sharknado" muszę powiedzieć, iż absolutnie nie żałuję podjętej decyzji.

 

Wszak mimo swoich rozlicznych wad, których część zdążyłem już pośrednio zasygnalizować, sam obraz naprawdę przyjemnie się oglądało, gdyż rezultat osiągnięty przez pana Ferrante okazał się dość lekki, całkiem angażujący, śmieszny i w sumie satysfakcjonujący. Tego samego nie mogę napisać niestety o omawianym tu wczoraj, maksymalnie irytującym "Five Across the Eyes", którego seans jest istną drogą przez mękę. 

 

Podsumowując. To zdecydowanie nie jest film dla każdego. Uważam jednak, iż ten kto potrafi się wyluzować, nie potraktuje tego co dzieje się na ekranie zbyt serio, wyłączy mózg i zamiast skupiać się na detalach będzie rozpatrywał to co widzi w kategorii "film tak zły, że aż dobry" (podobnie zresztą jak to miało miejsce w przypadku wielu innych dzieł tego typu, takich jak np. uroczo nieudolne "Birdemic" Jamesa Nguyena (Notabene przypomnijcie mi, żebym kiedyś dokończył swoją recenzję o tej produkcji), "The Room" Tommy'ego Wisseau czy stworzony przez Uwe Bolla "Postal") podczas oglądania "Sharknado" będzie się naprawdę dobrze bawił. A oto przecież w takim kinie chodzi. 

 

OCENA: 4/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci