Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Naznaczony: rozdział 2 {Insidious: Chapter 2} (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Insi2

 

Reżyseria: James Wan

 

Na pozór nic nie świadczyłoby, że „Naznaczony 2” będzie udaną produkcją. No bo niby czemu miałbym tego oczekiwać? Tylko dlatego, że w niewielkiej roli występuje tu urocza Jocelyn Donahue, która kreacją w „House of the Devil” Ti Westa pozostawiła w mojej pamięci dobre wrażenie? Przecież nie oszukujmy się. Nie dość, że pierwszy "Naznaczony" mi się niespecjalnie podobał, to na dodatek mieliśmy już w tym roku do czynienia z kilkoma innymi kontynuacjami dochodowych horrorów sprzed kilku lat, takich jak chociażby „Ostatni Egzorcyzm” czy „Haunting in Connecticut”, po których spodziewałem się sporo (szczególnie, że ich poprzednikami były całkiem udane obrazy ) , a które jednak jak do tej pory okazywały się mniejszymi lub większymi niewypałami (Najczęściej tymi drugimi). Więc dlaczego miałem sądzić, że w tym wypadku będzie inaczej?

 

Również osoba Jamesa Wana, reżysera o którym w pewnych kręgach z jakichś zupełnie irracjonalnych powodów mówi się jako o „mistrzu horroru” (co dla mnie, jak już kiedyś wspominałem jest jakimś ponurym żartem. Kompletnym nieporozumieniem, które uwłacza prawdziwym wirtuozom tego gatunku, takim jak chociażby John Carpenter czy nawet Roman Polański) nie napawała optymizmem. Przecież nie będę ukrywał, nie należy on do grona moich faworytów a stworzona przez niego w tym roku „Obecność” jest w mojej ocenie jednym z najbardziej przereklamowanych filmów roku. Typowym, niespecjalnie niepokojącym i bardzo mało interesującym średniakiem, po obejrzeniu którego kompletnie nie rozumiem tych wszystkich zachwytów ze strony przytłaczającej większości kinomaniaków, którzy nadają mu status dzieła ultra nowatorskiego i wybitnie strasznego (Ba! Niektórzy wręcz nazywają go „Najlepszym horrorem od lat”. No cóż! Nie oszukujmy się. Chyba tylko ten, kto oglądał bardzo małą ilość współczesnych filmów grozy, albo ograniczał się tylko do tych najbardziej nagłośnionych tytułów, takich jak na przykład nowa wersja „Carrie”, która poza kapitalną kreacją Chloe Moretz nie ma właściwie nic do zaoferowania, może wygadywać podobne farmazony. Wszak mieliśmy w tym czasie do czynienia chociażby z „Excision”, "Istnieniem", „Sinisterem” „Absentią”, „Livide”, „Domem w głębi lasu”, „American Mary”, „Alyce”, niezłym „Maniaciem” z rewelacyjną kreacją Elijaha Wooda czy bezkompromisowym „Serbskim Filmem”. A to tylko niewielki wycinek tytułów bijących „Obecność” na głowę). A jednak dziełu Jamesa Wana udało się mnie pozytywnie zaskoczyć. 

 

 Główną rolę w takim obrocie spraw niewątpliwie odgrywa fakt, że nie miałem w stosunku do produkcji opowiadającej o dalszych losach rodziny Lambertów jakichś wielkich oczekiwać. Z perspektywy czasu widać bowiem, że nie jest to dzieło idealne, jakoś szczególnie przykuwające uwagę,  zapadające w pamięć i zachęcające do ponownego seansu. Ba! Nie znajdziemy tu jakiejś większej oryginalności (Albowiem znów mamy tu do czynienia z patchworkiem, dowodzącym jedynie tego, że reżyser zgrabnie porusza się po cmentarzu gatunkowych klisz i potrafi umiejętnie łączyć ze sobą motywy wykorzystane w kinie grozy już setki tysięcy razy) czy przeszywającej grozy charakteryzującej produkcje z naprawdę wysokiej półki (vide „Egzorcysta” czy „The Thing” Johna Carpentera).

 

Tylko co z tego, skoro oglądając „Naznaczonego 2” obcujemy z obrazem sprawnie zrealizowanym pod względem warsztatowym,  porządnie zagranym (zwłaszcza przez uroczą Rose Byrne), pozbawionym większych fabularnych przestojów, dowodzącym gatunkowego obycia, dysponującym ciekawym scenariuszem i odpowiednio dawkowanym napięcie. Dziełem, które obejrzałem z wielką przyjemnością (o ile w ogóle można tak stwierdzić w odniesieniu do horroru) i co do którego mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, iż mi się podobało, oraz że jest jest ono w mojej ocenie tytułem lepszym i znacznie bardziej interesującym od swojego poprzednika. A co najlepsze, zakończenie w dość jednoznaczny sposób sugeruje, że doczekamy się kolejnej kontynuacji tej historii, bo przecież zło nie zostało jednoznacznie pokonane. Nie wiem jak wy ale ja po tym co James Wan zaserwował nam w tej części z niecierpliwością czekam na więcej. Zwłaszcza jeśli miałby się utrzymać dotychczasowy trend i ewentualna część trzecia byłaby jeszcze lepsza niż kapitalna dwójka.

 

Podsumowując.  Jeżeli zatem należycie do ludzi, którzy w kinie grozy ponad brutalność i hektolitry krwi preferują klimat to "Insidious chapter 2" wydaje się być produkcją przeznaczoną specjalnie dla was. 


OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci