Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Teksas- Pola śmierci {Texas Killing Fields} (2011)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

TKF


Reżyseria: Ami Canaan Mann 

Scenariusz: Don Ferrarone

Kraj: USA

Czas trwania: 105 minut


Po krótkiej przerwie na omawiane wczoraj dzieło p.t. "Miłość i inne nieszczęścia" (Tak jak już pisałem, podobało mi się, ale bez jakichś przesadnych zachwytów) dziś wracamy do zdecydowanie mocniejszych klimatów czyli tego co wszyscy znamy i kochamy. Nadszedł bowiem czas, aby wreszcie przyjrzeć się produkcji, która mimo dość niskiej oceny na Filmwebie (Co, jak się przekonaliśmy choćby przy okazji "Innkeepers" czy "Obecności", w gruncie rzeczy niewiele znaczy, może być mylące i absolutnie nie upoważnia by na tej podstawie budować jakiekolwiek daleko idące wnioski w kwestii poziomu konkretnego tytułu) chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Zresztą to chyba nie jest takie dziwne jeśli zważymy na mój nieskrywany sentyment do opartych na faktach opowieści o seryjnych morderców (tematyki, o której już niejednokrotnie pisałem, że w mojej opinii stanowi filmowy samograj. Tym razem sprawa dotyczy teksańskiego pustkowia, na terenie którego od 1971 roku miano rzekomo znaleźć zwłoki 61 kobiet) W dodatku, jakby mało było komuś tego co wymieniłem przed chwilą główne role odgrywają tu m.in. tak utalentowane aktorki jak Chloe Moretz i Jessica Chastain. Czyli krótko mówiąc: "Teksas- Pola Śmierci", film wyreżyserowany przez córkę słynnego Michaela Manna (autora tak udanych obrazów jak "Gorączka" czy "Łowca") absolutnie nie mógł mnie nie zainteresować. 


I muszę powiedzieć, że się nie rozczarowałem bo "Teksas- Pola Śmierci" niezaprzeczalnie przypadły mi do gustu. Nawet bowiem mimo faktu, że obrazowi Ami Canaan Mann brakuje naprawdę sporo do poziomu zaprezentowanego choćby przez rewelacyjny "Labirynt" Denisa Villeneuve (Notabene jednego z najlepszych obrazów tego roku i dzieła, które absolutnie polecam!) czy genialnego "Zodiaca" w reżyserii Davida Finchera a w dodatku zdarza mu się momentami przynudzać, to jednak w dalszym ciągu mamy tu do czynienia z wciągającym dziełem, dysponującym wystarczającą liczbą atutów (Szczególnie jeśli chodzi o takie aspekty jak gęsta atmosfera, nastrojowa muzyka Dickona Hinchliffe, umiejętny montaż (Dobrze, że nie mamy tu do czynienia z casusem "Wyspy" w reżyserii Michaela Baya, którą musiałem przestać oglądać bo sceny akcji zmontowano tam tak tragicznie źle (niech żyje współczesna moda na kilku sekundowe ujęcia), że nie tylko byłem potwornie zdezorientowany i kompletnie nie wiedziałem co się dzieje na ekranie, to na dodatek ciągłe miganie wywołało u mnie okropny ból głowy. A przecież nawet nie jestem epileptykiem!) oraz świetne kreacje aktorskie ( Zwłaszcza jeśli chodzi o wspomnianą tu już Chastain, wyrazistego Jasona Clarke'a, który w moim odczuciu aż prosił się o większą rolę oraz charyzmatycznego Jeffreya Deana Morgana czyli niezapomnianego Komedianta z genialnego "Watchmen. Strażnicy" Ba! Nawet Sam Worthington, który do tej pory był dla mnie co najwyżej znany jako "ten kawałek drewna z "Avatara", prezentuje się tu całkiem przyzwoicie) by można było o nim mówić jako o satysfakcjonującej propozycji. W dodatku film stwarza nam niepowtarzalną okazję by zobaczyć kto tak naprawdę zabił Laurę Palmer (No co? Przecież w jedną z postaci wciela się tutaj Sheryl Lee a każdy wpis z choćby niewielkim nawiązaniem do "Twin Peaks" automatycznie zyskuje na wartości) 

 

Podsumowując. Może i nie mamy tu do czynienia z obrazem przesadnie oryginalnym i zapadającym w pamięć. Jednak jeśli lubicie klasycznie zrealizowane, dobrze opowiedziane i trzymające w napięciu historie o seryjnych mordercach to "Teksas-Pola Śmierci" wydają się być produkcją, którą powinniście się zainteresować i której zdecydowanie warto dać szansę.

 

OCENA: 7/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci