Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Uwaga! Złe kino! (część 1.) czyli "Five Across the Eyes" (2006)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

FATE

Reżyseria: Greg Swinson, Ryan Thiessen

 

Witajcie w pierwszym odcinku nowej, bardzo nieregularnej serii na moim blogu, w którym będę opisywał jedne z najgorszych filmów z jakimi się spotkałem i pewnie niejednokrotnie będę spotykał (Zwłaszcza, iż jestem wierny zasadzie, sformułowanej kiedyś chyba przez Zbigniewa Kałużyńskiego głoszącej, że aby docenić dobre kino najpierw trzeba wielokrotnie obcować z tym złym) 


A ponieważ dobry początek jest rzeczą bardzo ważną to na pierwszy ogień pójdzie film, który tak swoją zainspirował mnie do stworzenia całej tej rubryki. Obraz, na którego tle nawet tak "udane" dzieła jak "Katakumby", "Madison County", "Zaciemnienie"  czy "Nawiedzona Polska", które same w sobie są wręcz tragiczne a ich oglądanie grozi poważnymi zaburzeniami psychicznymi, gdyż potrafią wywołać zdumiewające reakcje w rodzaju chęci uderzania głową w biurko z bezsilności czy nieodpartej potrzeby patrzenia w ścianę nieobecnym wzrokiem (Co uwierzcie mi byłoby znacznie lepszym wyjściem niż oglądanie tamtych arcydzieł) i zmuszają do zadawania sobie pytania "po co ja to właściwie oglądam", prezentują się jakby wyszły spod ręki Alfreda Hitchcocka. Oto "Five Across the Eyes".


Film tak zły, że nie potrafię nawet powiedzieć jaka właściwie idea przyświecała twórcom tej abominacji oraz co właściwie chcieli nam przekazać historią czterech dziewczyn jadących samochodem w nocy po jakichś amerykańskich bezdrożach. Dzieło niepotrzebne, ekstremalnie nudne (A ja biedny myślałem, że obserwowanie Shannyn Sossamon łażącej po korytarzach w "Katakumbach" czy "samotnych wędrówek" Elizabeth Olson po "Cichym Domu" było mało interesujące. Tymczasem w tym przypadku sam się zastanawiam jakim cudem w ogóle wytrzymałem do końca filmu zamiast wyłączyć po piętnastu minutach) nie potrafiące zbudować jakiegokolwiek napięcia czy klimatu. Tytuł zrobiony bez pomysłu, talentu oraz w sposób całkowicie amatorski (W najgorszym znaczeniu tego słowa. Powitajmy więc muzykę kontrastującą z przedstawianymi wydarzeniami oraz fakt, że dzięki "błyskotliwemu" oświetleniu na ekranie i "nowatorskiemu" sposobowi filmowania, polegającym na maksymalnym rozdygotaniu kamery, praktycznie niemożliwe staje się śledzenie tego co dzieje się na ekranie bo kompletnie nic nie widać). Produkcja, w której wszystkie postacie są maksymalnie irytujące i antypatyczne a zaangażowane aktorki wydają się nie przejawiać nawet strzępków zdolności aktorskich czy osobowości (Ba! Można by było chociaż oczekiwać, ,że będą one przynajmniej nadrabiały urodą, ale, oczywiście, nie dostajemy nawet tego). Obraz męczący do tego stopnia, że jego seansu nie doradziłbym nawet największemu wrogowi.

 

Dlatego ostrzegam: Jedyne dzieło (Na całe szczęście!) reżyserskiego duetu Swinson/Thiessen jest  prawdziwym koszmarem i jeśli wam życie miłe nie zbliżajcie się do tego "tworu" na odległość osiemdziesięciu kilku kilometrów. Naprawdę nie warto się tak narażać. 

 

OCENA: 2/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci