Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Ambassada" (2013) czyli Machulski (ponownie) bawi się w podróże w czasie!

bradesinarus

Ambassada

 

Reżyseria: Juliusz Machulski

Nie wiem. Może to wynik mojego specyficznego poczucia humoru (które tak swoją drogą sprawia mi ostatnio sporo kłopotów w kontaktach interpersonalnych. Ale to nie jest ani czas, ani miejsce na kontynuowanie tego tematu więc pozwólcie, iż nie będę wchodził w szczegóły), wrodzonej przekory, faktu, że naprawdę lubię twórczość Machulskiego, (który, jak już kiedyś wspominałem, do tej pory mnie nie zawiódł) czy kwestia, wyniesionego z nałogowego niemalże oglądania w dzieciństwie "Latającego Cyrku Monthy Pythona" na przemian z "Allo Allo", zamiłowania do podobnie zwariowanych pomysłów jak koncept z przedstawieniem drugiej wojny światowej na wesoło (To by wyjaśniało dlaczego podobało mi się np. "Iron Sky") ale muszę powiedzieć, że "Ambassada" naprawdę nie jest tak złym filmem jak wszyscy wokół przedstawiają, a jej negatywny odbiór wynika moim zdaniem nie z jej jakości, tylko raczej z tego, że zdecydowanej większość krytykujących przejawia zaskakujący brak luzu (Niezbędnego przy tego produkcjach) albo nigdy tego obrazu nie widziała i najzwyczajniej w świecie płynie z nurtem , albo podchodzi do niego z nastawieniem (wiem, bo autentycznie spotkałem takich ludzi),  dla których liczą się wyłącznie obrazy bombardujące nam patosem i martyrologią (której ja, co już wielokrotnie mówiłem, mam już po dziurki w nosie), a takie lekkie podejście  jest niestosowne jakie proponuje Machulski jest niestosowne, gdyż ich zdaniem zahacza o szydzenie z ofiar hitlerowskiego okupanta. 

 

Jasne! Przyznam uczciwie, że w gruncie rzeczy "Ambassada" nie jest filmem doskonałym, a do poziomu prezentowanego przez najlepsze dzieła polskiego mistrza komedii (takich jak chociażby "Vinci" czy "Seksmisja") jest jej równie daleko jak mnie do zostania sławnym tenisistą. Ba! Z łatwością możemy tu znaleźć elementy, które ewidentnie niedomagają: gra aktorska powinna być znacznie lepsza (zwłaszcza kiedy mówimy o naszych rzekomych protagonistach bo Robert Więckiewicz i Adam Darski radzą sobie całkiem przyzwoicie. Tymczasem Magdalena Grąziowska (notabene wydająca się być naprawdę sympatyczną dziewczyną)  i Bartosz Porczyk snują się po ekranie z wdziękiem zombie nie przejawiając nawet za grosz talentu), pan Machulski zdecydowanie mógłby trochę pohamować swoje ego zamiast wciskać się niemalże do lodówki (Zrozumiecie jak obejrzycie film), niektóre żarty i gagi są więcej niż czerstwe (Główny bohater jest pisarzem, więc musi nosić jakże subtelne nazwisko Rajter a w filmie koniecznie musiała znaleźć się scena z Hitlerem na  sedesie. No po prostu himalaje humoru. Aż boki zrywać!) a o tragicznych efektach specjalnych, zrobionych chyba w paincie przez średnio ogarniętego gimnazjalistę  lepiej nie wspominać aby nie podnosić sobie ciśnienia, bo to podobno szkodliwe.

 

Paradoksalnie jednak "Ambassada" posiada również wystarczająco wiele atutów pozwalających nazwać ją satysfakcjonującym i pełnym niezaprzeczalnego uroku obrazem znamionujących wysoką klasę i znamionujących powrót Machulskiego do formy (Bo nie oszukujmy się kilka ostatnich filmów sygnowanych nazwiskiem tego reżysera (w rodzaju co najwyżej średniej "Kołysanki" czy "Ile waży koń trojański") doprawdy trudno nazwać udanymi produkcjami) czy po prostu autentycznie śmieszną i zapewniającą relaks komedią (Zwróccie choćby uwagę na początkowa scena w barze, kilka naprawdę dobrych tekstów (zresztą Machulski zawsze dysponował ciętym piórem więc absolutnie nie powinno mnie to dziwić) czy umiejętnie wplecione nawiązanie, z którego notabene  tylko ja jeden na sali się zaśmiałem bo inni widzowie najwyraźniej go nie załapali, do debiutanckiego filmu Romana Polańskiego), która nie jest tylko pustą rozrywką ale próbuje nam przekazać jakieś przesłanie(o czym może świadczyć zakończenie pokazujące, w rytmie kapitalnej piosenki Czesława Niemena "Sen o Warszawie" (Której umieszczenie w zwiastunie promocyjnym wzbudziło, jak zapewne pamiętacie, niemałe poruszenie i wywołało spore kontrowersje) jak mogłaby wyglądać nasza stolica gdyby nie było II wojny światowej)

 

Zatem podsumowując mogę stwierdzić, że choć  osobiście odniosłem bardzo pozytywne wrażenie z seansu i bawiłem się zaskakująco dobrze (o czym świadczy, całkiem wysoka jak na kaliber wymienionych błędów, ocena) to jednak chyba nie będę was namawiał do oglądania tej produkcji. "Ambassada" bowiem należy w mojej ocenie do tego specyficznego gatunku filmów, który nie każdemu przypadnie do gustu. Obrazów, przy których nie ma sensu sugerować się recenzjami tylko  należy we własnym sercu rozważyć czy takie kino nam odpowiada. Do  "Ambassady" trzeba podejść do niej na luzie i bez uprzedzeń (Tak jak ja to zrobiłem). W przeciwnym razie będziemy zwracali uwagę wyłącznie na minusy i wyjdziemy z kina absolutnie zdegustowani.


OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci