Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Open Grave" (2013) czyli rehabilitacja Sharlto Copleya

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

OG

Reżyseria: Gonzalo Lopez Gallego

Scenariusz: Chris Borey, Eddie Borey

Kraj: USA

Gatunek: Horror

Czas trwania: 102 minuty


Dzieło, na którego możliwość obejrzenia niecierpliwie oczekiwałem już od chwili usłyszenia pierwszych pogłosek na jego temat (Ba! Nie tak dawno umieszczałem tu jego zwiastun) i na którego poziomie w gruncie rzeczy się  nie zawiodłem (Czego nie mogę powiedzieć o kilku innych tegorocznych premierach, takich jak chociażby "Oldboy").

 

Oczywiście zdaje sobie sprawę, że nie wszyscy z was podzielą mój entuzjazm, i że najczęstszą reakcją będą narzekania na fabularną wtórność, niewielką wyrazistość, dość wątłe tempo akcji, ograniczoną ilość brutalnych scen czy niemal absolutny brak krwawej rzezi. Tak to wszystko prawda! I bez cienia wątpliwości dodam, że wówczas mogłaby to być znacznie lepsza produkcja, zbliżona poziomem intynsywności do kapitalnego "Maniaca"  czy rewelacyjnego "Labiryntu". Tylko czy naprawdę wyłącznie tego powinniśmy takich "atrakcji" powinniśmy oczekiwać od kina grozy? Przecież moim zdaniem zdecydowanie ważniejszy jest ogólny nastrój, wciągająco opowiedziana historia i interesujący bohaterowie, a pod tym względem "Open Grave" (Notabene stworzony przez mało znanego hiszpańskiego reżysera, który do tej pory miał na swoim koncie co najwyżej średnio udane "Apollo 18" (Przynajmniej wg. tego co słyszałem. Wszak do tej pory jeszcze się za tę produkcję nie zabrałem. Może trochę szkoda bo dzisiejszy film niezbicie dowodzi, że mamy tu do czynienia ze sprawnym rzemieślnikiem, który zna się na swoim fachu)) zupełnie nie ma się czego wstydzić. Wszak nie zostawia on żadnych złudzeń co do tego, iż niskobudżetowy nie musi automatycznie oznaczać gorszy (Zresztą prawdę mówiąc, to szczerze wątpię czy ktokolwiek po zobaczeniu np. "Absentii", "Shallow Ground", "The Cube" czy "Drogi Donikąd" mógł mieć w tej kwestii jakiekolwiek wątpliwości) i udowadnia, że przy włożeniu niewielkich pokładów kreatywności można otrzymać naprawdę udany, trzymający w napięciu, sprawnie zrealizowany i niezaprzeczalnie interesujący horror, który usatysfakcjonuje nawet najbardziej wybrednego miłośnika gatunku.  Film, który w dodatku jest przyzwoicie zrealizowany od strony warsztatowej (zwłaszcza jeśli chodzi o wibrującą muzykę Juana Navazo oraz robotę operatorską wykonaną przez Jose Davida Montero) i  całkiem nieźle radzi sobie z kreowaniem klimatu, a dzięki zadowalającej grze aktorskiej (Szczególnie ze strony Thomasa Kretschmanna i Sharlto Copley'a, który notabene zaprezentował się tu zdecydowanie korzystniej niż we, wspomnianym we wstępie, dziele Spike'a Lee i odrobinę odkupił swoje winy) potrafi sprawić (co naprawdę nie jest takim częstym osiągnięciem) byśmy przejmowali się losem przedstawionych w nim postaci i chcieli poznać finał całej opowieści (Tak swoją drogą bardzo zaskakujący i dość pesymistyczny jednak nie mam zamiaru psuć wam przyjemności, więc go nie zdradzę)  

 

Na koniec dodam jeszcze to, że "Open Grave" pod względem ogólnego klimatu przywodzi na myśl kapitalnych "Zagubionych", "Enter Nowhere", "The Sleepless" czy "The Cube" (Oczywiście mówię tu nie o jakimkolwiek fabularnym podobieństwie, choć na upartego i takie się tu niewątpliwie znajdzie, ale raczej o ogólnym koncepcie: Oto grupka nieznajomych sobie ludzi pewnego dnia budzi się w tajemniczym miejscu i, mimo początkowej niechęci, jej członkowie muszą nauczyć się ze sobą współpracować by nie tylko przeżyć, ale przede wszystkim aby dowiedzieć się jak oraz dlaczego się tu znaleźli). Wbrew pozorom ma to swoje znaczenie. Jak bowiem doskonale wiecie jestem miłośnikiem takiej enigmatycznej atmosfery oraz nieprzywidywalnej fabuły, która umiejętnie myli tropy tak więc rozumiecie chyba, że łatwo mnie tym kupić.

 

Podsumowując. W mojej ocenie "Open Grave" to film zdecydowanie godny polecenia i jeden z najciekawszych obrazów roku a jego autor wyrasta na całkiem obiecującego reżysera, któremu niewątpliwie trzeba się będzie bliżej przyjrzeć. 


OCENĘ 7,5 /10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci