Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Wyrównywanie Filmowych Zaległości (edycja 2013 część 1.) czyli tradycji musi stać się zadość!

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Koniec roku, a wraz z nim tradycyjne już podsumowanie zbliża się co raz większymi krokami. I chociaż jak do tej pory jestem zadowolony z ilości obejrzanych tegorocznych filmów (łącznie z obejrzanymi dziś 101. Chyba, a raczej zdecydowanie na pewno, mój rekord), która sprawia, że nie muszę pędzić na złamanie karku to jednak przyznaję, że kilka produkcji jeszcze na mnie czeka. No to zaczynamy!

 

1. "Po imprezie" [Afterparty] (2013)

Afterparty

Reżyseria: Miquel Larraya

Scenariusz: Miquel Larraya

Kraj: Hiszpania

Gatunek: Horror

Czas trwania: 78 minut

Nic nadzwyczajnego i zdecydowanie lepiej go sobie odpuścić.  Ot taki sobie teen-slasher w stylu "Krzyku", tyle że z Hiszpanii. Widocznie komuś zabrakło talentu by dorównać doskonałemu "Instytutowi" Jakuba Żulczyka (Notabene serdecznie polecam sięgnąć po tę książkę, najlepiej zanim ktoś wpadnie na pomysł by ją zekranizować. Naprawdę świetnie się ją bowiem czyta, autentycznie wciąga, posiada umiejętnie zbudowany klimat i dowodzi, że pojęcie "polski horror" nie musi być uważane za oksymoron.) Niespecjalnie wyrazisty, przewidywalny (szczególnie jeśli wcześniej oglądało się świetne "Kłamstwo" Jeffa Wadlowa), niezbyt trzymający w napięciu (Ba! Powiedziałbym nawet, że fragmentami wręcz nużący) oraz nieszczególnie krwawy horror z mało interesującymi bohaterami oraz dość słabą grą aktorską. Na plus tej produkcji mogę zaliczyć chyba jedynie urodę grających tu dziewczyn, na które naprawdę przyjemnie się patrzy (zresztą nie ma się czemu dziwić. W końcu to hiszpanki)  

OCENA: 4/10

***


2. Filth (2013)

filth

Reżyseria: Jon S. Baird

Scenariusz: Jon S. Baird

Kraj: Wielka Brytania

Gatunek: Dramat, Komedia Kryminalna

Czas trwania: 97 minut

Ekranizacja głośnej powieści Irvina Welsha czyli autora, którego inne dzieło (Chyba nie muszę dodawać, że mam tu oczywiście na myśli fenomenalny "Trainspotting") posłużyło za kanwę jednego z najlepszych filmów, zaraz obok "28 dni później" w karierze Danny'ego Boyle'a. Obraz, który mnie absolutnie urzekł oraz sprawił, że niemal na ostatniej prostej włączył się do wyścigu o tytuł najlepszego filmu roku, w dodatku z poważnymi szansami na wygraną. Dzieło zrealizowane w stylistyce przypominającej połączenie Guya Ritchie i Quentina Tarantino, posiadające urzekający, lekko surrealistyczny klimat, kapitalne dialogi, rewelacyjną kreację Jamesa McAvoya, która w pełni zasługuje na tytuł najlepszej kreacji roku, świetną muzykę Clinta Mansella  oraz przeuroczą Imogen Potts. W przeciwieństwie do poprzednika ten obraz mogę z czystym sumieniem polecić!



OCENA: 9/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci