Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Krótka piłka: "Do szaleństwa" {Like Crazy} 2011

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

LC

 

Reżyseria: Drake Doremus

 

Pewnie to w dużej mierze wynik tego, że nie jakoś nieszczególnie przepadam za takim kinem jakie oferuje nam Drake Doremus (Co oczywiście wcale nie oznacza, że pojedyńczy przedstawiciele nie mogą mi się podobać. Szczególnie kiedy, tak jak w przypadku "Drzazg" czy "Między Słowami" są to produkcje dysponującą urzekającym nastrojem, niegłupią fabułą, świetnie rozpisanymi dialogami oraz przekonującą grą aktorską. Czy ja naprawdę aż tak wiele wymagam?) albo mam bardzo dziwny próg wrażliwości,   ale muszę powiedzieć, że "Like Crazy" nie przypadło mi do gustu.

 

Żebyśmy się jednak dobrze zrozumieli. Absolutnie nie twierdzę, że mamy tu do czynienia ze złym filmem.  Ba! Wręcz przeciwnie. Uważam, że Felicity Jones jest naprawdę przeurocza (Napisałbym, że chciałoby się ją częściej mieć okazję podziwiania jej na ekranie. Jednak nadal nie mogę oprzeć się wrażeniu, wyartykułowanemu zresztą przy okazji omawiania "Chalet Girl", że jej dziewczęcy wygląd  sprawia, że oglądanie jej w charakterze obiektu zainteresowań zahacza o czystą pedofilię) i autentycznie przejawia aktorski talent, całość jest naprawdę dobrze zrealizowana jeśli chodzi o aspekty techniczne a wydarzenia przedstawiane na ekranie mogą znaleźć swoich admiratorów. Po prostu ja do nich nie należę.

 

Nie potrafię bowiem wczuć się w sytuację bohaterów, między którymi kompletnie nie widać jakichkolwiek śladów ekranowej chemii a ich relacja jest tak doskonale jałowa, że mogłaby z powodzeniem służyć w charakterze gazy opatrunkowej. Nie mogę przejść do porządku dziennego nad brakiem pozorów oryginalności czy wdzięku, nad słabą kreacją aktorską Antona Yelchina, nad tym, że Jennifer Lawrence gra taką samą antypatyczną postać jak zawsze (Po obejrzeniu ośmiu tytułów z jej udziałem poważnie się zastanawiam, czy ona w ogóle potrafi stworzyć inną kreację poza kolejnym wariantem zimnej suki) a przede wszystkim nad faktem, że film zupełnie mnie wciągnął i raczej znudził zamiast zainteresować.

 

Podsumowując. Chyba nie powinienem robić aż tak gwałtownych przeskoków w tematyce i klimacie oglądanych filmów, gdyż zdecydowanie mi to nie służy."Do szaleństwa"jest bowiem  wg, mnie dziełem absolutnie przeciętnym, pozbawionym choćby cienia uroku  czy krztyny oryginalności. Obrazem przeznaczonym wyłącznie dla wielbicieli melodramatów, osób zakochanych lub fanów zjawiskowej i przeuroczej Felicity Jones (pod tym stwierdzeniem mogę podpisać się dwiema rękami)  Inni widzowie zdecydowanie nie mają tu czego szukać 

 

OCENA

5/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci