Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

WFZ (Wyrównywanie filmowych zaległości) 2013 czyli Sylwestrowa noc filmowa albo projekt 110

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

Po raz kolejny jakoś tak się złożyło, że musiałem sobie sam zorganizować sylwestrowy maraton filmowy (Bo przecież mam swoją godność i nie pójdę na "noc z Hobbitem" Spróbujmy zatem niejako przy okazji osiągnąć pułap 110 obejrzanych produkcji spośród tych filmów, które miały swoją premierę lub zostały dopuszczone do szerszej dystrybucji w 2013 roku. To chyba nie będzie takie trudne. Zostały mi przecież tylko 3 tytuły!(Choć, jak się za chwilę dowiecie, jednego z seansów omal nie przypłaciłem rozstrojem nerwowym)  

1. To już jest koniec {This Is The End}

TJJK

 

Reżyseria: Evan Goldberg, Seth Rogen

Gatunek: Fantasy, Komedia

Czas trwania: 106 minut

 

Jak wiecie lubię dziwne i maksymalnie odjechane pomysły, więc komedia, w której James Franco, Jonah Hill, Michael Cera, Seth Rogen, Jay Baruchel, Danny McBride czy Emma Watson grają samych siebie postawionych w obliczu zagłady Ziemii na prawdziwie biblijną skalę, wydawała mi się gwarancją zwariowanego humoru, fajnej atmosfery, masy popkulturalnych nawiązań a przede wszystkim doznaniem podobnego kalibru jakie zapewniły seansy takich produkcji jak "Tropic Thunder", "John Dies at The End", "Dogma" albo "Zombieland".

No cóż! "To już jest koniec" nie jest taką produkcją jakiej się spodziewałem. Mamy tu bowiem raczej do czynienia z poziomem zbliżony do omawianej przeze mnie jakiś czas temu "Rapturepaloozy". Bo choć na ekranie dużo się dzieje, całkiem przyjemnie się ten obraz ogląda a dialogi i gra aktorska momentami miewają przebłyski urzekającej lekkości (Szczególnie jeśli chodzi o dyspozycję zaprezentowaną przez Danny'ego McBride'a) czy kreatywności to jednak nie jest on niestety tak dobrym filmem jakim mógłby być i nieszczególnie zachęca do ponownego seansu.

Za mało tu zwariowanego humoru, a za dużo momentów takich jak początkowa scena na przyjęciu podczas, których wręcz modlimy się by zaczęło się dziać coś interesującego.

 

OCENA: 6/10 

***

2. Życie Adeli {Blue is the Warmest Color} (2013)

LM

Reżyseria: Abdellatif Kechiche

Gatunek: Melodramat

Czas trwania: 170 minut


Zacznę bowiem od tego, że tegoroczny zdobywca Złotej Palmy w Cannes i, niejako przy okazji, jedna z najbardziej kontrowersyjnych produkcji absolutnie nie jest złym filmem. Prezentuje naprawdę wysoki poziom (Zwłaszcza, jeśli mówimy o takich aspektach jak przekonujące i odważne kreacje aktorskie Adele Exarchopoulos i Lei Seydoux oraz urzekająca robota operatorska wykonana przez Sofiana El Fani) a problem przez niego poruszany niewątpliwie jest ważny.

Jednak dla pełnego obrazy muszę również przyznać, że  do mnie dzieło stworzone przez francuskiego reżysera kompletnie nie przemówiło, więc podczas seansu śmiertelnie się wynudziłem zamiast wykazywać szczątkowe zainteresowanie losem głównej bohaterki i ledwo dotrwałem do końca. Choć w sumie trudno się temu dziwić. Szczególnie znając moje filmowe zainteresowania i wiedząc, że uwielbiam odrealnione klimaty, zaś takie niewolnicze wręcz trzymanie się autentyzmu i kino typowo festiwalowe to kompletnie nie moja bajka. Zwłaszcza, że przez bardzo nieśpieszną narrację film ciągnął się jak flaki z olejem i sprawiał wrażenie jakby nie miał zamiaru się skończyć.  

No cóż! Chyba po prostu nie należałem do grupy docelowej tego tytułu.

OCENA: 6/10 

***

3. American Hustle

AH

Reżyseria: David O. Russell

Gatunek: Dramat, Kryminał

Czas trwania: 138 minut

No cóż. Choć film twórcy "Poradnika Pozytywnego Myślenia" (Notabene będącego jedną z najlepszych komedii romantycznych ostatnich lat) opowiadający historię błyskotliwego oszusta, który zostaje zmuszony do pracy dla niezrównoważonego agenta FBI przy infiltrowaniu świata mafii nie ma może mocy odziaływania kapitalnego "Wilka z Wall Street", to jednak posiada niezaprzeczalny urok, urzekającą atmosferę, bardzo dobrą grę aktorską (Zwłaszcza jeśli chodzi o kapitalnego Bradleya Coopera i świetną Jennifer Lawrence, której najwyraźniej służy współpraca z tym reżyserem bo nie tylko jest dlas mnie akceptowalna w tych produkcjach, to przecież za rolę we wzmiankowanym tu już "Poradniku Pozytywnego Myślenia" dostała, notabene niezasłużonego ale to nie czas i nie miejsce by się o to kłócić, Oscara) czy nastrojową ścieżką dźwiękową, jest sprawnie zrealizowany i całkiem przyjemnie się go ogląda (Nawet nie wiecie jak było mi to potrzebne po tak męczącym seansie, jak "Życie Adeli"). Świetne kino zrealizowane w starym stylu bez zbędnych postmodernistycznych udziwnień, które w tym wypadku tylko psułyby finalny efekt. 


OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci