Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Na własne ryzyko" {Safety not guaranteed} (2012) czyli idealna propozycja na Walentynki

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

SNG

 

Reżyseria: Colin Trevorrow

 

Jak zapewne wiecie jutro "Święto Zakochanych". Jeśli zatem ktokolwiek z was szuka na tę okazję jakiegoś ciekawego, najlepiej niezbyt znanego obrazu, który mógłby obejrzeć ze swoją połową to chyba mam dla niego idealną propozycję. Oto "Na własne ryzyko".

 

Debiutancki, pełnometrażowy film Colina Trevorrowa (I trzeba przyznać, że chyba nie tylko w mojej opinii wypadł on przekonywująco na fotelu reżysera. Wszak zdecydowano się powierzyć mu stery planowanej na rok 2015  kolejnej części Parku Jurajskiego. Swoją drogą nie sposób tu nie wspomnieć o casusie Garetha Edwardsa, który co najmniej przyzwoitą "Strefą X" wyrobił sobie przepustkę do wyreżyserowania nowej wersji "Godzilli" czyli, przynajmniej przeze mnie, jednego z najbardziej oczekiwanych obrazów tego roku) to pełna ciepła opowieść o początkującej  dziennikarce (W tej roli Aubrey Plaza, którą ja osobiście  kojarzę głównie z występu w rewelacyjnym "Scott Pilgrim kontra Świat"), która pewnego dnia natrafia na pewne niecodzienne ogłoszenie. Jego nadawca ogłosił bowiem, iż poszukuje osoby, która zgodziłaby się towarzyszyć mu podczas podróży w czasie. Wszystko oczywiście pod warunkiem, że w razie ewentualnego wypadku on nie ponosi za nic odpowiedzialności. Dziewczyna uznaje, iż jest to fantastyczny temat na reportaż i postanawia odnaleźć ogłoszeniodawcę. 

 

Mimo, że wielu widzom ten film może wydać się nudny oraz nieciekawy. Szczególnie, że jak na kino sf to nie doświadczymy tu raczej jakoś szczególnie olśniewających efektów specjalnych (W sumie to nawet lepiej. Wszak biorąc pod uwagę jak niskim budżetem dysponowali twórcy tego obrazu można się założyć, że musielibyśmy obcować z prawdziwą inwazją mizernie wyglądającego CGI w rodzaju ptaków z "Birdemic" Jamesa Nguyena) czy spektakularnych zwrotów akcji (Mamy jeden w samym finale, ale za to tak zaskakujący, że nawet nie wiem czy powinienem w ogóle o nim wspominać by nie psuć wam niespodzianki) tak więc hardkorowi fani fantastyki nie mają tu raczej tu raczej czego szukać i zdecydowanie bardziej powinni sięgnąć po urzekające hiszpańskie "Zbrodnie Czasu" w reżyserii Nacho Vigalondo, widowiskowe "Pacific Rim" czy intrygującego "Primera".

 

Jeśli natomiast ktoś doceni fakt, że intencją autora ewidentnie było tu przemycenie pod płaszczykiem kina gatunkowego przeuroczej, dobrze zrealizowanej, jeszcze lepiej zagranej (szczególnie jeśli weźmiemy pod uwagę kreację, wspomnianej tu już Aubrey Plazy, która radzi sobie naprawdę świetnie, pokazuje, iż talent i uroda czasem idą ze sobą w parze a z grającym tu rolę nadawcy Marciem Duplassem tworzą naprawdę udany duet gdyż łączy ich absolutnie pozytywna ekranowa chemia) historii o ludziach poszukujących swego miejsca w świecie (Czyli czegoś na podobieństwo rewelacyjnej "Dziewczyny z szafy", "Drzazg", "Ruby Sparks" czy "Przyjaciela do Końca Świata") w dodatku sprawnie poprowadzonej, pełnej humoru i dysponującej sympatycznymi bohaterami to seans "Na własne ryzyko" będzie dla niego udanie spędzonym czasem.

 

Podsumowując. "Na własne ryzyko" to w mojej  ocenie obok omawianego tu kilka dni temu filmu "Charlie" Stephena Chbosky'ego kolejny dowód na to, iż rok był naprawdę dobrym okresem dla światowej kinematografii i zaowocował kilkoma produkcjami, po zdecydowanie warto sięgnąć nie tylko w charakterze idealnego seansu filmowego  na Walentynki.  


OCENA: 8/10

 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci