Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Drzwi Obok" {Naboer} (2005)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

ND

 

"Drzwi Obok" (określane przez niektórych recenzentów jako "Alicja w krainie czarów" dla dorosłych) opowiadają historię Johna (brawurowo zagranego przez Kristoffera Jonera), który nie może się otrząsnąć po rozstaniu z dziewczyną. Pewnego dnia do do sąsiedniego mieszkania wprowadzają się dwie piękne kobiety a dla bohatera rozpoczyna się niebezpieczna zabawa, w której splatają się seks i przemoc

 

Powiem krótko: "Naboer" to naprawdę dobra produkcja i jestem niezmiernie zadowolony z faktu, że w końcu się za nią zabrałem. W dodatku jej seans ma niejako charakter edukacyjnym, wszak może ona z powodzeniem stanowić wzór dla innych twórców (Takich jak np. Maciej Odoliński, odpowiedzielny za stworzenie recenzowanego tu kilka dni temu koszmarka zatytułowanego "Ostra Randka", którego jedyną zaletą była uroda występującej w nim Sylwii Boroń) jak powinien wyglądać rasowy thriller. 

 

Zdecydowanie mogliby się oni bowiem od norweskiego reżysera nauczyć tego jak przy użyciu minimalnych środków, warsztatowej sprawności oraz unikania taniego efekciarstwa (w rodzaju przesadnego rozlewu krwi i epatowania ekranową makabrą) stworzyć obraz niegłupi, klimatyczny, zmuszający do myślenia oraz w pełni satysfakcjonujący.

 

Inspirowane twórczością Alfreda Hitchcocka (Co, nie oszukujmy się, jest momentami aż nadto wyczuwalne i czego sam autor bynajmniej się nie wypiera) czy Romana Polańskiego "Drzwi Obok", nie dość, że stanowią pasjonujące studium obłedu to na dodatek posiadają te wszystkie elementy, których zabrakło przywoływanemu dziełu polskiego twórcy.

 

Znajdziemy tu zatem zarówno świetną grę aktorską ( z magnetyzującym Kristofferem Jonerem na czele) czy całkiem wciągającą fabułę (aczkolwiek trzeba wyraźnie zaznaczyć, że dla widza choćby średnio obytego z prawidłami gatunku jej przebieg nie będzie  żadnym zaskoczeniem) jak również niepokojący, mroczny klimat na pograniczu jawy i snu (potęgowany przez kapitalną muzykę Simona Boswella) oraz umiejętnie budowane napięcie. 

 

Podsumowując. Jeśli w kinie wolicie "atmosferę niż noże czy siekierę" albo po prostu macie ochotę na seans dobrego kina, w starym stylu i nie razi was dość wolno rozwijająca się fabuła to zdecydowanie polecam sięgnąć po ten kapitalny, aczkolwiek dość mało znany obraz. Raczej nie powinien was zawieść. 

 

OCENA: 8/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci