Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Mr Nobody" (2009)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!


Mr N

 

Reżyseria: Jaco Van Dormael



Nie mam najmniejszych wątpliwości, że będę musiał zainwestować w czekoladę i serdecznie podziękować swojej koleżance Marcie za uświadomienie mi istnienia tej produkcji i niejako zmusić do jej obejrzenia, na co tak szczerze mówiąc nie miałem jakiejś specjalnej ochoty ( Choć z drugiej strony nie mogę też powiedzieć abym się jakoś szczególnie mocno opierał. Wszak, jak wielokrotnie powtarzałem nigdy nie potrafiłem odmawiać ładnym dziewczynom).



Nie da się wszak zaprzeczyć, że choć diametralnie różnimy się w kwesti oceny twórczości Quentina Tarantino (Co, tak na marginesie, stanowi kompletne zaprzeczenie mojej teorii, że ten kto nie przepada za dziełami, które wyszły spod ręki autora „Pulp Fiction” nie może być przyzwoitym człowiekiem i nie warto z takimi osobami utrzymywać jakichkolwiek kontaktów) to i tak Marta ma naprawdę dobry gust, skoro podobał jej się taki fantastyczny film jak „Mr Nobody”.



Ale przejdźmy może do rzeczy, bo jak będę się tak rozwodził nad  każdym możliwym szczegółem to nigdy w życiu nie napiszę ani słowa o swoich wrażeniach po seansie. A są one wręcz entuzjastyczne.  

 

Przyznaję bowiem, że choć głównym czynnikiem, który zadecydowałem się sięgnąć po film Jaco Van Dormaela była, wspomniana już wyżej, rekomendacja, to jednak absolutnie nie żałuję podjętej decyzji o tym, by wcisnąć przycisk „play” na moim odtwarzaczu DVD i totalnie zanurzyć się w świat wykreowany przez belgijskiego reżysera



Wszak gdybym tego nie zrobił, nigdy nie przekonałbym się jak bardzo mi się ten obraz spodoba. Ba! Że nie będę miał innego wyjścia, jak tylko nazwać go kawałkiem zachwycającego kina i jednym z najlepszych filmów jakie w życiu widziałem.



Nie wiem czy to kwestia tego, iż jestem już "wyrobionym" kinomanem czy po prostu znajduję się w odpowiednim nastroju do oglądania takich produkcji ale nie potrafię zaprzeczyć, iż mamy tu bowiem do czynienia z obrazem, który wciąga i hipnotyzuje widza do tego stopnia, że ani na moment nie można oderwać wzroku od ekranu by nie przegapić czegoś potencjalnie ważnego.

 

Dziełem, które niewątpliwe warto obejrzeć więcej niż jeden raz by  w pełni zrozumieć to, co autor chciał nam przekazać.



Naprawdę niebanalnie opowiedzianą, wielowątkową, inteligentną i daleką od cukierkowego patosu historią miłosną ozdobioną absolutnie urzekającą atmosferą oraz kapitalną ścieżką dźwiękową.



Filmem zachwycającym od strony technicznej, perfekcyjnie zmontowanym, jeszcze lepiej zagranym (warto w tym miejscu podkreślić bardzo dobrą dyspozycję Jareda Leto w roli naszego głównego protagonisty czyli tytułowego pana Nikt), posiadającym niezaprzeczalną głębię oraz zrealizowanym w stylu, który absolutnie uwielbiam.

 

Mam tu oczywiście zabawę formą i nielinearną narracją przywołującą na myśl tak fantastyczne obrazy jak chociażby „Atlas Chmur”, „Drabina Jakubowa”, „Drzewo Życia”, „Upstream Color”, „Wkraczając w Pustkę”, „Zakochany bez Pamięci” czy duńską „Rekonstrukcję” (do której ponownego seansu notabene cały czas się przymierzam, gdyż swego czasu wywarła na mnie naprawdę spore wrażenie). 

 

Podsumowując.  "Mr Nobody" niewątpliwie reprezentuje kino nietuzinkowe i wymagające. Tak więc absolutnie nie dziwię się, że dla przeciętnego widza, pozbawionego głębszej wrażliwości i umiejętności szerszego spojrzenia oraz lubującego się w prostych, absolutnie nieskomplikowanych fabułach będzie się ono wydawało jedynie obrzydliwie przekombinowanym, niezrozumiałym i maksymalnie pretensjonalnym gniotem o wybujałych, pseudoartystycznych ambicjach. Przecież taki już los prawdziwych arcydzieł sztuki filmowego, czego dowodzi powszechny odbiór choćby "Spring Breakers", "Atlasu Chmur" czy "Drzewa Życia" 

 

 Ja jednak podtrzymuję swoją tezę, że jest to produkcja niemalże wybitna, do której obejrzenia zdecydowanie wszystkich zachęcam. 


OCENA: 10/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci