Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

Nimfomanka {Nymphomaniac} część 1 & 2 (2013)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

 

Nimfomanka

 

Reżyseria: Lars von Trier

Gatunek: Dramat, Erotyczny

 

Uczciwie przyznaję, że dałem się skusić sugestywnej kampanii reklamowej i towarzyszącemu tej produkcji niemalże od początku rozgłosowi (podsycanego w dużej mierze przez samego twórcę, obiecującego nam ni mniej ni więcej, tylko w 100 % realną pornografię w wykonaniu gwiazd Hollywood). Gdyby nie to, prawdopodobnie nigdy bym po "Nimfomankę" nie sięgnął.

 

Zresztą czy naprawdę można się temu dziwić. W dzisiejszych czasach aby obejrzeć film pornograficzny niekoniecznie trzeba iść do kina (wystarczy włączyć internet) a poza tym w przeciwieństwie do wczorajszego, swoją drogą absolutnie fenomenalnego dzieła Jima Jarmuscha czyli twórcy którego po prostu uwielbiam, jakoś nie byłem wielkim fanem twórczości duńskiego reżysera Larsa von Triera.

 

Niemalże od zawsze uważałem go bowiem za pretensjonalnego i zadufanego w sobie bufona szukającego za wszelką cenę skandalu i kontrowersji by przykryć treściową miałkość swoich dzieł.

 

Mało tego! Poza genialnym serialem "Królestwo" (który notabene autentycznie polecam!) nie widziałem praktycznie żadnego spośród dzieł tego niekwestionowanego "enfant terrible" współczesnego kina. (Oczywiście mówię tu o produkcjach obejrzanych w całości. Wszak biorąc pod uwagę pod uwagę rozgłos wywołany przez takiego dajmy na to "Antychrysta" czy "Melancholii" nie dało się przecież uniknąć zobaczenia ich większych czy mniejszych fragmentów) więc chyba nic dziwnego, że samo nazwisko nie było dla mnie najbardziej przekonującym argumentem do sięgnięcia po cokolwiek co wyszło spod jego ręki.

 

Muszę jednak powiedzieć, że po seansie tego filmu moje zdanie uległo diametralnej zmianie. 

 

Twórcy bowiem udało się mnie zaskoczyć. "Nimfomanka" wszak jest nie tylko naprawdę udaną mistyfikacją ale przede wszystkim stanowi naprawdę dobre dzieło.

 

Ba! Odważę nawet pokusić się o stwierdzenie, że jest to właściwie inna wersja kapitalnego "Wstydu", tylko zamiast Michaela Fassbendera w głównej roli obsadzono Charlotte Rampling i Stacy Martin oraz ubrano całą historię w znacznie bardziej egzaltowaną formę.    

 

Wbrew temu bowiem, czego można było się spodziewać biorąc pod uwagę całą kampanię reklamową, pornograficzne sceny nie zdominowały snutej przez reżysera opowieści, nie "wybiły się na niepodległość" (tak jak to miało miejsce choćby w "Szamance" Andrzeja Żuławskiego czy w "Salo" Pier Paolo Passoliniego) oraz nie stanowią wyłącznie "szokowania dla samego szokowania" ale są integralną część całości i pełnią niezaprzeczalnie ważną rolę. 

 

Mamy tu zatem do czynienia z obrazem nie bojącym się uciekania w swoistą poetyckość (scena z łowieniem ryb czy scena niemalże religijnego "uniesienia" głównej bohaterki), absolutnie nie unikającym lekkiego tonu, bawienia się formą oraz stosującym  poczucie humoru jako ważny środek artystycznego wyrazu.

 

"Nimfomanka" nie boi się jednocześnie również, czego dowodem jest niemalże cała (dodajmy przy okazji, że odrobinę gorsza) druga "odsłona", uderzyć w zdecydowanie poważniejsze nuty czy skręcić w stronę rewirów zdawałoby się zarezerwowanych dla "Pięćdziesięciu twarzy Greya". 

 

Dziełem wciągającym, wywołującym autentyczne emocje oraz posiadającym interesujących bohaterów, kapitalną grę aktorską (Zwłaszcza jeśli chodzi o znakomitą w epizodycznej roli Umę Thurman, niezawodnego Udo Kiera, solidnego Stellana Skarsgarda, przyzwoitego Shię La Beoufa oraz, a może przede wszystkim wyśmienitą dyspozycję Stacy Martin, która po tym filmie (notabene będącym jej ekranowym debiutem) wyrasta w mojej ocenie na największe odkrycie roku oraz murowaną faworytkę wyścigu o tytuł najlepszej aktorki A.D. 2014.), niezaprzeczalną głębię i naprawdę kapitalny nastrój (potęgowany przez świetne zdjęcia Manuela Alberto Claro oraz zastosowanie muzyki klasycznej (oraz utworu "Fuhre Mich" Rammsteinu) w charakterze ścieżki dźwiękowej)

 

Dodatkowo warto zauważyć, że Von Trier umożliwił by Christian Slater po długiej przerwie i tułaniu się po takich gniotach jak "Stranded" czy "Playback" (gdzie aż przykro było patrzeć na jego męki z nieporadnie napisanym scenariuszem), wreszcie wystąpił (dodajmy, że z całkiem niezłym skutkiem) w filmie, którego poziom był adekwatny do posiadanego przez niego talentu. 

 

Podsumowując. Lars von Trier uczciwie zapracował na miano naczelnego skandalisty i prowokatora współczesnego kina a jednocześnie udowodnił wszystkim niedowiarkom (w tym mnie), że jest naprawdę utalentowanym reżyserem.

 

"Nimfomanka" bowiem to dzieło bez wątpienia wybitne zapewniające nam 4 godziny obcowania ze sztuką przez naprawdę duże S. Kolejny w bieżącym roku (po "Jacku Strongu", "Dużych Złych Wilkach" i "Tylko Kochankowie Przeżyją") film ocierający się o perfekcję. 

 

Ja osobiście nie żałuję nawet jednej minuty spędzonego podczas oglądania pogmatwanych losów tytułowej bohaterki i pewnie jeszcze niejednokrotnie do tego filmu wrócę. A  zakup własnej kopii na cyfrowym nośniku stał się wręcz obowiązkiem.

 

OCENA: 9/10 

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci