Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Obietnica" (2014)

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

7595613.3

 

Reżyseria: Anna Kazejak

 

Wszyscy wokoło mnie mówili, że „Obietnica” to film w najlepszym razie średni a w najgorszym kompletnie rozczarowujący. Że scenariusz jest pisany na kolanie w pięć minut, gra aktorska poniżej wszelkiej krytyki a emocje równe co najwyżej dłubaniu w nosie.

 Ja jednak, jako urodzony masochista i patologiczny wręcz nonkonformista, postanowiłem jego jakość sprawdzić niejako "na własnej skórze". Zresztą przypominam, że i tak przecież miałem ochotę się na niego przejść. Wszak trailer widziany podczas jednego z poprzednich kinowych seansów (Konkretnie "Pod Mocnym Aniołem" Wojciecha Smarzowskiego) bardzo przypadł mi do gustu oraz zwiastował naprawdę dobre kino. I wiecie co?

 

Może niektórym to co teraz powiem będzie nie w smak, ale pozwolę sobie mieć inne zdanie niż zdecydowana większość widzów i stwierdzić, że czuję się usatysfakcjonowany. 

 

Przyznaję, że choć do tej pory nie widziałem żadnego filmu w reżyserii Anny Kazejak (czyli m.in. głośnych i dochodowych "Skrzydlatych Świń"). Jeśli jednak są one takie jak "Obietnica", to postaram się po nie w najbliższym czasie sięgnąć. 

 

Nie będę bowiem ukrywał, że moim zdaniem pozostawiła ona w szczerym polu Jana Komasę i jego przereklamowaną "Salę Samobójców" jeśli chodzi o przedstawienie wiarygodnego obrazu dzisiejszej młodzieży (Aczkolwiek muszę przyznać, że w tej konkurencji bezapelacyjnym zwycięzcą nadal pozostają "Szaleństwa Młodości" Bena C. Lucasa) 

 

Zresztą tak naprawdę ten obraz przypadł mi do gustu nie dlatego, że dostaliśmy kino jakoś szczególnie sprawnie zrealizowane, wybitnie trzymające w napięciu, przyzwoicie zagrane (Aczkolwiek nie da się zaprzeczyć, że największą robotę w tym zakresie wykonała debiutująca  na wielkim ekranie Eliza Rycembel, na którą niewątpliwie warto będzie zwrócić w przyszłości baczną uwagę. Wszak doprawdy fantastyczną dyspozycją zaprezentowaną w tym filmie udowodniła, że autentycznie posiada "papiery na granie" oraz sprawiła, iż ręce same składały mi się do oklasków (Do tego stopnia, że nawet wobec doprawdy genialnej kreacji Stacy Martin w "Nimfomance" muszę powiedzieć, że wybór najlepszej aktorki bieżącego roku wciąż jest kwestią otwartą). Szkoda tylko, że do jej poziomu nie dopasowali się wszyscy pozostali aktorzy (w tym m.in. Dawid Ogrodnik czy Andrzej Chyra) trzeba jednak jasno powiedzieć, że nie dostali tu praktycznie nawet cienia możliwości  wykazania się talentem ) czy specjalnie wciągające. Pod każdym bowiem z wyżej wymienionych aspektów można "Obietnicy" zarzucić bardzo wiele. 

Po prostu "Obietnica" idealnie wpisała się bowiem w ton dręczących mnie od jakiegoś czasu refleksji dotyczących moich zagmatwanych kontaktów z ludźmi. Pozwólcie zatem na ten mały popis duchowego ekshibicjonizmu jaki będzie miał miejsce za chwilę.    

 

Jeśli bowiem przyjmiemy, że normą jest fakt, iż podobieństwa się odpychają a przeciwieństwa przyciągają (a przecież tak właśnie twierdzi psychologia) to musimy nieuchronnie przyjąć, że jestem dziwny i mam naprawdę niepokojące fascynacje. 

 

W przeciwnym bowiem razie jak inaczej wytłumaczyć fakt, że zarówno w filmach jak i w życiu prywatnym najbardziej utożsamiam się z tymi osobami, z którymi utożsamiać się nie powinienem. 

Jak zinterpretować to, iż dla mnie najfajniejszymi i najinteligentniejszymi osobami (Zarówno w życiu, jak i na ekranie) niemalże od zawsze były nie te, które tryskały energią, zarażały optymizmem oraz imponowały przebojowością i niekwestionowaną chęcią do życia (czyli niejako kompensowały moje osobiste braki) ale raczej te, które były i są takiej postawy niemalże idealnym przeciwieństwem (vide Tomasz Beksiński, Michel Houellebecq czy Hannibal Lecter (Tak wiem, że to postać nierealna, ale w swoim czasie pasjami oglądałem "Milczenie Owiec")

 

Nie będę wszak ukrywał. Największą przyjemność czerpię z kontaktów z osobami, które są w mniejszym bądź większym stopniu podobnie do mnie (czyli nie zbyt szczęśliwe, nadmiernie wrażliwe, mroczne, posiadające niski poziom poczucia własnej wartości,  sporą dawkę pesymizmu, niestabilne emocjonalnie oraz niewątpliwe zwichrowane psychiczne). Dlatego też niemalże od razu "polubiłem" Lilę czyli bohaterkę tego filmu i autentycznie przejmowałem się jej losem. 

 

Podsumowując. "Obietnica" niewątpliwie udowadnia dwie rzeczy. Po pierwsze, że jest możliwe zrobienie dobrego, polskiego filmu dla młodzieży a po drugie, że podczas oglądania tego typu obrazów niewątpliwe przydatne jest odpowiednie nastawienie, które ja niewątpliwie w tamtym czasie posiadałem.  

 

OCENA: 7/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci