Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"Wij" {Viy} (2014) czyli bazyliszek po rosyjsku

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

VIY

Reżyseria: Oleg Stepczenko 



No cóż. Mamy tu do czynienia z idealnym potwierdzeniem tezy, iż nowe niekoniecznie znaczy lepsze. Nie da się bowiem zaprzeczyć temu, iż poprzednia produkcja luźno oparta na opowiadaniu Mikołaja Gogola, zrealizowana przez Georgija Kropacziowa i Konstantina Jerszowa (film, któremu zresztą poświęciłem w swoim czasie odrębną notkę) podobała mi się zdecydowanie bardziej.

 

Jasne! Zastosowane wówczas efekty specjalnie absolutnie nie wytrzymały próby czasu i dziś bardziej śmieszą niż straszą (Swoją drogą akurat w tym aspekcie nie zanotowałem jakiegoś wielkiego progresu) jednak sama historia Homy Bruta, mnicha wynajętego do samotnego czuwania przez trzy dni przy zwłokach tragicznie zmarłej córki lokalnego możnowładcy, o której wieść gminna niosła, iż była czarownicą i miała kontakt z tajemniczą istotą (tytułowym Wijem) potrafiącą zamieniać w kamień samym spojrzeniem opowiedziana została bez wątpienia sprawniej, posiada niepowtarzalny odrobinę baśniowy klimat, jest bez wątpienia mroczniejsza i nie skręca w stronę pozbawionego polotu klonu „Niesamowitych braci Grimm” czy „Van Helsinga”

 

Czy to jednak znaczy, że „Wij” w reżyserii Olega Stepczenki jest tak tragicznym obrazem bym musiał szczerze odradzać wam jego oglądanie? Absolutnie nie. Nowa wersja jest bowiem dynamiczna, gra aktorska stoi w niej na co najmniej przyzwoitym poziomie, krajobrazy potrafią zauroczyć.

 

Dodatkowo nadmienię, iż występują tu całkiem urodziwe dziewczęta (Szczególnie Agnia Ditkovskite)  a całość ogląda się zdecydowanie przyjemnie niż można się było spodziewać przed seansem (Zwłaszcza biorąc pod uwagę towarzyszące procesowi powstania rozliczne perturbacje, głównie finansowej natury, które omal nie doprowadziły do anulowania całego projektu zaplanowanego pierwotnie jako element obchodów przypadającej na 2009 200 rocznicy urodzin Mikołaja Gogola .

 

Podsumowując. Uważam, że „Wij” to produkcja, po którą warto sięgnąć z czystej ciekawości by zobaczyć jak Rosjanie radzą sobie z przenoszeniem własnego folkloru na język horroru. A już szczególnie doradzam jej obejrzenie w sytuacji gdy ktoś nie miał przyjemności oglądania poprzedniej wersji tej historii.

 

OCENA: 6/10

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci