Menu

Kinematografia okiem Bagiennika

Moje refleksje, i opinie na temat szeroko pojętego kina

"The Den" (2013) czyli strzeżcie się wideoczatów!

bradesinarus

Niech Cthulhu będzie z wami!

The%20Den

 

 

 

 Bohaterką " The Den" jest Elizabeth (grana przez Melanie Papalię czyli Proxy z, omawianego już przeze mnie "Smileya"), studentka pracująca nad pracą dyplomową na temat użytkowników wideochatów. Podczas swoich badań przypadkowo trafia ona na autentyczną transmisję z brutalnego morderstwa co sprawia, iż uwikłuje się w niebezpieczną rozgrywkę z  bezwzględnym seryjnym zabójcą. 

 

No cóż. Przyznaję, iż jakiś tam potencjał w tej historii niewątpliwie był i  że przy lepszym wykonaniu mógł z tego wyjść naprawdę dobry, trzymający w napięciu horror. Szkoda zatem, że twórcy nie potrafili, albo co gorsza nie chcieli, sprawić by tak się stało

 

Nieudolna realizacja, nieciekawi i kompletnie niewiarygodni bohaterowie, beznadziejne aktorstwo oraz niezwykle nużąca, pozbawiona sensu i koszmarnie wręcz nielogiczna fabuła, (która w dodatku nie potrafi wzbudzić ani grama emocji czyli czegoś czego po horrorze należałoby się spodziewać w pierwszej kolejności) przyczyniły się bowiem w mojej ocenie do absolutnej klęski tego "projektu", który jak już wspomniałem miał szansę na odniesienie sukcesu gdyby tylko twórcy potrafili budować i stopniować napięcie, albo opowiedzieć wciągającą historię. 

 

Niestety Zachary Donahue (Mam nadzieję, że w żaden sposób nie spokrewniony z Jocelin Donahue) nie opanował żadnej z wyżej wymienionych umiejętności, więc zamiast ciekawego i angażującego horroru dostaliśmy męczący i śmiertelnie nudny wyrób (bo to "coś" nawet trudno mi nazwać filmem), w którym mrocznego klimatu jest mniej więcej tyle co lodu na Saharze a o jakimkolwiek strachu możemy co najwyżej pomarzyć.

 

Ba! Naprawdę cieszę się, że całość tej drogi przez mękę trwa tylko osiemdziesiąt minut bo naprawdę nie wiem czy konieczność oglądania tego "arcydzieła" choćby sekundę dłużej nie sprawiła by, że z rozpaczy wyskoczyłbym przez okno albo podciął sobie żyły.

 

Podsumowując. Przyznaję, że choć nie oglądałem (przynajmniej jak do tej pory) "Megan is Missing" czyli zrealizowanego w podobnym stylu jak "The Den" filmu Michaela Goia to biorąc pod uwagę jaki poziom reprezentuje debiutancka, i mam nadzieję iż ostatnia, produkcja Zachary'ego Donahue z niezmierną łatwością przychodzi mi uwierzyć w prawdziwość do zasłyszanych tu i ówdzie opinii, że wspomniany wyżej obraz pod każdym możliwym względem bije omawianą tu dziś pozycję na głowę.

 

Zatem szczerze wam radzę. Omijajcie "The Den" szerokim łukiem. Naprawdę szkoda waszego czasu na oglądanie tego popisu totalnej twórczej nieudolności. 

 

OCENA: 2/10 ( A i tak pewnie jestem zbyt szczodry)

© Kinematografia okiem Bagiennika
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci